Polscy siatkarze mają powody do radości
Polscy siatkarze mają powody do radości Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Szybko, łatwo i przyjemnie podopieczni Andrei Anastasiego wygrali spotkanie z Bułgarią. Mecz bez historii, ale jego wynik zapisze się w niej z całą pewnością. Polacy awansowali do finału Final Six, w którym zmierzą się z zespołem Stanów Zjednoczonych. O złoty medal Ligi Światowej zagramy po raz pierwszy w historii.

REKLAMA
Spotkania przeciwko gospodarzom nigdy nie należą do łatwych. Przeważnie są to drużyny nieco słabsze od reszty stawki, ale na własnym terenie nieobliczalne. Przekonaliśmy się o tym boleśnie w 2005 roku, gdy faworyzowany zespół Raula Lozano poległ w półfinale z reprezentacją Serbii, ówczesnych gospodarzy turnieju finałowego Ligi Światowej.
W dzisiejszym spotkaniu wyższość naszego zespołu nie podlegała wątpliwości nawet przez moment. Bułgarzy, jak można było przewidzieć, wszystko, co byli w stanie osiągnąć, zrobili w pierwszej części meczu. Tak naprawdę tylko w nim istniała szansa na urwanie nam seta przez podopiecznych Najdena Najdenowa. Jednak nawet wtedy była to bardziej płonna nadzieja miejscowych kibiców, niż realna szansa. A potem na scenie koncert grał już tylko jeden zespół. Dowodzona przez Andrea Anastasiego reprezentacja Polski.
Siedem lat temu w Belgradzie nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że możemy nie awansować do finału Ligi Światowej. Podobnie było przed dzisiejszym spotkaniem, ale obecnie mamy o wiele lepszy zespół. Kto wie, czy też nie lepszego trenera? Anastasi pracuje z kadrą nieco ponad półtora roku, a już sięgnął po kilka medali. Kolejny do kolekcji do wygrania już jutro. Rywal? Zespół Stanów Zjednoczonych.