
Pojawili się podczas posiedzenia połączonych trzech komisji sejmowych, zajmujących się GMO. Jedna z kobiet stwierdziła, że jest Matką Boską, inni odśpiewali "Boże coś Polskę". Wbrew temu, co przewijało się w internecie, nie śpiewał żaden z parlamentarzystów. Wszyscy, bez względu na opcję polityczną, byli zażenowani. Choć, jak przyznają, niektóre z tych osób znają już z widzenia - w Sejmie pojawiły się bowiem nie pierwszy raz. A tego feralnego posiedzenia wyraziły swoją frustrację z jednego powodu...
Kobieta, która powiedziała, że jest Matką Boską, ma około 40-tki. Tak oceniają posłowie, którzy uczestniczyli w głośnym na całą Polskę posiedzeniu. Nie mówiła do mikrofonu, więc nie jest łatwo ustalić, kim jest i jak się nazywa, choć od czwartkowego poranka posłowie usilnie próbowali się tego dowiedzieć. Każdy może uczestniczyć w takim spotkaniu i najprawdopodobniej była to osoba prywatna. Najprawdopodobniej, bo od rana trwa usilne ustalanie tego faktu, choć jednocześnie wydaje się, że w tym przypadku nazwisko zupełnie nie ma znaczenia.
– Ta pani nie przedstawiła się. Powiedziała tylko, że jest z Rodzin Mesjańskich – mówi nam posłanka Nowoczesnej Ewa Lieder. Co to jest? Nikt nie wie. Ale ten wątek mesjański wychwycili wszyscy. – Ta pani podeszła potem do nas i powiedziała, że może nam udowodnić, że jest z ruchu mesjanistycznego, bo jest bezpośrednim wysłannikiem od Dawida i ona, czy jej ojciec, mogą rządzić Europą. I że ona pomogła PiS wygrać wybory – mówi nam Dorota Niedziela, posłanka PO.
"Może to była prowokacja" Całe tło tego wystąpienia nie jest jednoznaczne. Słyszę, że zażenowani byli również posłowie PiS. Jan Duda, szef podkomisji ds. GMO, szybko zarządził zakończenie posiedzenia. – Wszyscy wyszliśmy z sali – mówi Ewa Lieder.
"Matka Boska" jest tak tajemniczą osobą, że przez cały dzień po tym głośnym przemówieniu, nikomu nie udało się ustalić, kim jest. A niejeden poseł próbował. – Rano prosiłem, żeby ją zidentyfikować, ale jeszcze się nie udało. Dobrze byłoby wiedzieć, kim ona jest. Bo jeżeli przychodzi osoba, która tylko mówi, że jest potomkinią Dawida, a nie mówi na temat, to znaczy, że coś jest nie tak. Chciałbym ją zidentyfikować, może to była prowokacja. Trzeba się dowiedzieć – mówi nam przewodniczący komisji rolnictwa Jarosław Sachajko z Kukiz'15.
A są jeszcze osoby, które śpiewały "Boże coś Polskę". Posłowie twierdzą, że śpiewały cztery kobiety, wszystkie wstały w tym momencie z miejsc. Ale grupa jest większa, liczy kilkanaście osób. Posiedzenie komisji – przypomnijmy – dotyczy GMO i projektu ustawy na ten temat. I jak się okazuje, nie pierwszy raz miało burzliwy przebieg.
– Są już trzeci raz, za każdym razem są to te same twarze. Krzyczą na nas bardzo. Mówią, że nie wiadomo, komu służymy. Że GMO to jest największe zło na świecie. Wcześniej krzyczeli, że nie słuchamy suwerena, że powinniśmy wycofać się z tej ustawy, że nie życzą sobie, żebyśmy to robili. Trzaskali drzwiami. "Społeczeństwo tego nie chce, przestańcie to robić" – słyszymy. Ich uwagi są mało merytoryczne – mówi posłanka Lieder.
Dorota Niedziela mówi, że są to aktywiści walczący pod hasłem "Polska wolna od GMO". – Jest kilka organizacji i wszyscy razem się trzymają. Od dłuższego czasu przychodzą na podkomisje – przyznaje. Na Facebooku zamieściła krótkie nagranie z wtorkowego posiedzenia podkomisji. Już wtedy jedna z pań mówiła, że jest z ruchu mesjanistycznego. Cały czas powtarzała to samo – mówi posłanka. To właśnie ta, która w środę mówiła, że jest Matką Boską.
Byli sfrustrowani zmianami w ustawie I teraz być może kwestia najistotniejsza. Aktywiści podobno poczuli się mocno sfrustrowani nagłymi zmianami w projekcie ustawy o GMO. I nie potrafili się w tych zmianach odnaleźć. – Tak naprawdę to były osoby, z których większość miała pretensje do PiS, że oni na nich głosowali, a teraz oni ich oszukują w zapisach ustawy o GMO – przyznaje Dorota Niedziela.
posłanka Dorota Niedziela
Posłanki twierdzą, że osoby te zaprosił przewodniczący Jarosław Sachajko.
Poseł Sachajko odpowiada na to, że każdy może przyjść na komisję. – Mówią, że to ja zaprosiłem. Wiem o tym, słyszałem. Ale każdy może się zgłosić do komisji i te osoby się zgłosiły. Jedyne ograniczenia, jakie są, to pojemność sali. Każdy może być obecny – twierdzi.
Winą za to, jak wyglądało to posiedzenie, obarcza przewodniczącego Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictw z PO oraz polityków PiS. – Którzy w jeden dzień wprowadzają poprawki, a na drugi dzień procedują ustawę. To spowodowało wielkie niezadowolenie. Również ja jestem niezadowolony, że muszę procedować nad czymś, z czym nie miałem szans się zapoznać – zdradza nam poseł Kukiz'15.
I być może tu jest pies pogrzebany. Frustracja może objawiać się w różny sposób. A posłowie podkreślają, że w tym przypadku nikt nie był agresywny. I to jest najważniejsze. Dlatego nikt nie zareagował.
