
Mistrzostwo Świata w 1974 roku, olimpijskie złoto dwa lata później oraz mistrzostwo Europy w roku 2009 to były największe sukcesy polskich siatkarzy w historii. Aż do dziś. Teraz do tej listy trzeba dopisać złoty medal Ligi Światowej. W dzisiejszym finale Polacy nie dali szans USA – mistrzom olimpijskim z Pekinu z 2008 roku, ogrywając ich w trzech setach.
REKLAMA
Łukasz Żygadło, Bartosz Kurek, Krzysztof Ignaczak, Piotr Nowakowski. Grzegorz Kosok, Zbigniew Bartman, Michał Kubiak, Łukasz Wiśniewski, Michał Ruciak, Paweł Zagumny, Marcin Możdżonek, Paweł Zatorski, Michał Winiarski, Jakub Jarosz i przede wszystkim trener Andrea Anastasi z asystentami – to oni wpisali się dziś do historii polskiej siatkówki. To oni jako pierwsi sięgnęli po złoty medal Ligi Światowej. Gratulacje, jesteście wielcy, jesteście najlepsi na świecie!
W światowej czołówce Polska znajduje od wielu lat, ale w finale Ligi Światowej graliśmy pierwszy raz w historii. Trzykrotnie w przeszłości przegrywaliśmy w półfinale - w 2005 roku w Belgradzie i w 2007 roku w katowickim "Spodku" zajęliśmy czwarte miejsca. Naszą kadrę musiał w końcu objąć Anastasi, żebyśmy zdołali wywalczyć pierwszy medal Ligi Światowej. Udało się to w roku 2011 w Gdańsku, gdy sięgnęliśmy po brąz.
W tym roku, wciąż pod wodzą Włocha, pierwszy raz stanęliśmy przed szansą sięgnięcia po złoto. I od razu tę szansę wykorzystaliśmy, nie pozostawiając złudzeń, co do tego, kto jest obecnie najlepszą drużyną na świecie. Na myśl o Olimpiadzie w Londynie na ustach każdego polskiego kibica siatkówki musi pojawiać się szeroki uśmiech.
Przeczytaj też: Polscy siatkarze kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. Czyżbyśmy doczekali się następców drużyny Huberta Wagnera?
Nasi siatkarze dali dziś wspaniały popis, który docenili nawet zawodnicy naszych przeciwników. W trzecim secie przy stanie 16:10 nasi kadrowicze otrzymali gromkie brawa nie tylko od publiczności, ale także od Amerykanów siedzących na ławce rezerwowych. W hali nie było już zatem nikogo, kto wątpiłby w końcowy sukces naszej reprezentacji. Nawet trener USA Alan Knipe przypatrywał się temu, co dzieje się na parkiecie z wyraźnym uznaniem dla postawy Polaków. Ale trzeci set był tylko zwieńczeniem tego, czego polscy siatkarze dokonywali w dwóch poprzednich.
A w nich Polacy pokazali, że są zespołem kompletnym. Patrząc dziś na ich grę, nasza duma rosła z każdą upływającą minutą. Nasi siatkarze udowodnili, że są najlepsi na świecie w każdym elemencie gry. Serwis? Proszę bardzo. Przyjęcie? Żaden kłopot. Atak ze skrzydła? Nie ma sprawy. Środkiem? Ale wolicie Nowakowskiego, czy Kurka?
Trzeba docenić też świetny serwis Ruciaka. W pierwszy secie, dzięki jego zagraniom zdobyliśmy 4-5 punktów z rzędu. Przewagę, którą wówczas zdobyliśmy nie oddaliśmy już do końca. Ba, my ją nawet powiększyliśmy. Wygraliśmy do 17. w finale Ligi Światowej. Niebywałe!
Fantastycznie funkcjonował też Polski blok. W trzecim secie Amerykanie próbowali odrobić straty, ale natknęli się na... trzech Polaków!
Przed spotkaniem mówiło się, że kluczem do zwycięstwa będzie zablokowanie Claya Stanleya, który w półfinałowej rywalizacji przeciwko Kubie zdobył siedemnaście punktów. I to nie kto inny jak kapitan Amerykanów trafił na szczelny mur naszej reprezentacji w drugim secie, przy stanie 22:22.
Zobacz, co pisaliśmy przed meczem: Anastasi gra o swój trzeci i pierwszy dla Polski złoty medal w Lidze Światowej. Mamy szanse z Amerykanami?
Długo można byłoby pisać, przywołując kolejne wspaniałe akcje Polaków. Jak chociażby tę zakończoną skutecznym atakiem Bartmana, która zaczęła się od nie najlepszego przyjęcia Ignaczaka. Można byłoby, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Będziemy ten mecz oglądać jeszcze nie raz. Dziś cieszmy się tym sukcesem. Nasi zawodnicy sprawili nam wielką radość i rozbudzili wielkie nadzieje przed zbliżającymi się Igrzyskami Olimpijskimi.
A przypomnijmy tylko, że nieustannie od Igrzysk w Atenach, w 2004 roku złoty medal olimpijski zawsze wędruje do tej drużyny, która triumfowała w danym roku w Lidze Światowej. W Grecji najlepsi byli Brazylijczycy, w Pekinie Amerykanie, a w Londynie...