Zdaniem prof. Moniki Płatek, gdyby pomysł PiS wszedł w życie, ludzie niezamożni mieliby utrudnione prawo do sądu. Bogaci mogliby zaś rozwodzić się bez ograniczeń.
Zdaniem prof. Moniki Płatek, gdyby pomysł PiS wszedł w życie, ludzie niezamożni mieliby utrudnione prawo do sądu. Bogaci mogliby zaś rozwodzić się bez ograniczeń. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

W sieci zawrzało. Wszystko dlatego, że rząd PiS rozważał drastycznie podniesienie opłat sądowych. Sprawę skomentowała dla naTemat prof. Płatek, tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości przesłało do redakcji komunikat, w którym wycofuje się ze swoich planów. – Małżeństwo nie może być więzieniem – mówi prof. Płatek, według której PiS podwyższając opłaty posortowałoby ludzi na tych, którzy mogą się rozwieść i na tych, których na to nie stać.

REKLAMA
I tak, wnosząc pozew o rozwód, zamiast 600 zł musielibyśmy zapłacić 2 000 zł. A to tylko jeden z przykładów. Sprawę nagłośniła wczoraj Partia Razem, która na swoim profilu na Facebooku opublikowała infografikę na temat planowanych podwyżek opłat sądowych. Rząd chciał nie tylko podnieść stawki za rozwód, ale też wprowadzić opłaty za wezwanie świadka i doręczenie wyroku. Dziś nie trzeba za to płacić, po zmianach PiS trzeba byłoby za to zapłacić po 100 zł.
Partia Razem pokazała jak zdrożałyby opłaty na podstawie dwóch przykładów z życia wziętych. W pierwszym – w sprawie o 600 zł za umowę zlecenie – koszty wzrosłyby aż pięciokrotnie (z 30 zł do 150 zł). W drugim – w sprawie o wadliwą pralkę za 1 200 zł – koszty zostałyby podniesione ponad trzykrotnie (z 60 zł do 200 zł). Dziś planowane przez PiS podwyżki trafiły na czołówkę dziennika "Fakt".
Pieniądze i ideologia
W internecie zaczęły się gorące dyskusje. Dla jednych planowane podwyżki rządu PiS miałyby być tylko sposobem na położenie ręki na portfelu podatników. Inni grzmieli, że to ograniczenie prawa do sądu ze względu na status majątkowy – bogaci byliby uprzywilejowani, a niezamożni musieliby miesiącami ciułać na wniesienie pozwu czy powołanie kilku świadków. Pojawiają się jednak również inne głosy: że pomysł na drastyczną podwyżkę opłaty rozwodowej to kolejny etap klerykalizacji Państwa polskiego.
Postulat zakazu rozwodów jest jeszcze wygłaszany półgłosem i z pewną taką nieśmiałością, ale w środowiskach fundamentalistów katolickich i nacjonalistów już krąży jako interesujący i pożądany kierunek. Podniesienie opłat sądowych w tej optyce miałoby być pierwszym krokiem do ukrócenia tego zjawiska i "poprawienia" statystyk.
Konserwatywny światopoglądowo rząd PiS miałby w ten sposób zrobić ukłon w stronę hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego, którzy potępiają rozwody. Jednak, zdaniem prof. Moniki Płatek, to kolejny przykład na hipokryzję biskupów. – Za sutą opłatę hierarchowie nie mają problemów z udzieleniem rozwodu kościelnego nazywanego "unieważnieniem małżeństwa" – tłumaczy prof. Płatek.
W styczniu 2016 r. głośno zrobiło się o pomyśle poseł Krystyny Pawłowicz (PiS), która złożyła interpelację do ministra Ziobry ws. podwyższenia opłat za rozwód. Jej pomysł polegał na zwiększeniu opłat m.in. za używanie sali sądowej, pracę ławników i sędziego. Na pytania dziennikarzy poseł odpowiadała potem, że ona tylko przekazuje pomysły swoich wyborców.
W dwudziestoleciu międzywojennym rozwody były nielegalne – na przeszkodzie stanęli właśnie biskupi, którzy angażując do akcji niepiśmiennych mieszkańców Polski walczyli z tym rzekomym wynalazkiem "bolszewizmu". Ostatnim państwem europejskim, które zalegalizowało rozwody, była katolicka Malta – stało się to w wyniku zwycięskiego referendum w 2011 r.
Prawo do sądu
Według prof. Moniki Płatek drastyczne podniesienie opłat sądowych złamałoby art. 6 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Mówi on o prawie do rzetelnego procesu sądowego. "Każdy ma prawo do sprawiedliwego i publicznego rozpatrzenia jego sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd (...)" – głosi artykuł 1.
– To nie jest jakaś abstrakcja, to obowiązujące w Polsce prawo – mówi prof. Monika Płatek. Jej zdaniem podniesienie opłat sądowych przez PiS doprowadziłoby do posortowania obywateli na tych, których stać na dochodzenie sprawiedliwości i na tych, którzy są zbyt ubodzy, by skorzystać ze swoich praw.
– 2 000 zł to dużo pieniędzy i PiS dobrze o tym wie. Zauważmy, że na drugie i kolejne dziecko daje 500 plus. Gdyby 2 000 zł nie było zaporową kwotą, to przyznałby ją już od pierwszego dziecka – mówi prawniczka. – Prawo do sądu nie polega na tym, że mamy prawo miesiącami, a nawet latami ciułać na to, by odbyła się rozprawa. Małżeństwo nie może być więzieniem – tłumaczy prof. Płatek.
Namysł napędzany pieniędzmi
Jednak niektórzy argumentują, że podniesienie opłat sądowych za rozwód to dobry pomysł, bo skłoni do refleksji małżonków, którzy być może pochopnie podjęli decyzję o rozstaniu. – To strasznie prymitywne podejście - że pieniądze spowodują, że się zastanowimy. To co, bogaci nie muszą się zastanawiać? To nieuczciwe, nierówne traktowanie. A tak w ogóle, skąd ten wniosek, że ludzie się rozwodzą pochopnie? – mówi prof. Monika Płatek.
Prawniczka zwraca też uwagę na kolejny, śmiertelnie poważny aspekt ograniczania liczby rozwodów przez uderzenie po kieszeni. – 1/3 zabójstw w Polsce to efekt przemocy w rodzinie. Zmuszanie ludzi na życie w fikcyjnych, niekochających się małżeństwach, przełoży się na wzrost liczby zabójstw, zwłaszcza zabójstw kobiet – tłumaczy prawniczka.
Postscriptum
Oburzenie społeczne związane z planowanym podniesieniem opłat sądowych szybko skłoniło rząd PiS do zmiany decyzji. "Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że zmiany dotyczące opłat, zawarte w projekcie reformy Kodeksu postępowania cywilnego, miały charakter propozycji i jak cała reforma zostały poddane szerokim konsultacjom społecznym. Z uwagi na negatywne opinie w kwestii opłat Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie podtrzymywać tych propozycji" – czytamy w komunikacie, który resort Zbigniewa Ziobry przesłał do redakcji naTemat.
Wygląda więc na to, że ten sprzeciw społeczny został usłyszany i że przynajmniej na razie władza nie będzie majstrować przy opłatach za rozwód i inne postępowania sądowe. Z podkreśleniem słów: na razie.