Niesprawdzona informacja o Mateuszu Morawieckim jako przyszłym premierze ma być tylko kontrolowanym przeciekiem, twierdzi "Fakt".
Niesprawdzona informacja o Mateuszu Morawieckim jako przyszłym premierze ma być tylko kontrolowanym przeciekiem, twierdzi "Fakt". Marek Podmokły/Agencja Gazeta

Karuzela z (ewentualną) wymianą premiera powinna uczyć pokory każdego, kto karmi się niesprawdzonymi informacjami. Taką ma być news o Mateuszu Morawieckim jako przyszłym premierze, który stanowisko miałby objąć w następnym tygodniu. Dziennik "Fakt" powołuje się na swoje źródła w Prawie i Sprawiedliwości.

REKLAMA
W nocy gruchnęła wieść, że premierem prawie na pewno będzie Mateusz Morawiecki. Takie nieoficjalne informacje podało RMF FM. Dziennikarze stacji nakreślili też rzekomo najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Beaty Szydło, która miałaby być rywalem Rafała Trzaskowskiego w wyborach na prezydenta Warszawy, albo zostać eurposłanką Prawa i Sprawiedliwości.
Tymczasem według informacji dziennika "Fakt" Morawiecki wcale nie musi zastąpić Beaty Szydło. Fakty są bowiem o wiele bardziej skomplikowane, podaje gazeta. Szef PiS na wieczornej naradzie, w której brali udział młodzi posłowie i szefowie regionów PiS z całej Polski, miał wypowiedzieć zdanie, które zostało potem nadinterpretowane i posłużyło za kanwę do sensacyjnych nagłówków pt. "Morawiecki premierem".
Tymczasem według informacji dziennikarza "Faktu", prezes miał jedynie powiedzieć, że wariant z Morawieckim jest brany pod uwagę, ale żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Dzisiejsza "nieoficjalna" informacja o Morawieckim jako przyszłym premierze ma być tylko typową wrzutką Jarosława Kaczyńskiego, czyli kontrolowanym przeciekiem. Gazeta powołuje się na opinie ludzi, którzy dobrze znają prezesa.
Dla lidera PiS wypuszczanie próbnych balonów i badanie nastrojów to chleb powszedni i prezes świetnie się czuje w takich zagrywkach. Przy pomocy kontrolowanych przecieków, które ochoczo łykają dziennikarze, bo nie mają żadnych newsów z nocnej narady, może ocenić reakcje na ewentualny manewr. A ta, która stała się udziałem jednego z najwierniejszych publicystów, delikatnie mówiąc, jest krytyczna. I co teraz?
źródło: "Fakt"