
Mateusz Morawiecki zdaje sobie sprawę z tego, że aby nie zostać potraktowanym jak Beata Szydło, musi dbać o relacje z Jarosławem Kaczyńskim. Nowy premier udał się z przedświąteczną wizytą do siedziby Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej.
REKLAMA
"Fakt" donosi, że Morawiecki nie przyniósł Kaczyńskiemiu prezentu, a kwiaty i ciasto. Te pierwsze były zapewne podziękowaniem za ogromne zaufanie, jakim lider PiS go obdarzył. Wiadomo, że bez namaszczenia go przez prezesa, nominacja nie byłaby możliwa. Tajemnicą poliszynela jest, że Morawiecki jako człowiek z zewnątrz i fachowiec od gospodarki cieszy się, delikatnie mówiąc, ograniczoną sympatią aktywu PiS, dla którego polityka jest często jedynym sposobem na życie. Morawiecki natomiast nie ma parcia na wzbogacenie się, gdyż jest człowiekiem majętnym.
Jednak największym prezentem dla Kaczyńskiego ma być niski deficyt budżetowy i obietnica załagodzenia napiętej sytuacji pomiędzy Polską a Unią Europejską. A także nadzieja, jaką wiąże lider PiS ze specjalistą od wizji przyszłego rozwoju gospodarczego Polski.
Być może premier Morawiecki chciał też w ten sposób przygotować grunt pod przyszłą rekonstrukcję rządu, choć nie wiadomo, czy w tej sprawie będzie miał cokolwiek do powiedzenia. Niedawno Mariusz Błaszczak oznajmił w rozmowie z Polskim Radiem, że decyzje o personalnych zmianach w PiS będzie podejmować przede wszystkim kierownictwo partii, czym wyraźnie pokazał Morawieckiemu miejsce w szeregu.
źródło: "Fakt"
