Ochroniarzom w Polsce brak zwykle odpowiednich kwalifikacji
Ochroniarzom w Polsce brak zwykle odpowiednich kwalifikacji Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta

Atak nożownika w galerii handlowej VIVO wywołał dyskusje dotyczące pracujących na terenie obiektu ochroniarzy. Ci, jak wynika z nieoficjalnych informacji, zamiast interweniować, ratowali własne skóry. Zasięg problemu jest jednak znacznie większy, bo w Polsce ochroniarzami zostają często osoby niepełnosprawne lub z widoczną nadwagą. To plaga, z którą nic się nie robi.

REKLAMA

Mężczyzna kradnie towar z jednego ze sklepów na terenie gdańskiego centrum handlowego, a następnie ucieka przed ścigającą go pracownicą sklepu. Dziewczyna, jeśli tylko nie odzyska towaru, będzie musiała zapłacić za jego stratę z własnej kieszeni. Oboje docierają do wyjścia, gdzie dochodzi do szarpaniny.

Obok stoi ochroniarz i zdezorientowany przygląda się incydentowi. W końcu złodziej ucieka, pozwalając by pracownica rozdarła mu bluzkę. To sytuacja, której byłem świadkiem jeszcze parę lat temu, ale od tamtego czasu nadal w naszym kraju ochroniarzami zostają ludzie bez odpowiednich kwalifikacji. Tani i nieskuteczni.

Przedsiębiorstwa chętnie zatrudniają niepełnosprawnych i tych, którzy postanowili dorobić sobie do emerytury. Zaletą pierwszych jest to, że oznaczają dla przedsiębiorstwa mniejszy wydatek. Drudzy z kolei nie narzekają tak bardzo na zarobki.

A te są skandaliczne. Minimalna stawka godzinowa wynosi obecnie dla każdego przedsiębiorstwa 13,7 zł brutto, co daje ok. 10 zł na rękę. To nieduże pieniądze, ale w ochronie zwykle zarabia się jeszcze mniej. Firmy, wynajmujące ochroniarzy, płacą im często 6-8 zł netto, zatrudnieni zazwyczaj nie dostają umowy o pracę.

Michał Kulczycki, szef NSZZ "Solidarność", twierdził, że ochroniarz powinien otrzymywać minimum 17,95 zł brutto. Inaczej będzie oszukiwał na składkach czy podatkach. I choć w tym roku wzrosła płaca minimalna, to trudno mówić, by pracownicy branży ochroniarskiej mogli cieszyć się godną płacą.

Ochroniarze są często pozbawieni prawidłowego przeszkolenia
Ochroniarze są często pozbawieni prawidłowego przeszkolenia Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

Niska płaca oznacza też niską jakość usług. Zapomnijmy o licencjonowanych ochroniarzach, osobach w doskonałej formie fizycznej, znających się na samoobronie i umiejętnie reagujących w sytuacjach zagrożenia. To utopia. Efektem są nie tylko ukradzione towary, ale i prawdziwe tragedie.

Przykładem jest niesławna galeria VIVO w Stalowej Woli. Wraz z pojawieniem się nożownika, ochroniarze wyparowali, ponadto – jak relacjonują uczestnicy zdarzenia – zabrakło komunikatu ostrzegawczego przez megafony. Tak powiedziała stacji TVN kobieta, która wówczas przebywała w galerii. Damian Kuziora, któremu nożownik wbił nóż w brzuch, przyznał natomiast z odrobiną czarnego humoru, że być może ochroniarze wypatrywali osób, które mają zamiar ukraść batonik.

– To norma. W ochronie pracują emerytowani policjanci i wojskowi, z których nie ma żadnego pożytku. Albo starsi ludzie niezwiązani z tematem. I z jednych, i z drugich nie ma żadnego pożytku – mówi w rozmowie z naTemat pracownik warszawskiej firmy ochroniarskiej.

Okazuje się, że przepisy pozwalają na dużą samowolkę ochroniarzom. Zgodnie z nimi, pracownik ochrony może zaniechać interwencji, jeśli stwierdzi, że istnieje zagrożenie dla jego życia i zdrowia. Decyzja taka jest zwłaszcza uzasadniona, kiedy ochroniarz nie posiada odpowiednich środków i narzędzi niezbędnych do odparcia zagrożenia.