
Ubrani w wykrochmalone koszule, lśniące krawaty, błyszczące lakierki, przechadzają się po sejmowych korytarzach i kursują między telewizyjnymi studiami. Politycy, bo o nich mowa, dziś są elegantami uprawiającymi szlachetny zawód, ale 20, 30 lat temu byli zupełnie kim innym. Kim? Jeden grabarzem, drugi piekarzem, inny skrzypkiem.
REKLAMA
Młody Sławomir Nowak w ciemnych okularach, w skórzanej kurtce, z dziewczyną u boku. Takie zdjęcie pokazał obecnemu ministrowi transportu dziennikarz TVN 24. Jak się okazało, 18-letni Nowak dorabiał sobie pozując do zdjęć, które potem trafiały na walentynkowe pocztówki. Nie tylko zresztą w ten sposób, bo w wolnym czasie oprócz modelingu pracował w piekarni.
Nietypowe wyznanie Nowaka: Byłem piekarzem
Nietypowe wyznanie Nowaka: Byłem piekarzem
Minister polskiego rządu utytłany w mące, ze świeżo wypieczonym bochenkiem chleba w ręce? Trudno sobie wyobrazić. Podobnie jak z trudem przychodzi wyobrażenie sobie innych czołowych polityków, którzy w młodości często podejmowali się nietypowych prac, w nietypowych miejscach. Na przykład w więzieniu i na cmentarzu.
W więzieniu i na cmentarzu
Tadeusz Cymański, dziś europoseł Solidarnej Polski, za czasów studenckich parał się wieloma zajęciami, ale najciekawszym było to na cmentarzu, w charakterze grabarza. - To było w Nowym Stawie, miasteczku w województwie pomorskim. Pracowałem jako grabarz kilka lat i to było bardzo ciekawe doświadczenie. Ciekawe i dobrze płatne - mówi nam Cymański.
Tadeusz Cymański, dziś europoseł Solidarnej Polski, za czasów studenckich parał się wieloma zajęciami, ale najciekawszym było to na cmentarzu, w charakterze grabarza. - To było w Nowym Stawie, miasteczku w województwie pomorskim. Pracowałem jako grabarz kilka lat i to było bardzo ciekawe doświadczenie. Ciekawe i dobrze płatne - mówi nam Cymański.
Jak to się stało, że studentowi Cymańskiemu trafiła się fucha kopania grobów? - Trafiłem tam dzięki uprzejmości tych, którzy opiekowali się cmentarzem. Grabarz pracujący tam dotychczas zmarł - dodaje europoseł.
Dlaczego polskich polityków traktujemy jak żebraków?
Dlaczego polskich polityków traktujemy jak żebraków?
Podobnie jak Cymański, tak i Stefan Niesiołowski jako student łapał się każdej okazji, by zarobić parę groszy. Dla niego kopalnią ciekawych zajęć było więzienie i studencka spółdzielnia Puchatek w Łodzi. - Jednego dnia rozładowaliśmy wagon kolejowy. 12 godzin to trwało - wspomina Niesiołowski. Za kratkami, gdzie trafił "dzięki" działalności opozycyjnej, skręcał śrubki, mył okna, pastował podłogi, a nawet robił meble. Tą ostatnią pracę próbował zresztą wykorzystać do ucieczki. - Przy kopaniu tunelu mnie złapali - mówi.
Z nosem przy ziemi i na morzu
Niesiołowski pracował też przy okazji autostopowych podróży po Polsce i przez długi czas, między spółdzielnią "Puchatek" a działalnością poselską, jako entomolog. - Upraszczając można powiedzieć, że chodziłem z nosem przy ziemi. Przekopywałem grunt w poszukiwaniu owadów. Niektóre larwy udało mi się po raz pierwszy opisać - mówi poseł PO.
Z nosem przy ziemi i na morzu
Niesiołowski pracował też przy okazji autostopowych podróży po Polsce i przez długi czas, między spółdzielnią "Puchatek" a działalnością poselską, jako entomolog. - Upraszczając można powiedzieć, że chodziłem z nosem przy ziemi. Przekopywałem grunt w poszukiwaniu owadów. Niektóre larwy udało mi się po raz pierwszy opisać - mówi poseł PO.
Niesiołowski zajmował się owadami, a Joachim Brudziński, zanim został posłem i sekretarzem generalnym PiS, rybami. - Podczas wakacji w roku akademickim zarabiałem na swoje studia i utrzymanie w Szczecinie, pływając na statkach handlowych i rybackich, zarówno polskich jak i zagranicznych armatorów - chwali się na swojej stronie internetowej.
U ojca Rydzyka
Jerzy Wenderlich, lewicowy parlamentarzysta i wicemarszałek Sejmu z ramienia SLD, kilkadziesiąt lat temu zaliczył nietypowy, bo muzyczny flirt z prawicą. Od dziecka uczył się grać na skrzypcach. Z roku na rok szło mu to coraz lepiej, aż w końcu jego talent dostrzegł nieznany wówczas redemptorysta z Torunia, Tadeusz Rydzyk.
U ojca Rydzyka
Jerzy Wenderlich, lewicowy parlamentarzysta i wicemarszałek Sejmu z ramienia SLD, kilkadziesiąt lat temu zaliczył nietypowy, bo muzyczny flirt z prawicą. Od dziecka uczył się grać na skrzypcach. Z roku na rok szło mu to coraz lepiej, aż w końcu jego talent dostrzegł nieznany wówczas redemptorysta z Torunia, Tadeusz Rydzyk.
Dziś trudno sobie wyobrazić, by Wenderlich zagościł na antenie założonego przez Rydzyka Radia Maryja. Wtedy redemptorysta długo się nie zastanawiał i utalentowanego skrzypka szybko zaprosił do swojego zespołu. - To był jeden z pierwszych zespołów w Polsce grających big beatowe msze. Tadeusz Rydzyk wymarzył sobie, że będzie miał w nim elektroniczne skrzypce. Wtedy był to zupełnie inny człowiek - mówi Wenderlich. Dorabiał też przy czyszczeniu kotłowni i ścinaniu róż w Holandii, a przez sześć z siedmiu tygodni wakacyjnych pracował w zakładzie ogrodniczym ojca. - Wiem, co to ciężka praca i dyscyplina - zarzeka się wicemarszałek.
Nasi politycy wiedzą więc, co to ciężka praca i dyscyplina. Ale czy tą wiedzę są skłonni wykorzystać w pracy przy Wiejskiej?
