
Kto chociaż raz leciał z Modlina, ten wie o co chodzi. Do odlotu jeszcze dosłownie godzina, a odprawa przy bramce już trwa. 40 minut do odlotu, a pasażerowie już stoją i tłoczą się na płycie lotniska. Ściśnięci czekają na możliwość wejścia na pokład w specjalnych korytarzach, gdzie drogę tarasują zwyczajne łańcuchy. I ten stan rzeczy trwa od samego uruchomienia portu lotniczego. Ludzie się denerwują, zwłaszcza kiedy stoją na mrozie, ale już wiemy dlaczego. Za taki stan rzeczy odpowiada nie lotnisko, a... Ryanair.
Niech nikt nie myśli, że to jakaś nowość. Pierwsze głosy niezadowolenia pojawiły się już w 2012 roku, świeżo po otwarciu portu lotniczego. Wtedy też trzeba było koczować na płycie lotniska w oczekiwaniu na wejście na pokład. W zasadzie było nawet gorzej, bo teraz chociaż w korytarzu jest daszek. Wtedy nie było żadnego schronienia. Upał, żar, deszcz, wiatr, śnieg – cokolwiek by się nie działo na lotnisku, praktycznie zawsze było źle.
Wiata koniec końców pojawiła się, ale autobusów na Modlinie nikt nie widział. I wszyscy dalej stoją na powietrzu. Może i na głowę się już nie leje, ale jeśli wieje lub jest po prostu mroźno, to marna to pociecha.
Obsługa naziemna jest realizowana przez agenta obsługi naziemnej zgodnie z oczekiwaniami przewoźnika. Należy mieć na uwadze, że to przewoźnik decyduje o standardzie swoich usług.
