Koń leżał nieprzytomny na ulicy kilkadziesiąt minut.
Koń leżał nieprzytomny na ulicy kilkadziesiąt minut. Facebook / Konrad Lewandowski
Reklama.
Scena jak z filmów akcji: przerażony koń ciągnący za sobą wóz biegł po Krupówkach, nie zważając na nic. Przerażeni przechodnie rozbiegali się na boki, a zwierzę biegło dalej szerząc przerażenie pośród ludzi na drodze. Jednemu dziecku, które nie zdążyło uciec, trzeba było udzielić pomocy w szpitalu. Koń w końcu się zatrzymał, kiedy uderzył w betonowe barierki i stracił przytomność. Na szczęście zwierzęciu nic się nie stało, po około 20 minutach staraniem jednego ze świadków udało się go ocucić. W tym czasie woźnica gdzieś się "zapodział".
Znów koń, znów Zakopane, znów o włos od tragedii. Nie ma właściwie miesiąca, żeby w mediach nie było głośno o zwierzętach w stolicy polskich Tatr. Najczęściej słyszy się o koniach, które nie miały dość sił, by ciągnąć przeładowane wozy pełne turystów do Morskiego Oka, czasem jednak ma miejsce zdarzenie jak opisane powyżej, gdy koń czegoś się przestraszy i zaczyna tratować wszystko na swojej drodze.
I trudno uwierzyć, by to się mogło szybko zmienić. Turyści w Zakopanem zasłynęli już z tego, że wzywają taksówki do Morskiego Oka, bo nie chce im się po ciemku wracać, albo wybierają się zimą na wycieczkę w góry ubrani w lekkie sportowe obuwie. Jeśli nie nastąpią zmiany w przepisach, to na samoograniczających się turystów bojkotujących wozy konne raczej nie ma co liczyć.