"Na kilometr śmierdzi prowokacją". Spór księdza - guru prawicy z Kornelem Morawieckim to bardzo dziwna historia

Ks. Tomasz Jegierski żąda od Kornela Morawieckiego zwrotu pieniędzy. Polityk zapewnia, że nie było żadnej pożyczki.
Ks. Tomasz Jegierski żąda od Kornela Morawieckiego zwrotu pieniędzy. Polityk zapewnia, że nie było żadnej pożyczki. Fot. screen ze strony YouTube.com/ Polonia Christiana; Komitet Wyborczy Kornela Morawieckiego
Sam autor tekstu w portalu niezalezna.pl przyznaje, że w tej historii nic się nie składa. Jest słowo przeciwko słowu. Oskarżającym jest ksiądz, bardzo dobrze znany i poważany w prawicowych środowiskach; oskarżanym – ojciec aktualnej twarzy "dobrej zmiany", legenda antykomunistycznej opozycji. Jeden mówi, że drugiemu pożyczył spore pieniądze. Drugi kategorycznie zaprzecza. Ta historia jest i dziwna, i emocjonująca. I raczej nie uda się jej już nikomu wyciszyć.

Co robi pan Kornel
Pierwsze sygnały, że może się szykować grubsza afera, pojawiły się na Twitterze dwa tygodnie po tym, jak nowy premier Mateusz Morawiecki założył swoje konto na tym portalu. To było tuż po Bożym Narodzeniu, gdy w kraju wybuchło zamieszanie wokół słów Kornela Morawieckiego, iż Polska mogłaby mogłaby przyjąć uchodźców z Bliskiego Wschodu uciekających przed wojną. Wówczas głos zabrał Mateusz Morawiecki – zapewnił, że słowa ojca nic nie zmieniają i stanowisko Polski w kwestii migrantów pozostaje to samo, co wcześniej. Wśród setek komentarzy pod wpisem premiera pojawił się wówczas i taki, autorstwa księdza Tomasza Jegierskiego.
Chwilę później ksiądz Jegierski zamieścił na Twitterze jeszcze jeden wpis. W nim wyjaśnił już nieco więcej – dlaczego i o co ma pretensje do Kornela Morawieckiego.

Panie Premierze proszę o sprawdzenie emaila wysłanego na sekretariat Pana Premiera 24 grudnia p. Kornel Morawiecki nasłał swoich ludzi, którzy zastraszali mnie i współpracowników. Sprawa dotyczy również p. Premiera.

z Panem Bogiem. ks. Tomasz Jegierski

Duchowny na Twitterze ma zaledwie 35 obserwujących i jego apel przeszedł wówczas bez echa. Ale sprawa ma właśnie ciąg dalszy. Opisuje ją portal niezalezna.pl, zaś autor tekstu Wojciech Mucha przyznaje, że "to jeden z dziwniejszych tematów, jakimi się zajmował".

Otóż ks. Tomasz Jegierski domaga się od Kornela Morawieckiego zwrotu 96 tys. zł. Duchowny twierdzi, że pożyczył politykowi te pieniądze w 2013 r. Ściślej - pieniądze pożyczyć miała Fundacja "SOS dla życia" kierowana przez ks. Jegierskiego, pożyczającym zaś było Stowarzyszenie Solidarności Walczącej, na którego czele stoi legendarny przywódca "SW". Mało tego - pożyczone pieniądze miały pochodzić z dotacji otrzymanej przez Fundację z Banku Zachodniego WBK, którego prezesem był wówczas... Mateusz Morawiecki. Tę brakującą kwotę - jak mówi ksiądz - musiał potem uzupełnić. Od udzielenia pożyczki minęło właśnie 5 lat i - jak twierdzi ksiądz - zwrot pieniędzy nie nastąpił.
Woda na młyn dla opozycji
Ks. Jegierski napisał zatem w tej sprawie list do Kancelarii Premiera Mateusza Morawieckiego. Portal niezalezna.pl przytacza jego treść. Dodaje przy tym, iż podobny list trafił również do Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.
Szanowny Panie Premierze,


W imieniu Fundacji SOS DLA ŻYCIA próbuję od roku 2013 r. odzyskać środki w kwocie 96 tys. zł. pożyczone Stowarzyszeniu Solidarność Walcząca. Kwotę tę osobiście odebrał ode mnie w gotówce 5 stycznia 2013 r. p. Prezes Kornel Morawiecki. Otrzymałem od p. Kornela Morawieckiego pokwitowanie odbioru pożyczki. Przez cały okres, aż do dnia wczorajszego, nie było żadnej reakcji ze strony p. Kornela Morawieckiego czy Stowarzyszenia.

30 sierpnia 2017 r. zostały wysłane dokumenty z wypowiedzeniem pożyczki, a 8 grudnia 2017 r. ostateczne przedsądowe wezwanie do zwrotu pożyczki. Wczoraj otrzymałem email z biura poselskiego p. Kornela Morawieckiego informujący jedynie o możliwym spotkaniu.

Sprawa pożyczki dotyczy również Pana Premiera, gdyż pożyczka krótkoterminowa została udzielona Stowarzyszeniu ze środków z dotacji, jakie uzyskała Fundacja z Banku BZ WBK.

Brak spłaty środków, które należą do Fundacji powoduje, że zasadne jest poniższe zawiadomienie do prokuratury. Zdaję sobie sprawę, że takie zawiadomienie i nagłośnienie medialne tej sprawy mogłyby bardzo zaszkodzić Panu Premierowi, Rządowi i Dobrej Zmianie. Dla opozycji byłaby to woda na młyn. Czytaj więcej

cytat za niezalezna.pl
Dla osób z obozu dobrej zmiany ten list musi być szokiem – rzucający oskarżeniami ksiądz Tomasz Jegierski nie jest dla nich postacią anonimową. Wręcz przeciwnie – jest on dla Prawa i Sprawiedliwości duchownym wymarzonym. To on od lat powtarza hasło, które lansowała była premier Beata Szydło wraz z obecną minister do spraw uchodźców Beatą Kempą – że osobom uciekającym przed wojną należy udzielać pomocy na miejscu (o tym, że przyjmowanie uchodźców nie musi być koniecznością i że istotna jest pomoc w obozach dla uchodźców pisał w naTemat Michał Gąsior po swojej wizycie w Libanie dwa lata temu). Fundacja ks. Jegierskiego "SOS dla życia" od lat zajmuje się m.in. właśnie organizowaniem transportów z pomocą humanitarną w rejony ogarnięte konfliktami wojennymi.
On sam współpracował w tych akcjach również z poprzednią koalicją rządzącą. Na stronach Fundacji można znaleźć np. podziękowania z 2014 r., jakie księdzu Jegierskiemu złożył wiceminister Leszek Soczewica, wówczas zastępca Grzegorza Schetyny w ministerstwie spraw zagranicznych, za zorganizowanie transportu darów do irackiego Kurdystanu. "Pragnę przekazać wyrazy najwyższego uznania i podziękowanie za błyskawiczny akces do akcji pomocy organizowanej przez MSZ" – napisał wówczas polityk rządu PO-PSL do księdza, który dziś jest - jak to pisze niezalezna.pl - "postacią rozpoznawalną na polskiej prawicy".

Ekipa "posmoleńskich dzieci"
Sam duchowny nigdy nie krył się ze swoimi poglądami politycznymi. Widać wyraźnie, że -
choć współpracował też z poprzednim rządem - zdecydowanie bardziej mu po drodze z obecnym obozem. Gdy w wyborach prezydenckich wygrał Andrzej Duda, ks. Jegierski podał dalej kilka twittów ze sztabu zwycięzcy. W ostatnim czasie był stałym komentatorem w mediach prawicowych i narodowych, uczestnikiem dyskusji w Księgarni "Gazety Polskiej" oraz gościem "Przystanku Niepodległość" w Dusznikach Zdroju organizowanego przez - jak określają sami siebie - "posmoleńskie dzieci".


Trudno się zatem dziwić konsternacji, jaka zapanowała po tym, gdy ktoś tak poważany na prawicy rzuca oskarżeniem w osobę poważaną (jak sądzę) jeszcze bardziej, która w dodatku jest ojcem obecnego premiera. A ksiądz Jegierski gołosłowny nie jest – dziennikarzowi "GPC" zaprezentował kartkę, która ma być potwierdzeniem udzielenia pożyczki. Widnieje na niej data, kwota, pieczątka no i podpis Kornela Morawieckiego.
Jeden z bliskich współpracowników Kornela Morawieckiego w rozmowie z naTemat anonimowo przyznaje, że podpis na kartce faktycznie najpewniej jest podpisem marszałka - seniora. Domyśla się jednak, jak mogło powstać takie oświadczenie. Jego zdaniem, ktoś wykorzystał prostolinijność przywódcy "Solidarności Walczącej".

Moim zdaniem na 100 proc. – znając Kornela i widząc jak wygląda to "oświadczenie" – Kornel zostawił komuś podpis in blanco i ktoś to wypełnił. Sam mi jakiś czas temu chciał zostawić swój podpis na czystej kartce, żeby później nadrukować to, co ma przysłać mailem, ale mu odmówiłem, bo musiałbym tego pilnować.

Sam Kornel Morawiecki w rozmowie z "Gazetą Polską" zaprzecza, jakoby podpisywał takie oświadczenie. No i przede wszystkim – zarzeka się, że nic nie pożyczał od księdza Jegierskiego. Tłumaczy, że jest ofiarą oszustwa: "skierowałem sprawę do organów ścigania i wierzę, że wyjaśni się kto za tym wszystkim stoi".

Pełnomocnik szefa sejmowego koła "Wolni i Solidarni", związany z Ordo Iuris mecenas Olgierd Pankiewicz, w rozmowie z naTemat nie chce komentować sprawy. Potwierdza, że zawiadomienie do prokuratury zostało złożone. – Na tym etapie nie powinienem komentować tej sprawy – ucina prawnik.

Niewidzialna ręka służb
Czy zawiadomienie do prokuratury złożył także ks. Tomasz Jegierski? W piśmie do Kancelarii Premiera duchowny o takim zawiadomieniu wspomina. Jednak w rozmowie z "GPC" przyznaje, że pisma jeszcze nie złożył, ale wciąż nosi się z takim zamiarem.
Jak się skończy ta przedziwna historia? Dziś nie sposób przewidzieć. Nie ma przy tym wątpliwości, że "Gazeta Polska" tą publikacją wsadziła kij w mrowisko. "To te papiery, którymi miał szantażować Antoni Macierewicz? Słabe trochę" – ocenia jeden z komentujących na Twitterze. "Jak możecie posądzać katolickiego księdza o nieuczciwość?" – dopytuje inny. Wielu zwraca uwagę, że ks. Jegierski jest obywatelem Kanady, nie podlega żadnemu polskiemu biskupowi. Wyczuwają przy tym "rękę służb".

Ja bym sprawdził, czy w tym wszystkim nie maczali palce ludzie Mariusza Kamińskiego. Na kilometr śmierdzi prowokacją.

jeden z komentarzy na Twitterze
Autor tekstu Wojciech Mucha przekonał się bardzo szybko, jak niewygodne dla dobrej zmiany jest to, co napisał. Na Twitterze wyliczył, czego się dowiedział o sobie samym w ostatnich godzinach.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...