Niestety, zdaniem wielu najpiękniejszy stadion w Polsce nie będzie areną ewentualnych popisów najskuteczniejszego, zdaniem niektórych, piłkarza Europy.
Niestety, zdaniem wielu najpiękniejszy stadion w Polsce nie będzie areną ewentualnych popisów najskuteczniejszego, zdaniem niektórych, piłkarza Europy. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Proponuję zrobić krótki test, taką sondę. Zapytać piłkarskich kibiców, kto był najskuteczniejszym strzelcem Europy w ubiegłym roku. Ktoś powie pewnie, że Messi. Ktoś, że Cristiano Ronaldo. Tymczasem wszyscy ci kibice byliby w błędzie. Okazuje się bowiem, że, według stowarzyszenia IFFHS, najskuteczniejszy był ... Łotysz Aleksandrs Cekulajevs, który strzelił 46 goli w 35 meczach estońskiej ekstraklasy. I który całkiem niedawno, kilka dni temu, w ... 45 minut oblał testy w Lechii Gdańsk.

REKLAMA
Statystyki brzmią świetnie. Ponad 1,3 gola na mecz. NaTemat postanowiło się jednak przyjrzeć nieco dokładniej dokonaniom Łotysza. Efekt naszych dociekań jest już nieco mniej optymistyczny. I mówi wiele o tym, jak we współczesnym świecie odpowiednia reklama może przekłamać rzeczywistą klasę piłkarza.
Jednooki król
Czynnik pierwszy - poziom ligi estońskiej. Średnia frekwencja z sezonu 2009/2010 to … 188 widzów. Według nieoficjalnych danych, najmniejsza w Europie. Pustki na meczach wynikają rzecz jasna z prezentowanego przez graczy poziomu.
Ott Jarvela, ceniony estoński dziennikarz, piszący dla "Ohtuleht" mówi w rozmowie z NaTemat: - Nie ukrywam, że nasza liga należy do najsłabszych na kontynencie. W ostatnim sezonie cztery nasze drużyny grały w europejskich rozgrywkach. I zgadnij jak im poszło. Wszystkie od razu odpadły, zdobywając w sumie jednego gola w ośmiu meczach. Mój rozmówca sugeruje, że Cekulajevs nie miał tak trudno. Po prostu udowodnił, że "w lidze ślepców jednooki jest królem".
Słaby na dobrych, dobry na słabych
Chyba nikt poza wschodnią Europą nie ma tak dużej wiedzy o piłce estońskiej jak Matt Morrison. Mieszkaniec Bristol, wykładowca na uniwersytecie w Oksfordzie, kiedyś zaczął śledzić wydarzenia w tamtejszej lidze i do dziś ma o niej bloga. Zapytany przeze mnie na Facebooku o niesamowite statystyki Cekulajevsa odpowiada następująco: - Nie zapominaj, że aż 18 z tych goli strzelił zespołowi FC Ajax, który z klubem z Amsterdamu ma niewiele wspólnego. Był ostatni w tabeli, stracił ponad 100 goli, ba - nie wygrał nawet meczu.
Czyli Cekulajevs to taki zawodnik, który, parafrazując Nosowską, jest "za słaby na dobrych, a na słabych - za dobry". Tym bardziej, że z najlepszymi drużynami ligi już mu nie szło najlepiej o czym mi mówi Jarvela: - Trans, jego zespół, zajął trzecie miejsce. Z drużynami czołowej czwórki mierzył się aż szesnaście razy i wiesz ile razy Cekulajevs trafił do siatki? Właśnie sprawdziłem. Sześć.
Najkrótsze testy świata
KIlka dni temu Lechia Gdańsk zaprosiła Łotysza na testy. - To nie jest jego pierwszy tego typu sprawdzian. Wcześniej trenował też krótko z jakimś zespołem 2. Bundesligi. Ale nie pamiętam już z jakim - mówi Jarvela. Sprawdziliśmy, chodzi o MSV Duisburg. Tam po kilku dniach powiedziano mu "Auf wiedersehen". Morrison: - Nie wiem, czy polska ekstraklasa nie okaże się dla niego zbyt wymagająca.
Wykrakał. W Gdańsku podziękowano mu po ... 45 minutach gry w jednym spotkaniu. Sparingowym, z Olimpią Grudziądz. Jego niepowodzenie tak wytłumaczył dyrektor klubu, Błażej Jenek, w rozmowie z lechia.pl: - Łotysz miał dojechać do nas już wcześniej, by wziąć udział w kilkudniowych sprawdzianach. Jego przyjazd się opóźnił, a w meczu z Olimpią nie zachwycił na tyle, żeby zostać w zespole i jechać na obóz do Turcji.

Absurdalne jak ... statystyki IFFHS

Jerzy Engel to 81. trener na świecie w latach 1998-2006. Najlepszym trenerem globu w latach 2000-2010 był szkoleniowiec Arsenalu Arsene Wenger, który niemal nic nie osiągnął. Michał Żewłakow jest, uwaga, drugim najpopularniejszym piłkarzem Europy. Przed nim jest tylko Turek Arda Turan. Tego typu absurdalne statystyki kleci od lat IFFHS, czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyków i Statystyków Futbolu. Po jednym z rankingów portal weszlo.com napisał:rankingi sporządzane przez tę stronę mają mniej sensu niż projekt silnika hybrydowego stworzony przez Grzegorza Latę po wypiciu trzech win.

Nie ulega wątpliwości, że Lechia była Cekulajevsowi potrzebna, bo, według naszych informacji, w lidze estońskiej może liczyć na około 1800 euro miesięcznie. W Polsce zarabiałby conajmniej dwa razy więcej. Tyle tylko, że on nie okazał się drużynie Janasa przydatny.
Polski Messi, polski Ronaldo
Zjawisko nadawania piłkarzom różnych tytułów, przydomków, porównywania ich do gwiazd światowego futbolu jest od lat powszechne. Spójrzmy chociażby na nasze podwórko. Polskim Messim nazywany jest Michał Janota, który nigdy nie zagrał w reprezentacji a obecnie jest piłkarzem ... drugoligowego holenderskiego Go Ahead Eagles. Messim nazywa się też 16-letniego Aleksandra Jagiełłę z Legii Warszawa.
Jacek Kiełb, gdy wyróżniał się w Koronie Kielce, też się dorobił przydomku. Dziennikarz "Przeglądu Sportowego" nazwał go w jednym z tekstów "Ronaldo z Siedlec". Bo dba o wygląd i dobrze drybluje. To wystarczyło. Podobnie jak Krzysztofowi Królowi wystarczyła gra w lidze amerykańskiej i związek ze znaną modelką, by nazwać go polskim Beckhamem.
Z Cekulajevsem i wspomnianymi powyżej polskimi piłkarzami jest trochę tak jak w zawodowym boksie. Pojawia się nagle w wadze cieżkiej chłopak, jest niepokonany, kreuje się go na gwiazdę. Tyle że gdy ktoś przeanalizuje jego dotychczasowych rywali, okaże się, że wszyscy oni wyglądają jak stali bywalcy fast foodów. Albo jak bohater filmu "Super size me" po kilku tygodniach swojego eksperymentu.