
Kazimierz Marcinkiewicz wbił dwie szpile za jednym zamachem – jedną ojcu Tadeuszowi Rydzykowi, drugą – prokuratorowi Stanisławowi Kogutowi. Wystarczył jeden sarkastyczny wpis na Facebooku, by internauci przyklasnęli byłemu premierowi.
REKLAMA
– Dostałem (auto widoczne na zdjęciu – przyp. red.) od Stanisława z Warszawy. Panie senatorze Kogut. Wie pan, że pana szanuję za to, co pan zrobił dla Stróży i niepełnosprawnych dzieci. Jeśli jednak ręka się gdzieś przykleiła albo coś do ręki, to trzeba brać przykład z mistrza ściemy, czyli tzw. ojca Rydzyka – rozpoczyna wpis Kazimierz Marcinkiewicz.
Nawiązuje do trzech zarzutów korupcji, które postawiono Kogutowi – senator nie przyznał się do żadnego z nich. Przypomina też popularny wywiad z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, w którym redemptorysta na antenie Telewizji Trwam pochwalił się, że bezdomny podarował mu dwa samochody.
Cięty humor
– Pewnie było tak. Podjechał pod pana dom Maybach. Wysiadł człowiek wyglądający na bezdomnego, nawet lumpa. Przedstawił się jako Stanisław z Warszawy. Powiedział, że rozlicza się z życia i rozdaje wszystko "dobrym ludziom" – to mniej więcej to samo, co dobra zmiana. Dał Panu walizkę pieniędzy i powiedział, że jedzie do Torunia, do Rydzyka. Rydzyk – jestem pewniej – to potwierdzi – czytamy dalej. – Coś czuję, że Rydzyk nie wyjdzie z prokuratury wzywany jako świadek, bo biedny, już świętej pamięci pan Stanisław z Warszawy rozdawał lekką ręka kawał Polski – podsumowuje z ironią. – "Dobre", "mistrzowskie", "świetne" – piszą internauci pod postem.
