
Nie ma w Polsce syna czy wnuczka, który przynajmniej raz w życiu w prezencie nie dostał kosmetyków firmy "Bond". Tak samo jak nie ma córki czy wnuczki, której nie sprezentowano "Pani Walewskiej". Te dwa zapachy zyskały na polskim rynku status kultowych i często wybierane są przez babcie, ciocie i innych członków rodziny, chcących sprawić najbliższym pachnącą przyjemność.
Mam dwóch kolegów, którzy ostatnio zawzięcie rozmawiali o kosmetykach. Już samo to było zaskoczeniem, ale potem było jeszcze lepiej. Nie sądziłam, że u facetów mogą one wzbudzić tyle emocji. W tym przypadku chodziło jednak o markę wyjątkową, którą zna niemal każdy. Chodzi o serię kosmetyków sygnowanych nazwą Bond, którą na pewno kojarzycie. Jeśli nie osobiście, to ze sklepowych półek. Postanowiłem zobaczyć, co się kryje za tym kryje.
Pierwsza reakcja to oczywiście wklepanie "kosmetyki Bond" w Google. I bach, trafiam na stronę, która wygląda niemal tak, jak kojarzą się te kosmetyki... staro. To old schoolowa strona przywołująca na myśl mroczne czasy internetu, z którym łączyliśmy się za pomocą standardowego modemu. W sumie wszystko pasuje: konsekwentny i spójny wizerunek z produktem. Marka powstała 1993 roku i w pierwszej chwili wydaje się, że jej witryna również. Niech was to jednak nie zmyli! Właściwą, nowoczesną stronę kosmetyków znajdziecie odrobinę niżej – i tam już wszystko staje się jasne.

Co sprawia, że to właśnie te perfumy znaleźć można w ogromnej ilości polskich domów? Jednym z czynników jest bez wątpienia cena. Flakonik perfum Bond to koszt około 24 złotych, co – w porównaniu do zapachów z popularnych domów mody – jest ceną kilkanaście razy niższą! Druga sprawa to ogólnodostępność. Producent zapachu, firma Pharma CF, nie ogranicza się do jednej konkretnej sieci sklepów kosmetycznych. Bond to zapach, który znajdziemy w najróżniejszych drogeriach, sklepach, sklepikach i kioskach, które nie odstraszają ekskluzywnym wyglądem i są dostępne dla wszystkich. Poza tym produkują jeszcze marki Venus, No.36 i Cztery pory roku. Żadna z nich jednak nie powtórzyła osobliwego sukcesu Bonda.

Nazwa perfum również wywołuje same pozytywne skojarzenia – Bond, znany na całym świecie agent 007, to mężczyzna pewny siebie, odważny i elegancki. Każdy, bez względu na wiek, wie kim jest James Bond, a która babcia nie marzy o tym, aby jej wnuk wyrósł na faceta takiego jak Sean Connery czy Roger Moore? To jednak spin, który trafia bardziej w gusta mam, cioć i babć niż potencjalnych Bondów.
Jakiś czas temu portal Logo24.pl przeprowadził testy kosmetyków marki Bond. Choć jak przyznaje sam autor po kosmetykach nie spodziewał się wiele, to jednak spotkało go miłe zaskoczenie. Był to test "po kosztach", ale rezultat o dziwo zaskoczył autora, który z czystym sumieniem poleca produkty dalej.
Za damski odpowiednik Bonda uznać można Panią Walewską. Ten zapach pojawił się na rynku prawie 50 lat temu i do dziś znaleźć go można na sklepowych półkach. Podobnie jak w przypadku Bonda uwagę zwraca niska cena – buteleczkę kupić można już za około 20 złotych. O ile opisane wyżej męskie perfumy mają być raczej nowoczesne, to Pani Walewska stawia na klasykę. To perfumy ciężkie i intensywne, kojarzące się z raczej z babcią niż 20-, 30 -latką, choć trzeba przyznać, że na forach można znaleźć mnóstwo pozytywnych opinii od klientek z młodego pokolenia.
Pachnidła dzielą klientki na te, które nie mogą bez nich żyć i te, które nie wyobrażają sobie ich używać. Dawniej Pani Walewska była swego rodzaju synonimem luksusu - polską, dostępną wersją Chanel n°5. Obecnie sytuacja uległa zmianie, ale w świadomości osób przywiązanych do tradycji i wychowanych na tym zapachu, Pani Walewska zawsze będzie symbolem klasy i elegancji, który powinien znaleźć się w kobiecej łazience.
Wśród kolegów ciężko znaleźć osobę, która w ogóle nie zna lub raz w życiu nie dostała czegokolwiek z bondowskiego zestawu. Zwłaszcza w okolicy Świąt.
Nie jestem pewien czy sam dostałem kiedyś taki prezent, ale doskonale pamiętam, że butelki wody toaletowej Bond zawsze stały w łazience moich dziadków, więc mogę powiedzieć, że - po troszę - ten zapach kojarzy mi się z dzieciństwem – wspomina 30-letni dzisiaj Damian.
Z jednej strony Bond i Pani Walewska to produkty trochę obciachowe, których młodemu, nowoczesnemu człowiekowi czasem wstyd używać, a przynajmniej się do tego przyznać. Jednak nie dlatego, że źle pachną czy coś w tym stylu. Po prostu raczej nie są "sexy" i nie chcesz być dziewczyną, dającą chłopakowi zestaw Bonda, lub chłopakiem dającym dziewczynie Panią Walewską.
Nie da się odmówić im konkurencyjności, choćby w kwestii ceny. Produkty są popularne wśród starszej klienteli, która musi pamiętać, że to, co podoba się im niekoniecznie musi (chociaż oczywiście może) przypaść do gustu młodym. Kwestia perfum jest na tyle indywidualna, że chyba lepiej pozostawić ich wybór użytkownikom. Zamiast kupować kolejny nietrafiony prezent, który na lata trafi w otchłań łazienkowej szafki, warto poszukać czegoś, co faktycznie sprawi obdarowywanemu radość.
