Do carsharingu trzeba dorosnąć. To, co niektórzy robią z "autami na minuty", woła o pomstę do nieba

Korzystanie z carsharingu bywa... skomplikowane.
Korzystanie z carsharingu bywa... skomplikowane. Fot. Facebook
Jeździcie "autami na minuty"? W Warszawie i innych dużych polskich miastach jest już kilka firm, które udostępniają Polakom auta w formule carsharingu. Tylko że do wszystkiego trzeba dorosnąć. A to, co się dzieje z autami, czasami bywa po prostu żenujące. Bo skoro to auto publiczne, to niczyje. I nie trzeba o nie dbać. Z drugiej strony wiele osób nawet nie wie, że postępuje źle.

Taki problem w zasadzie musiał się pojawić. Bo nawet jeśli zaoferujesz innowacyjną usługę, mentalności niektórych osób po prostu nie przeskoczysz. Jeszcze w zeszłym roku pisaliśmy o kradzieży… paliwa. Zaalarmował nas jeden z czytelników, który chciał skorzystać z auta na minutę – w tym konkretnym przypadku od firmy Traficar.

Zarezerwował samochód przez aplikację, doszedł do samochodu i… klops. Okazało się, że z samochodu wypompowano benzynę. – Nawet nie otwierałem samochodu, żeby nie było na mnie. Zadzwoniłem do Traficara i wszystko im zgłosiłem, auto zostało zablokowane i ktoś miał się nim zająć – opowiadał nasz czytelnik.

Okazuje się jednak, że tamta historia to tylko czubek góry lodowej. I nawet nie chodzi o przypadki wandalizmu, choć ostatnio na facebookowym fanpage’u firmy ktoś wrzucił zdjęcie Traficara, któremu ukradziono koła. Złodzieje nawet nie pozostali auta na cegłach.
W błocie, na przejściu dla pieszych – gdziekolwiek
To, co się dzieje z "autami na minuty", najłatwiej bowiem porównać do... przestrzeni publicznej. W pewnym sensie auta w formule carsharingu stały się elementami naszych miast – tak jak ławki, chodniki, kosze na śmiecie, wiaty przystankowe.


O tym, jak wygląda nasza przestrzeń publiczna, nie trzeba z kolei nikomu mówić. Zaśmiecona, zaklejona reklamami, zaniedbana. Pokutuje przekonanie, że to, co jest publiczne, jest niczyje. Należy do wszystkich, czyli do nikogo. I dlatego nie trzeba o to dbać.

W przypadku "aut na minuty" jest podobnie. W sieci roi się od zdjęć, które doskonale pokazują, co Polacy robią z tymi autami. Parking w błocie? Proszę bardzo. Tu i tak nie jest źle, bo jeden z internautów od razu skomentował, że widział ostatnio auto tak zakopane w błocie, że połowy kół nie było widać.
To może parkowanie na przejściu dla pieszych? Taki przypadek też udokumentowano. Trudno nawet powiedzieć, co kierowca miał na myśli, skoro każdy, kto ma prawo jazdy, powinien wiedzieć, że nie wolno parkować dziesięć metrów od przejścia.
Podobne historie zdarzają się i u konkurencji. Tutaj ktoś opanował parkowanie na chodniku, ale nie wzdłuż trotuaru, a w jego... poprzek.
Gdzie jeszcze można zaparkować? Na przykład na miejscu przeznaczonym dla... konkurencji. Kwiatek prosto z Wrocławia:
Są i tacy cwaniacy, którzy potrafią zaparkować "auto na minuty" na postoju... taksówek. Przecież to prawie to samo. Chociaż w tym wypadku warszawska straż miejska miała inne zdanie:
W efekcie takie obrazki nikogo nie powinny dziwić:
Regulamin łaskawy, ale ludzie bezwzględni
Z drugiej strony ktoś zorientowany w realiach funkcjonowania carsharingu może stwierdzić, że firmy, które udostępniają auta, same się o to proszą. Bo abstrahując od tego, że "to przecież nie moje auto i co się będę przejmował", choćby w Traficarze kary za nieprawidłowe parkowanie są po prostu... niskie.

Kierowca, który źle zaparkuje auto i dowie się o tym Traficar, płaci karę w wysokości... 50 złotych. Można więc powiedzieć, że w pewnym sensie "sami się proszą". Bo albo mi się upiecze – jako kierowcy – albo zapłacę niewiele. Z kolei w Panek CarSharing nie ma takiej kary... w ogóle. – Nie stosujemy obciążeń ani kar jeśli przestawiamy samochód samodzielnie (w sensie – przed Strażą Miejską – red.), właśnie dlatego tak ważne są dla nas wszystkich informacje o nieprawidłowo zaparkowanych autach – tłumaczy Katarzyna Panek, rzeczniczka prasowa firmy.

– Analizowaliśmy sytuację z rynku niemieckiego. Tam obciążeń i kar jest bardzo dużo. Ale zrobiliśmy badania w Polsce. Okazało się, że polski klient nie jest gotowy na takie rozwiązanie. Strach skutecznie powstrzymywałby go przed wynajmem samochodu, co uniemożliwiłoby rozwój carsharingu. Dlatego nasza usługa jest prosta, a obciążenia rozsądne – mówi z kolei w rozmowie z naTemat Dyrektor Operacyjny w firmie Traficar Konrad Karpiński.

I dodaje: – Pamiętajmy też, że kara za źle zaparkowany samochód to 50 zł, zakładając, że to my dostrzeżemy sytuację i zdążymy zareagować. Jeśli natomiast na miejscu pojawi się przed nami Straż Miejska, to kara rośnie o 580 złotych, czyli równowartość kosztu holowania. Dlatego w pierwszej kolejności, mając informacje o zdarzeniu, ostrzegamy klientów. Ponad 80 proc. klientów samodzielnie przestawia samochód.

Podobnie jest w Panek CarSharing. – Oczywiście, nie może dojść do tego, że Klienci będą notorycznie źle parkować a my za nimi jeździć i przestawiać. Jeśli takich sytuacji będzie dużo, będziemy się zastanawiać nad wyjściem z tej sytuacji. Nieprawidłowo zaparkowany samochód to nie tylko złamany przepis, to utrudnienie dla innych, pieszych i kierowców – twierdzi Katarzyna Panek.
Konrad Karpiński
Traficar

Przeglądając media społecznościowe można odnieść wrażenie, że przypadki niewłaściwego użycia samochodu Traficara są częstym zjawiskiem. To jednak bardzo mylne przekonanie. Jeśli wziąć pod uwagę, że Traficar to usługa masowa posiadająca 70 tysięcy aktywnych klientów, 1100 samochodów w całej Polsce i tysiące wynajmów każdego dnia wspomniane incydenty z niewłaściwym użyciem pojazdu to nieznaczne, pojedyncze przypadki.

Skąd więc tyle zdjęć źle zaparkowanych czy zniszczonych aut? – Widok uszkodzenia na
zwykłym samochodzie nie budzi większych emocji. Inaczej jest w przypadku obrandowanego pojazdu znanej marki – podkreśla nasz rozmówca z Traficar.
Katarzyna Panek
Panek CarSharing

Kilka miesięcy temu liczyliśmy przypadki wandalizmu i wyszło nam około 2%. Nie słyszałam, żeby się to zmieniło. Mieliśmy przejściowy problem z kradzieżą kluczyków, jednak udało się temu skuteczni zaradzić. Wypompowanie paliwa z naszego samochodu jest tak trudne i pracochłonne, że nikomu się nie zdarzyło, jest to po prostu nieopłacalne. Pamiętam jeden przypadek świadomego wandalizmu, kiedy nasz użytkownik zaparkował dzień przed Świętem Zmarłych w miejscu, gdzie następnego dnia miały rozstawiać się stragany ze zniczami. Osobie, która miała zarezerwowane to miejsce puściły nerwy, zniszczyła nam lusterko i kołpak.

Konrad Karpiński
Traficar

Na przestrzeni 1,5 roku straciliśmy 2-3 zestawy kół. To w skali liczby pojazdów i użytkowników Traficara jednostkowe przypadki.

Pieniądze to marny straszak
Okazuje się także, że ludzie najbardziej boją się nie kary pieniężnej, a wykluczenia. Bo jeśli ktoś nagminnie np. źle parkuje, zostaje wykluczony na jakiś czas lub w ogóle wyrzucony z systemu. I to jest najgorsza kara. A użytkownicy szybko przyzwyczajają się do "aut na minuty" i wiedzą, jakie to jest wygodne.

– Mieliśmy w naszej historii użytkownika, który znacząco przekroczył prędkość. Jechał ponad 100 km/h na "pięćdziesiątce" w mieście. W efekcie doszło do totalnego uszkodzenia samochodu. Zgodnie z regulaminem kierowca przekroczył prędkość o ponad 30 km/h, więc cała odpowiedzialność spadła na niego. Cały wynajem był zarejestrowany więc nie mogło być umowy o unikaniu odpowiedzialności. Po pół roku, kiedy użytkownik spłacił swoje zadłużenie, zapytał, czy będzie mógł wrócić do systemu – zauważa Karpiński.

No i na koniec warto pamiętać, że nie każdy działa w złej wierze. – Oczywiście zdarza się, że musimy wykupić samochód z parkingu miejskiego, bywa też, że ktoś zaparkuje nieprawidłowo i samochód komuś przeszkadza. Nie są to jednak w większości sytuacje spowodowane świadomym działaniem naszych użytkowników, najczęściej przeoczeniem – podsumowuje Panek.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...