Co się dzieje z narkotykami po konfiskacie? Wszystkie procedury prowadzą zawsze do tego samego

Praktycznie w każdym przypadku narkotyki są niszczone po konfiskacji.
Praktycznie w każdym przypadku narkotyki są niszczone po konfiskacji. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Każdego roku policjanci konfiskują przestępcom ogromne ilości narkotyków. Czy będą to kilogramy marihuany, metamfetaminy, heroiny, kokainy, czy niezliczona ilość pigułek ekstazy – dalsze procedury związane z ich losem są zawsze takie same. I - dla laików - mogą być dość zaskakujące.


O akcjach związanych z konfiskowaniem narkotyków słyszymy dość często. Nierzadko operacje te bywają doprawdy spektakularne. Wystarczy przypomnieć nalot funkcjonariuszy z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy z 2017 roku. 35-letni mężczyzna posiadał w domu 142 sztuki ciastek z haszyszem w środku, amfetaminę, 470 tabletek ekstazy i woreczek z zielonym suszem.


W 2015 roku policja w podwarszawskich Broniszach zabezpieczyła ponad 170 kg kokainy. Wartość towaru wyniosła ponad 100 mln zł. Zmyślni przestępcy ukryli narkotyki w tirze z bananami. Ale i tak nie był to rekordowy przemyt tego narkotyku w historii Polski. Ten z kolei miał miejsce w 2003 roku w Wilczycach, gdzie funkcjonariuszom udało się zarekwirować 400 kg kokainy. A gdzie odkryto towar? W dojrzewalni bananów.


Co się dzieje po konfiskacie?
Najciekawszą kwestią pozostaje jednak pytanie, co dalej. Paczki z konfiskowanymi narkotykami trafiają do specjalnych policyjnych magazynów, ale trzeba dodać, że nie jest ich zbyt wiele - na każde województwo przysługuje po jednym takim miejscu. – W chwili przejęcia przez policję substancji odurzających trafiają one do magazynu środków odurzających i substancji psychotropowych Komendy Stołecznej Policji - wyjaśnia asp. szt. Piotr Świstak z Wydziału Komunikacji Społecznej Komendy Stołecznej Policji w Warszawie.


Tam narkotyk jest ważony, liczony i zabezpieczany. – Następnie substancje te trafiają do laboratorium, gdzie ustalany jest ich skład i pochodzenie. Zbadana substancja szczelnie opakowana i oznaczona trafia do magazynu dowodów rzeczowych – dodał asp. Rzecz jasna magazyn dowodów rzeczowych jest najlepiej strzeżonym miejscem w całym budynku. – Dostęp do niego mają tylko wyznaczeni funkcjonariusze, stąd nie ma możliwości, aby narkotyki czy inne dowody rzeczowe zniknęły – zapewnia Piotr Świstak.

Wedle tych zasad nigdy nie może dojść do sytuacji, w której ktoś przebywa w magazynie samodzielnie. Magazyn jest pod stałym nadzorem kamer. Dodatkowym zabezpieczeniem jest system alarmowy i zamki szyfrowe. W praktyce narkotyki nie mają prawa zginąć, ale znane są przypadki, gdy dochodziło do wielkich kradzieży. Najgłośniejszą sprawą było zniknięcie 44 kg narkotyków z magazynu w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Wykryto ją w 2005 roku, gdy policjanci wybrali się do magazynu, aby zniszczyć towar. Narkotyki zarekwirowano jeszcze w 2001 roku i były dowodami w procesach kurierów narkotykowych. PIerwotnie uznano, że zniknęło 20 kg kokainy, ale w dalszym toku działań okazało się, że również 24 kg heroiny gdzieś wyparowało. Za kradzież odpowiedzialne były dwie osoby, z czego jeden z nich był… policjantem Wydziału Narkotykowego CBŚ.

Specjalistyczne badania
Jest to wyjątkowo istotny element. Specjaliści sprawdzają pochodzenie wybranego narkotyku, co może okazać się bardzo pomocne w późniejszym śledztwie związanym z rozbiciem większej grupy przestępczej. Chodzi o sytuacje, w których przykładowo wcześniej skonfiskowana kokaina w danym mieście, może posiadać ten sam skład i pochodzić z tego samego źródła, co towar zabezpieczony jakiś czas temu z innego miejsca. Po tym jak policjant prowadzący postępowanie dostaje opinię biegłego, "szczelnie opakowana i oznaczona" substancja zostaje oddana w depozyt. Znajduje się tam aż do wyroku.

Orzeczenie sądowe
– Utylizacja narkotyków następuje dopiero po wydanej przez Sąd decyzji o ich zniszczeniu – zaznacza asp. szt. Piotr Świstak. Postanowienie jest przeważnie zawsze takie samo - mają być komisyjnie utylizowane. Rzadziej oddaje się je instytutowi badawczemu. Najczęstszą procedurą pozbywania się substancji jest spalanie. Zdarza się jednak, że narkotyki nie leżą w magazynie i są niszczone wcześniej. Dzieje się tak w przypadku likwidacji upraw. W większości przypadków prokurator zezwala, by po udokumentowaniu plantacji pozbyć się roślin na miejscu. Wówczas krzaki są mierzone i liczone, a później rzucane na stos. Do magazynu trafiają tylko pojedyncze rośliny. Paczki z wszystkimi innymi narkotykami jak kokainą, MDMA czy amfetaminą są z kolei zawsze przewożone do spalarni. Odbywa się to za sprawą konwoju eskortowanego przez policjantów. Terminy i miejsca spalania są tajne.