Aplikacja wspaniała, tylko ludzie zawiedli. Umówiłem się na "polskim Tinderze" na piwo... przyjechała ochrona

Bimber to aplikacja służąca do umawiania się na imprezę. Mnie się nie poszczęściło.
Bimber to aplikacja służąca do umawiania się na imprezę. Mnie się nie poszczęściło. Fot. naTemat
Bimber to najbardziej polska aplikacja na smartfony. Jej niezwykle popularny pierwowzór, czyli Tinder, służy (z założenia) do umawiania się na randki i spotkania. W Bimbrze też "ustawiamy się" z innymi ludźmi, ale na wspólne picie alkoholu i imprezy. Aplikacja stała się hitem sieci, więc postanowiłem sprawdzić, jak działa w praktyce.

Bimber to prosta w obsłudze aplikacja społecznościowa. Tworzymy swój profil, wrzucamy zdjęcie, określamy, co lubimy wypić i zakres poszukiwań kompanów - w kilometrach od miejsca, w którym jesteśmy. I tak jak na Tinderze przeglądamy profile innych osób (niemal sami faceci), ale również imprezy w okolicy (jest opcja stworzenia własnej). Możemy się więc umówić na "alkoholizację" w cztery oczy lub w większym towarzystwie.

#piątek to czas picia, imprez i klubowych pieczątek. A Ty z kim chciałbyś się dziś napić? Z Kamilą i jej koleżanką-...

Opublikowany przez Bimber na 16 lutego 2018
Stworzona dla żartu, podbiła internet
Nic dziwnego, że aplikacja okazała się przebojem. Każdy przynajmniej raz w życiu chciał z kimś wyjść, ale wszyscy byli zajęci, lub dostał propozycję, ale też nie mógł. Bimber rozwiązuje ten problem. Aż dziwne, że taka aplikacja wyszła dopiero teraz. Oczywistą sprawą jest to, że mogła powstać tylko w naszym kraju. – Pomysł pojawił się jako żart na jednym ze spotkań z przyjaciółmi. “A może by tak stworzyć aplikacje Bimber?”. Nie potrzeba mi wiele, żeby przejść od pomysłu do działania – mówi naTemat autor Bimbra, Maciej Srokowski.

Bezpłatna aplikacja została pobrana w sklepie Androida i zainstalowana 30 tysięcy razy (!). Pisali o niej niemal wszyscy. – Wiedziałem, że pomysł jest dobry, ale nie spodziewałem się że trafię do gazet. To przyjemne uczucie, jak ktoś docenia coś, w co włożyłeś dużo pracy. Cieszy mnie jak użytkownicy zgłaszają błędy w aplikacji, bo to znaczy, że im zależy – dodaje 27-letni programista. Bimber pisał od maja zeszłego roku.
Maciej Srokowski
Autor aplikacji Bimber

"Bimber charakteryzuje się żartobliwą i chwytliwą nazwą jedynie dla Polaków. Najistotniejszą funkcją aplikacji jest tworzenie imprez. A impreza może być różna. Niech będzie nawet bez alkoholu, byleby w towarzystwie. Na Bimbrze można umówić się do kina, na grę w piłkę, czy wspólne zwiedzania miasta, do którego wpadliśmy na kilka dni.

Chyba najwięcej zajęło mi przemyślenie tego, jak to ma działać, a szczególnie system tworzenia imprez. Przerabiałem go chyba z 10 razy zanim byłem zadowolony z efektu. Chociaż dalej są rzeczy które mógłbym poprawić."

W tym momencie Bimber jest dostępny tylko na Androida, ale Maciej przygotowuje też wersję na iOS. – Powinna być gotowa za jakieś 2 miesiące. Poza tym ciągle wprowadzam drobne udoskonalenia do wersji na Androida i jak ilość użytkowników wzrośnie, będę musiał pomyśleć nad zmianą infrastruktury serwerowej. Jak tylko skończę wersję na iOS, planuję rozreklamować aplikację za granicą – mówi programista.

27-latek zaznacza, że nie miał czasu, by sprawdzić aplikację w praniu. – Niestety pracuję obecnie na kontrakcie za granicą i w momencie, gdy Bimber zaczął zyskiwać na popularności, nie mogę z niego korzystać. Ale wracam już niedługo, to potestuję – zapowiada Maciej Srokowski. Ja sprawdziłem ją w praniu wcześniej, choć moja przygoda przypomina kultową "Libację na skwerku" we Wrocławiu.


"Trochę człowieka i technika się gubi"
W tym miejscu miały być teksty w stylu: "koniec z piciem do lustra!", "rewolucyjny wynalazek polskiego programisty!", "nie śpię, bo umawiam się na piwo". I tak dalej. Niestety, o ile aplikacja Bimber działa bez zarzutu, o tyle zawinił (jak zwykle) czynnik ludzki. Pojechałem na alkoholową "randkę w ciemno", niestety nie wszyscy podeszli do tego na poważnie albo miałem ogromnego pecha.

Założyłem konto we wtorek rano i od razu znalazłem wieczorne wydarzenie pod hasłem "Piwo na parkingu" na warszawskiej dzielnicy Wesoła. Zapisało się niemal 30 osób, w zakładce chat były prowadzone rozmowy. Myślę sobie "nie no, tyle osób się zadeklarowało, przecież to nie Facebook, na którym klika się w co popadnie"...
Przyznaję, że spóźniłem się chwilę, ale uprzedziłem innych na wydarzeniu. Gdy przyjechałem na miejsce, parking świecił pustkami, z wyjątkiem dwóch stojących aut. Nie było nawet organizatora eventu. Przyjechał za to wóz ochrony. Może to oni wcześniej przegonili imprezowiczów? Tylko czemu w takim razie nikt o tym nie napisał w aplikacji? Postałem jeszcze chwilę i wróciłem zawiedziony. Straciłem mnóstwo czasu i utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma to jak stare, dobre wyjście z kumplami na miasto, a nie z losowymi ludźmi z internetu.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...