Dwie "lwice" będą się śniły Millerowi po nocach. Dlaczego zdradziły lewicę?

Aleksandra Jakubowska i Magdalena Ogórek - obie były kiedyś blisko Leszka Millera, o obu mówiono "lwice lewicy", dziś obie mają "fuchę" na prawicy, w mediach sprzyjających partii rządzącej.
Aleksandra Jakubowska i Magdalena Ogórek - obie były kiedyś blisko Leszka Millera, o obu mówiono "lwice lewicy", dziś obie mają "fuchę" na prawicy, w mediach sprzyjających partii rządzącej. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Obie były blisko Leszka Millera, mówiono o nich "lwice lewicy". Ale teraz przeszły na drugą stronę. Współpracują z mediami, które sprzyjają rządom Prawa i Sprawiedliwości. Kolegom z SLD jest przykro. – Taka wolta jest trudna do wytłumaczenia, ale może po prostu dowodzi tego, że Sojusz Lewicy Demokratycznej popełniał błędy kadrowe. Obie panie są takimi bardzo poważnymi błędami. Oczywiście Ogórek dużo większym. Dużo bardziej zaszkodziła partii – stwierdza Joanna Senyszyn.

To nie będzie tekst o internetowej dyskusji Magdaleny Ogórek, prowadzącej "W tyle wizji" (TVP) i Aleksandy Jakubowskiej, która – ku zaskoczeniu wielu – właśnie zadebiutowała w roli gospodarza jednego z programów w telewizji braci Karnowskich – wPolsce.pl. Panie się poróżniły i na Twitterze zaczęły wbijać sobie szpile. Było o "słomie wystającej z butów"; "wizycie w pewnym pokoju hotelowym" czy "prawomocnych wyrokach sądów". Zapewne dzieli je wiele, ale łączy jedno – Leszek Miller i przeszłość w SLD.

Z lewa na prawo
Rok 2015. Rozanielony Leszek Miller prezentuje grację – kandydatkę SLD na prezydenta Polski, Magdalenę Ogórek. Nieco później, gdy lwica lewicy będzie przemawiała na konwencji w Ożarowie, mina już mu zrzednie. A media obiegnie słynne zdjęcie: na pierwszym planie nogi i buty Ogórek, na drugim – skwaszony on. Po wyborczej porażce będzie się uśmiechał jeszcze rzadziej.
Rok 2003. Premier Miller u boku innej kobiety, Aleksandry Jakubowskiej, która była wówczas szefową jego gabinetu politycznego. Na zdjęciu uwieczniono moment, gdy wyszli przed siedzibę SLD tuż po konferencji prasowej. Oboje uśmiechnięci.
Dziś obie panie, dawne lwice lewicy, aniołki Leszka Millera, są dziennikarkami mediów, które silnie wspierają partię rządzącą. A internauci nie mogą powstrzymać się od złośliwych komentarzy: "wychowanki Leszka Millera walczą jak lwice dla dobrej zmiany i PiS" ; "Nie mielibyście kadr gdyby nie Leszek Miller". Inni zauważają, że "kiedyś Ogórek i Jakubowską łączył Leszek Miller, a dzisiaj je dzielą Jacek Kurski (prezes telewizji, w której pracuje Ogórek) a także Jacek i Michał Karnowski (szefowie wPolsce, w której zatrudniono Jakubowską)".
Jeszcze inni pytają wprost: "panie premierze, co się dzieje z tymi paniami na lewicy? Najpierw Ogórek, teraz Jakubowska?". To samo nurtuje Karolinę Hytrek-Prosiecką. Była dziennikarka TVN na Twitterze tak zagadnęła Millera: "Widzę, że lwice lewicy serce mają jednak po prawej stronie. Leszek Miller, gdzie nastąpił błąd?". I były premier, mimo że telefonu nie odbiera (nie udało nam się z nim skontaktować – red.), odpisał jej tak: "Niezależnie gdzie mają serca, nie utraciły woli do głoszenia własnych poglądów. To nie takie częste".

Miller nie ma ręki do kobiet

O polityczne transfery kobiet z lewa na prawo pytamy samych polityków SLD. – Dlaczego tak się dzieje z kobietami, które blisko współpracowały z Leszkiem Millerem? Być może jakiejś części odpowiedzi należy tutaj szukać? – pytaniem na pytanie odpowiada nam Ryszard Kalisz.
– Może to świadczyć o tym, że Miller nie zasługuje na przypisywane sobie samemu pojęcie, że prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. On ma ogromnego pecha do kobiet – ocenia specjalista od wizerunku polityków Wiesław Gałązka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. I dodaje, że jest zaskoczony postawą Aleksandy Jakubowskiej. – Po Ogórek nigdy nie spodziewałem się niczego, ale że Jakubowska poszła do Karnowskich? – pyta z niedowierzaniem. Ruch tej drugiej trudno jest zrozumieć również Joannie Senyszyn i Ryszardowi Kaliszowi.

"Koniunkturalistka Ogórek"
– Magda Ogórek nie ma żadnych poglądów. Szukała dla siebie miejsca, które przyniosłoby jej sławę i pieniądze. Inne partie jej nie chciały, a SLD dało się nabrać. Wykorzystała to. A teraz wykorzystuje koniunkturę PiS, żeby robić karierę. Dlatego nie jest dla niej problemem mówić raz jedno, raz drugie, raz trzecie – surowo ocenia ją profesor Joanna Senyszyn. – Od początku ostrzegałem, że tak to się skończy – mówi nam inny poseł SLD, który woli pozostać anonimowy. I dodaje: – O lewicy wolę mówić dobrze, więc nie chcę nic komentować. Lepiej w tej sprawie dzwonić do Leszka Millera.


Przypomnijmy, że to właśnie Miller wprowadził Ogórek do świata wielkiej polityki. I ta w 2015 roku pogrążyła SLD. W wyborach prezydenckich zagłosowało na nią prawie 400 tys. osób (2,38 proc., piąte miejsce). Dla lewicy oznaczało to klęskę: partia nie wchodzi do Sejmu i spłaca zaciągnięty na kampanię kredyt. Leszek Miller szybko zaczął się dystansować i mówić, że "gdyby założyć, że to będą prawdziwe wybory, to albo szukałby mocnego kandydata, albo sam by wystartował". Ale z twarzy Ogórek nie znikał uśmiech.

Zyskała ogromną rozpoznawalność, ale nie miała perspektyw powrotu do TVN (prowadziła tam wcześniej m.in. "Atlas świata"). W polityce też nie mogła znaleźć sobie miejsca. Najpierw zajęła się więc poszukiwaniem zaginionych dzieł sztuki (skutecznie) i pracy. Szybko zmieniła front polityczny – z lewa na prawo – i znalazło się dla niej zajęcie w TVP. Niektórzy złośliwie mówią o niej: żołnierka PiS, koniunkturalistka.

Jakubowska – "może nie miała innej propozycji"?
O ile nikogo nie dziwi postawa Magdaleny Ogórek, to mało kto może zrozumieć ruch Aleksandy Jakubowskiej. Ta przez lata była bliska polskiej lewicy. Była m.in. rzecznikiem prasowym rządu Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza. Potem w rządzie Leszka Millera była m.in. wiceministrem kultury, szefowała jego gabinetowi politycznemu. Wcześniej była dziennikarką. Ale w 2005 roku wycofała się z polityki. Postawiono jej zarzuty o korupcję i wielu przyjaciół się od niej odwróciło. Cztery lata temu w rozmowie z dziennikarzami "Gali" opowiadała, że trafiła na czarną listę, miała nawet problem ze znalezieniem pracy. Choć w tej samej rozmowie przyznała: "Leszek mi bardzo pomógł kiedy indziej. W chwili, kiedy było nam naprawdę ciężko".

Jakubowska dla "Gali" (2014 rok): Oskarżono mnie i męża o nieprawidłowości, w których mielibyśmy wtedy brać udział. Od tamtej chwili, przez kilka lat, byłam w tym kraju pariasem. Znalazłam się na czarnej liście. Trudno było wrócić do dziennikarstwa. (...) Naiwnie liczyłam na pomoc przyjaciół... Ale oni się wykręcali. Czytaj więcej

– Pani Jakubowska mija się z prawdą. SLD wręcz zorganizowało pomoc dla niej. Tego rodzaju uwagi są nie na miejscu – odpowiada Joanna Senyszyn.

– Jestem bardzo zaskoczony, że Jakubowska prowadzi program u Karnowskich. Uważam, że są granice. Ale cóż zrobić, każdy przecież kieruje swoim życiem zawodowym. Nie chcę oceniać, ale być może nie miała innych propozycji, być może gdzieś tkwiło w niej takie przeświadczenie, że taki autokratyczny system najlepiej się sprawdza? Nie chcę wchodzić w dywagacje. Obydwie mają prawo do podejmowania decyzji co do pracy zawodowej – mówi nam Ryszard Kalisz.
Wiesław Gałązka
specjalista ds. wizerunku polityków z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej

Nie umiem sobie tego wytłumaczyć, jak można zdradzić tego typu ideały. Ona (Aleksandra Jakubowska – red.)była bardzo aktywnym ministrem.

I dla Joanny Senyszyn decyzja Jakubowskiej jest zaskakująca. – Jestem zdziwiona. Była ministrem. Taka wolta jest trudna do wytłumaczenia, ale może po prostu dowodzi tego, że Sojusz Lewicy Demokratycznej popełniał błędy kadrowe. Obie panie są takimi bardzo poważnymi błędami. Oczywiście Ogórek dużo większym. Dużo bardziej zaszkodziła partii – stwierdza Senyszyn.

Grabarze lewicy
"Niestety pani Ogórek wciąż jest z SLD kojarzona, podobnie jak L.Miller,czy A.Jakubowska
Oni robią tej partii krecią robotę" – pisze jeden z internautów. I w tej ocenie nie jest osamotniony. Z takimi głosami zgadza się także posłanka Joanna Senyszyn. – Oczywiście, że SLD obciąża to, iż kiedyś zaufało takim osobom, jak Ogórek czy Jakubowska. To świadczy o kadrowych błędach, które SLD popełniało – mówi nam Senyszyn.

Była posłanka SLD wskazuje, że niektóre wypowiedzi Leszka Millera świadczą o tym, iż "też nie do końca SLD-owskie ideały są mu bliskie".
Wiesław Gałązka
specjalista ds. marketingu politycznego z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej

Nie chcę by było to traktowane jako spiskowa teoria dziejów, ale coś mi się wydaje, że ideały tzw. lewicowe są bliskie PiS-owi, który jest dla mnie partią narodowo-socjalistyczną z silnym katolickim wsparciem. Obie te partie mają socjalny charakter. PiS zabrał lewicy ich narzędzia oddziaływania, a lewica w tej chwili nie istnieje.

Z kolei zdaniem Ryszarda Kalisza "współgrabarzy" polskiej lewicy jest więcej. – A obwinianie tylko tych dwóch kobiet, jest nieuzasadnione. One nie stały na pierwszej linii tych grabarzy lewicy – ocenia Kalisz.

Według Senyszyn trzeba z tych sytuacji wyciągnąć wnioski i w przyszłości stawiać na lojalnych polityków. – Na takich, którzy się sprawdzili również w tych trudnych czasach, kiedy straciliśmy władzę. I najważniejsze, by więcej takich błędów nie popełnia. Niech Ogórek będzie symbolem ostatniej pomyłki – podkreśla Joanna Senyszyn.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...