
Anna Maria Anders zadeklarowała, że odda swoją styczniową premierę, wynoszącą trzy tysiące złotych. W wywiadzie dla RMF FM pełnomocniczka rządu ds. kontaktów międzynarodowych stwierdza, że "premie same w sobie są dziwne". Nie przeszkadzało to jednak Anders w przyjęciu 51 tys. zł nagrody z ubiegły rok.
– Dla mnie w ogóle premie same w sobie są dziwne, bo jeśli chce się kogoś nagrodzić, docenić, to podwyższa mu się pensję – powiedziała RMF FM senator PiS i minister. Dodała, że dla niej wszyscy w Polsce zarabiają za mało.
– Powinniśmy się wszyscy starać o to, żeby gospodarka w Polsce szła w górę, żeby pensje były wyższe i się nie czepiać tych, którzy zarabiają trochę więcej. Ja bym też chciała więcej zarabiać, ale czy ja będę zazdrosna o kogoś, będę chciała mu odjąć pieniądze? Chyba nie – przekonywała na antenie radia.
Anders przyjęła 51 tys. zł nagrody Anna Maria Anders to senator PiS na Podlasiu. Problem w tym, że od dwóch lat mieszkańcy okręgu, z którego została wybrana, prawie jej tam nie widują, bo woli jeździć do Bostonu i Londynu. Nie przeszkodziło jej to jednak w odebraniu gigantycznej nagrody za pracę w gabinecie Beaty Szydło w 2017 r.
Anders dostała kilka tygodni temu nagrodę w wysokości 51 tys. zł, o czym poinformował Paweł Szrot, zastępca szefa KPRM, przedstawiając listę członków gabinetu Beaty Szydło wraz z wysokością nagród, które dostali za pracę w 2017 r. Córka generała Andersa pełni funkcję sekretarza stanu w Kancelarii Premiera i pełnomocnika szefa rządu ds. dialogu międzynarodowego.
źródło: RMF FM
