
Nieustannie słyszymy, że dzięki rządowemu 500+ w Polsce rodzi się więcej dzieci. Minister Rafalska ogłasza sukces i wszyscy się cieszą. Ale w małych miejscowościach na obrzeżach Polski, i być może nie tylko tam, wcale tak różowo nie jest. 500+ działa, mieszkańcy są zadowoleni, ale dzieci nie wszędzie przybywa. Tak zadziało się w Tyszowcach niedaleko Zamościa. Tu dzieci rodzi tak mało, że burmistrz postanowił działać. I na zachętę wprowadził swoje "500+ made in Tyszowce".
Burmistrz przeanalizował statystyki i bardzo się nimi przejął. Dlatego podjął decyzję o dodatkowym wsparciu finansowym rodzin, w których urodzi się dziecko. – Zaobserwowaliśmy duży spadek urodzeń w naszej gminie i wszyscy jesteśmy tym zaniepokojeni – przyznaje w rozmowie z naTemat kierownik lokalnego MOPS, Barbara Kamińska-Skowronek.
Z danych wynika czarno na białym, że w Tyszowcach rok w rok rodzi się mniej dzieci i nie chce być inaczej. W 2010 roku było ich 75, a w ubiegłym roku tylko 40. Patrząc na te dane wydaje się, że we wzroście nie pomógł nawet rządowy program 500+. W 2016 roku urodziło się bowiem 44 dzieci i od tamtej pory jest ich jeszcze mniej.
– Cały czas mamy przyrost naturalny na minusie. Też myślałam, słysząc prognozy o 500+, że będzie inaczej. Ale póki co, pod względem dzietności, statystyki nie poprawiły się – podsumowuje kierownik MOPS.
Barbara Kamińska-Skowronek
Analizowali sytuację w innych gminach Tyszowce to małe miasto niedaleko Zamościa, liczy niewiele ponad dwa tysiące mieszkańców. Jak żartuje jeden z mieszkańców, przez miasto nie przebiega linia kolejowa i to jest największy problem. Bo, jak twierdzi, gdyby był pociąg, dzieci na pewno rodziłoby się więcej. A tak...
– Z danych Urzędu Stanu Cywilnego wynika, że w 2018 roku, do 16 lutego, urodziło się u nas czworo dzieci. A my na dzień dzisiejszy mamy siedem wniosków o jednorazową zapomogę z tytułu urodzenia się dziecka "becikowe". To bardzo mało – przyznaje Barbara Kamińska-Skowronek. I nie chodzi o miasto. Chodzi o całą gminę. – Dla nas to bardzo niekorzystne, że mamy taką małą dzietność, dlatego potrzebujemy dodatkowego wsparcia. I burmistrz zdecydował, że coś trzeba zrobić – tak tłumaczy ostatnie decyzje w gminie.
Inicjatorem jest burmistrz Mariusz Zając, to podkreślają wszyscy. 20 marca Rada Miasta przyjęła uchwałę, która mówi o wprowadzeniu jednorazowego świadczenia w wysokości 500 zł na każde dziecko, urodzone w gminie i ją zamieszkujące. Uchwała została przyjęta jednogłośnie, głosami wszystkich 15 radnych. – Mamy na to pieniądze, to trzeba zadbać o przyrost naturalny. Zwiększyć populację. Nawet jak ksiądz mówi ogłoszenia parafialne, to jest więcej zgonów niż urodzeń. Chyba jak w całej Polsce – mówi nam jeden z nich.
Ktoś powie, że nic wielkiego, takie jednorazowe świadczenia wypłacane są już w niejednej gminie. Ale tu media w okolicy podchwyciły, że to takie "własne 500+". A nawet pojawia się określenie "500+ made in Tyszowce". Na stronie Urzędu też figuruje już specjalna zakładka pt. "Gminna promocja urodzeń". – Statystyki nas zmotywowały. Będzie dobrze, jeśli nasze świadczenie przełoży się choć na jedno dziecko więcej – przyznaje kierownik MOPS.
Twierdzi, że kwota 500 zł to przypadek, gmina wzięła tylko pod uwagę swoje możliwości finansowe. – Na razie stać nas na tyle. Analizowaliśmy nawet jak jest w kraju, bo takich uchwał jest już wiele w innych miejscach. Gminy płacą od 300 złotych do czterech tysięcy na dziecko. Myślę, że to podyktowane jest głównie zamożnością gminy – mówi.
Młodzi stąd uciekają 500 zł ma dostać każde dziecko urodzone od stycznia tego roku, choć na pewnych warunkach.
– 12 miesięcy przed dniem złożenia wniosku trzeba mieszkać na terenie gminy, a także mieszkać z dzieckiem na terenie gminy w dniu złożenia wniosku. Kryterium dochodowego w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Dochody nie mają znaczenia. Skupiliśmy się na dzietności, niezależnie od tego, w jakiej rodzinie dziecko miałoby się pojawić, czy bardziej zamożnej, czy mniej – wymienia Barbara Kamińska-Skowronek. Mówi, że będą dzwonić do wszystkich uprawnionych rodziców, żeby mieć pewność, że każdy o tym wie. Na razie wieści po gminie jeszcze się nie rozeszły.
Pytani przez nas mieszkańcy mówią, że każdy sposób jest dobry, by dzieci rodziło się więcej. I żeby młodych zatrzymać na miejscu. Gmina jest niewielka, w okolicy prawie nie ma żadnych zakładów, ludzie żyją głównie z rolnictwa, oferta dla młodych jest bardzo niewielka. – Młodzi uciekają, bo tu nie ma żadnych perspektyw. Jest tylko jeden największy pracodawca w okolicy. On jest potentatem na rynku. A tak to zostaje rolnictwo – mówi jeden z nich.
Ale czy takie jednorazowe 500+ zatrzyma młodych i wpłynie na dzietność? "500 zł, a potem co?" – już padają takie pytania. "Gdyby nie to że większość ludzi wyjeżdża stąd w poszukiwaniu pracy i normalnych zarobków, przyrost byłby na plus" - takie komentarze pojawiają się na Facebooku pod euforyczną zapowiedzią urzędu. Ktoś pisze: "Niech pomyślą jak tu jakieś zakłady pracy ściągnąć, a nie kiełbasę wyborczą rzucać".
Komentarz internauty

Ale słychać też, że burmistrz pozyskuje środki, teraz ma powstać bieżnia, boisko i siłownia. "Samorząd skorzysta z dotacji z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej, którym dysponuje ministerstwo sportu" – podała "Kronika Tygodnia".
Pytam o układ sił politycznych w mieście, ale jeden z lokalnych samorządowców mówi, że "trudno powiedzieć". Wybory na pewno wygrał tu PiS.
500+ ma natomiast inny wpływ i – jak słyszymy – jest tutaj namacalny. Z zasiłków pomocy społecznej korzysta mniej osób.
– Wyraźnie widać to po wprowadzeniu 500+. Zauważamy to. Niektóre rodziny w ogóle odeszły, inne korzystają rzadziej. Myślę, że taka też jest tendencja w kraju – mówi Barbara Kamińska-Skowronek.
