Paweł Deresz przegrał z prokuraturą. Wykopią zwłoki jego żony mimo sprzeciwu rodziny i nie czekając na wyrok TK

Paweł Deresz sprzeciwia się decyzji prokuratury o ekshumacji zwłok jego żony. Bezskutecznie, bo jak się dowiedział, ekshumacja nastąpi już w kwietniu, wbrew woli rodziny i nie czekając na wyrok Trybunału Konstytucyjnego.
Paweł Deresz sprzeciwia się decyzji prokuratury o ekshumacji zwłok jego żony. Bezskutecznie, bo jak się dowiedział, ekshumacja nastąpi już w kwietniu, wbrew woli rodziny i nie czekając na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Prokuratura wbrew woli rodziny Jolanty Szymanek-Deresz i bez oglądania się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego zamierza jeszcze w kwietniu ekshumować zwłoki posłanki, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. – Odniosłem wrażenie, że prokuratorzy nie liczą się zupełnie ze zdaniem tego Trybunału – twierdzi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Paweł Deresz.

Paweł Deresz od początku jest przekonany, że pochował zwłoki swojej żony i nie potrzebuje żadnej ekshumacji, żeby się w tym utwierdzić. – Pokazano mi 50 zdjęć, na pięciu były zwłoki mojej żony. W prosektorium razem z siostrą żony jednoznacznie ustaliliśmy, że to są zwłoki mojej żony. Więc ja jestem pewien, kto leży w grobie mojej żony. Mam prawo do tego, by domagać się, by ciało mojej żony spoczywało w spokoju – podkreśla Paweł Deresz w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Mimo to prokuratorzy domagają się ekshumacji w ramach toczącego się śledztwa w sprawie katastrofy prezydenckiego tupolewa. – Poinformowali mnie, że ich śledztwo potrwa jeszcze co najmniej cztery lata, bo dopiero teraz prokuratura powołuje zagraniczne zespoły biegłych do zbadania przyczyn katastrofy – twierdzi Deresz. Mąż zmarłej posłanki przyznaje, że ci, którzy domagają się ekshumacji, mają swoje racje i swoje prawa. Ale on o swoje też ma prawo walczyć.

Deresz napisał w 2016 roku list otwarty do zastępcy prokuratora generalnego Marka Pasionka, który nadzoruje śledztwo w sprawie katastrofy. "Czego szuka Pan w grobie mojej Żony poza ewentualnym potwierdzeniem znanych uchybień?" – pytał Deresz. Potem napisał też list do prezydenta Andrzeja Dudy, w którym twierdził, że ekshumacje mają wyłącznie polityczny kontekst i nie przyniosą żadnych nowych dowodów w śledztwie smoleńskim. Bez skutku. W końcu Paweł Deresz poszedł do sądu szukać sprawiedliwości.


Prokuratura stawia na swoim
W kwietniu zeszłego roku warszawski sąd okręgowy uznał, że ekshumacja wbrew woli bliskich może być niezgodna z konstytucją i prawami człowieka. Jednocześnie zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego, by ten rozstrzygnął, czy brak drogi zaskarżenia postanowienia o ekshumacji jest zgodny z konstytucją i Konwencją Praw Człowieka. TK jeszcze nie wydał orzeczenia, ale prokuraturze najwyraźniej nie jest ono do niczego potrzebne.
– W poniedziałek rozmawiałem z prokuratorami prowadzącymi smoleńskie śledztwo – stwierdził Deresz. Poinformowano go, że ekshumacja odbędzie się w kwietniu i że ta decyzja jest ostateczna. Zaproponowano rodzinie Deresza udział w ekshumacji. – Nie wiem, czy się na to zdecydujemy. Jesteśmy bardzo zestresowani tą całą sytuacją, nie chcemy tego wszystkiego znowu przeżywać, ale prokuratura nas do tego zmusza –powiedział "Gazecie Wyborczej" Paweł Deresz.

źródło: "Gazeta Wyborcza"
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...