Na ulicach Barcelony protestowało ponad 50 tys. ludzi. Doszło do starć z policją, blisko 100 osób zostało rannych. Ostro przeciwko wzrostowi napięcia zareagował kard. Lluís Martínez Sistach.
Na ulicach Barcelony protestowało ponad 50 tys. ludzi. Doszło do starć z policją, blisko 100 osób zostało rannych. Ostro przeciwko wzrostowi napięcia zareagował kard. Lluís Martínez Sistach. Fot. YouTube.com/Església de Barcelona

Nie raz gorąco było na Krakowskim Przedmieściu z okazji miesięcznic smoleńskich i kontrmanifestacji. Wszyscy pamiętamy, jak policja wynosiła Władysława Frasyniuka, siłą usuwała blokujących ulicę, dochodziło do bójek, były przepychanki. Nie od dziś wiadomo, jakie emocje co miesiąc towarzyszą tym zgromadzeniom i jak bardzo dzielą społeczeństwo. Ale nawet przy takich drażliwych konfrontacjach, nie słychać głosu Kościoła. A tu się pojawił. Zauważyły go nawet katolickie media w Polsce.

REKLAMA
W ciągu ostatnich dni Katalonia znów wróciła na czołówki gazet. W Niemczech aresztowano jej przywódcę, wielkiego orędownika niepodległości, na ulice Barcelony wyszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, media obiegły zdjęcia, jak uzbrojona policja pacyfikuje protestujących, używa pałek i strzela w powietrze. A manifestujący rzucają w nią metalowymi barierkami, butelkami, czym popadnie. W brutalnych starciach rannych zostało blisko 90 osób, w tym kilku policjantów – to najnowszy bilans.
"Bolesne konfrontacje z policją"
Sytuacja w Hiszpanii oczywiście jest zupełnie inna, tak jak inna była skala manifestacji oraz ich przyczyna i pod tym względem nic nie da się tu porównać do polskich realiów. Zupełnie jednak nie o to chodzi. Chodzi o głos przedstawiciela Kościoła, który w tak brutalnej sytuacji głośno zauważył, że coś jest nie tak. Doniosły o tym nawet katolickie media w Polsce. Nawet, jeśli jest to "tylko" emerytowany już arcybiskup Barcelony.
"Kardynał Lluís Martínez Sistach wezwał strony konfliktu w Katalonii do dialogu politycznego. Hierarcha określił jako "bolesne" konfrontacje między manifestantami a katalońską policją, do których doszło w niedzielę wieczorem" – podała Katolicka Agencja Informacyjna. Emerytowany arcybiskup wręcz nazwał potrzebę dialogu między Hiszpanią a Katalonią "pilną i konieczną".
Hiszpańskie media cytują jeszcze zakonnicę Lucię Caram, która na Twitterze zaapelowała o spokój i odpowiedzialność. Nie wszystkim jednak spodobało się takie "mieszanie do polityki".
Jak byłoby w Polsce, trudno ocenić, bo takich głosów zdarza się u nas jak na lekarstwo.
Zablokować drogi, uwolnić Puigdemonta
Sytuacja w Katalonii nie jest łatwa i od niedzieli wcale się nie uspokoiła. Dopiero teraz przychodzą informacje o rannych i aresztowanych, widać wyraźnie, że Katalończycy nie zamierzają ustąpić, cały czas domagają się uwolnienia aresztowanego w Niemczech byłego premiera, Carlesa Puigdemonta. Non stop blokują drogi i autostrady, w tym główną trasę prowadzącą do Francji, dziesiątki tirów nie może przejechać.
W Katalonii powstały tzw. Komitety Obrony Republiki, które skrzykują się na Twitterze i żądają proklamowania hiszpańskiej republiki. Organizatorzy proszą, by przynosić śpiwory, ciepłe ubrania, dodatkowe baterie do telefonów, co pokazuje, jak akcja jest dobrze zorganizowana. Jak przypomina, "The Spain Report", kilka miesięcy temu w całej Katalonii zablokowano w ten sposób 50 dróg.
Chciał wrócić do Belgii
Władze w Hiszpanii unieważniły wtedy ustawę o referendum w sprawie niepodległości, które Puigdemont chciał zorganizować. Od tego wszystko się zaczęło. Były premier podpisał wówczas deklarację niepodległości, ale potem wyjechał z kraju w obawie przed aresztowaniem.
Zatrzymał się w Belgii. W ostatnich dniach przebywał w Finlandii, ale w międzyczasie Hiszpania wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Puigdemont został oskarżony o rebelię i malwersacje publicznych pieniędzy. Został zatrzymany, gdy chciał wrócić do Belgii. Tu pisaliśmy o nim więcej – o tym, jak w tysiącach Katalończyków rozbudził nadzieje na niepodległość.