SLD może być "czarnym koniem" wyborów. Po cichu dzieje się coś, czego nikt nie przewidział

– Jakbyśmy tak zaczęli weryfikować i sprawdzać w poszczególnych miastach, to zakładam, że Sojusz jest w stanie odegrać bardzo dużą rolę w nadchodzących wyborach – mówi Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi z ramienia SLD
– Jakbyśmy tak zaczęli weryfikować i sprawdzać w poszczególnych miastach, to zakładam, że Sojusz jest w stanie odegrać bardzo dużą rolę w nadchodzących wyborach – mówi Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi z ramienia SLD Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Członkowie SLD podkreślają, że przed wyborami samorządowymi mają solidną podstawę do startu dzięki struktur regionalnym. Pomimo nieobecności w parlamencie Sojusz bije ostatnio rekordy popularności w sondażach, które są zbliżone do wyników wyborów samorządowych z 2014 roku. Czy w 2018 roku partii uda się to powtórzyć?

W wyborach samorządowych w 2014 roku Sojusz Lewicy Demokratycznej w niektórych województwach osiągnął wynik zbliżony do najnowszych sondaży, które jego politykom dają w tej chwili ponad 12-procentowe poparcie. O tegorocznym fenomenie Sojuszu pisaliśmy już kilka razy. Przy pierwszym skoku poparcia dla SLD, na pułap 6 proc. mówiono otwarcie o powrocie partii do życia politycznego.

– Sojusz wykonał pewną pracę jeżeli chodzi o elektorat związany z PRL-em i to chyba dobrze, bo ten elektorat był osamotniony. Myślę tutaj o ludziach, którzy po prostu szanują ten okres historii Polski. Nie dostrzegają w nim wyłącznie ciemnych barw, widzą szarości, ale także momenty jasne – mówił nam polityk SLD Andrzej Rozenek.

Kiedy poparcie dla SLD podskoczyło do 9 proc., wiceprzewodniczący tej partii, Jerzy Wenderlich, komentując wynik, mówił o tym, że sporym atutem Sojuszu jest fakt, że jego partia nie jest w parlamencie. – W Sejmie zajmują się dziś tańcem z szablami i bieganiem z maczugą, a to zbyt mało, jak na poważne ciało ustawodawcze. SLD w tym nie uczestniczy i jawi się jako formacja, która ma dobre pomysły, ciekawych ludzi i nie zajmuje się tylko szukaniem zwady. Jak wiadomo, dla Polaków to ważne atuty.


Oczywiście wielu znawców i ekspertów tak dobry wynik SLD tłumaczy porażkami Prawa i Sprawiedliwości, jednak politycy Sojuszu widzą to inaczej. Twierdzą, że jest to rezultat ciężkiej pracy u podstaw i wielu spotkań lokalnych. – Dostajemy premię za to, że jesteśmy bardzo konsekwentni w tym co robimy – mówi naTemat Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi, wiceprzewodniczący SLD do spraw samorządów. – Mówimy czytelnym językiem, nie kuglujemy, jak mówimy o dezubekizacji to mówimy od początku do końca jasnym językiem. Jak mówimy o 500+, że to jest program, który należy się Polkom i Polakom to nie zmieniamy zdania. Jak mówiliśmy o tym, że chcieliśmy obniżyć wiek emerytalny, to teraz jak PiS to zrobił, to też mówimy, że to była dobra decyzja. Ludzie zaczynają po prostu doceniać tą stabilność, przewidywalność i to będzie procentowało na wybory samorządowe. A jak jeszcze dodamy osiągnięcia w poszczególnych gminach i miastach, to stawia to nas w bardzo dobrej pozycji wyjściowej – stwierdza wiceprezydent Łodzi.

Region jest siłą?
Rzeczywiście, przyglądając się statystykom SLD w regionie, to rezultat partii wygląda całkiem nieźle: 2000 radnych na różnych szczeblach, kilku prezydentów, trzech wiceprezydentów. To sprawia, że, przynajmniej na papierze, lewica ma już pewien grunt w nadchodzących wyborach samorządowych.
Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi, wiceprzewodniczący SLD do spraw samorządów

Mamy naszych lewicowych prezydentów, osoby, które są utożsamiane z lewicą, z SLD, albo są wręcz członkami Sojuszu, mówię tu o Tadeuszu Ferencu w Rzeszowie, Krzysztofie Matyjaszczyku w Częstochowie, w Świdnicy o Beacie Moskal-Słaniewskiej, czy sympatyzującym z lewicą prezydencie Krakowa Jacku Majchrowskim. Ta grupa ludzi jest bardzo duża.


Według wiceprezydenta Treli trzeba też brać pod uwagę sytuację, że Sojusz Lewicy Demokratycznej będzie popierał innego kandydata. – Nie ukrywam, że my nad taką koncepcją pracujemy w Łodzi, żeby był wspólny kandydat, a czy to się uda, tego jeszcze nie wiem. Ale jestem zdania, że tam, gdzie dobrze to funkcjonuje, jest to dobrze oceniane i sprawdzone, trzeba to po prostu kontynuować i myślę, że w paru innych miastach też tak pewnie będzie – dodaje Tomasz Trela.

Sojusz Lewicy Demokratycznej wystartował już także z przygotowaniami do wyborów. Miejskie struktury wysunęły kilka kandydatur.

– W Kaliszu była wiceprezydent Karolina Pawliczak, wiceszefowa SLD, już jest oficjalnie zgłoszona na kandydatkę. W Szczecinie mamy także oficjalnie zgłoszonego kandydata (Dawida Krystka - przyp. red.) Szykujemy Artura Ostrowskiego, naszego byłego posła i wicewojewodę, na prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego, zabiegamy o to, aby miał poparcie wszystkich środowisk, ale myślimy też o wspólnym kandydacie w Tomaszowie Mazowieckim. Myślę, że prezydent Jażdżyk, który jest lewicowym człowiekiem, ma szansę na reelekcję w Skierniewicach, więc jakbyśmy tak zaczęli weryfikować i sprawdzać w poszczególnych miastach, to zakładam, że Sojusz jest w stanie odegrać bardzo dużą rolę w nadchodzących wyborach – stwierdza Tomasz Trela.

Jednak eksperci nie są tak bardzo optymistyczni w tej sprawie. Profesor Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, odnosząc się do ostatnich sondaży, uważa, że… – To, co obserwujemy, w przypadku SLD, i co jest pochodną kwestii degradacyjno-komunizacyjnej i mobilizacji tegoż elektoratu, nie będzie aż tak mocno widoczne w nadchodzących wyborach samorządowych. Nie ma takich instytucjonalnych i prawnych przesłanek, żeby to poparcie dla SLD się ujawniło. Pewnie, że to zwiększy poparcie dla tych prezydentów miast związanych z SLD w stylu Świnoujścia, Chełma, Dąbrowy Górniczej czy Będzina. Na pewno bardzo wzmocni to wyniki kandydatów związanych z SLD w tych głównych bastionach Sojuszu, którymi są tereny związane z wojskiem, np. miasto Wałcz, województwo lubuskie, istotne fragmenty zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego. Tam pewnie SLD pojawi się w sejmiku wojewódzkim, choć nie oczekujmy, że będą to wyniki porównywalne z 2010 rokiem, kiedy SLD dostało 15 proc. mandatów do sejmików.

Nie samorządowe, a parlamentarne
Profesor Chwedoruk uważa, że SLD może być "czarnym koniem”, ale w wyborach do Parlamentu Europejskiego czy w wyborach sejmowych. Dlaczego?
– Wybory samorządowe rozmywają trochę tożsamości partyjne, szczególnie przy mniejszych partiach. I to jest pierwsza przeszkoda. Druga przeszkoda związana jest z asymetrią poparcia w skali kraju. W zasadzie poza Kukizem wszystkie inne partie mają asymetryczne poparcie w różnych częściach kraju, co oznacza, że w przypadku takiej właśnie średniej partii, do iluś sejmików wojewódzkich w ogóle nie wejdzie – twierdzi nasz rozmówca.

Kolejną rzeczą, którą wymienia profesor Chwedoruk jest ordynacja wyborcza. Jego zdaniem nie ulega watpliwości, że w interesie dużych partii, szczególnie w obecnej sytuacji PO, jest takie krojenie okręgów wyborczych, żeby efektywny próg zaporowy podnosić do dwucyfrowych liczb. To spowoduje, że SLD w miejscach, gdzie nawet może mieć poparcie rzędu 5-10 proc., w ogóle nie będzie miał mandatu, albo będzie miał ich mniej. Co więc powinni zrobić przywódcy partii?
Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego

Całą sztuką partii Czarzastego będzie teraz podtrzymanie tego obecnego trendu przez wybory samorządowe, mimo wyników w tychże wyborach, który nawet jak będzie dobry, to nie będzie w wielu wypadkach widoczny w rezultatach. Na niższych szczeblach niż sejmiki, SLD będzie startowało do wyborów z PO lub z lokalnymi komitetami, albo pod inną nazwą. A w sejmikach nawet dobre wyniki nie przełożą się, poza trzema czy czterema województwami, na miejsca.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...