
Nie od dziś wiadomo, że Jarosław Kaczyński zawsze ma przy swoim boku kilku ochroniarzy, którzy mają za zadanie nie tylko zapobiegać potencjalnym zagrożeniom, ale także robią prezesowi zakupy. Jednak ujawnienie kosztów tych fanaberii nie spodobało się wicemarszałek Sejmu Beacie Mazurek.
REKLAMA
"Chronimy i będziemy chronić PJK. Potencjalny zamachowiec nie wybiera dni tygodnia" – tak zaczęła swój tweeterowy wpis Beata Mazurek, która jak zawsze stoi na pierwszej linii frontu obrony prezesa PiS przed jakimikolwiek krytycznymi uwagami pod jego adresem.
"Tak jak nie wybierał Cyba, b. członek sojuszniczej dla .nowoczesnej PO, który "w zastępstwie" J. Kaczyńskiego zabił działacza PiS. Ile trzeba nikczemności żeby tego nie rozumieć?" – to dalszy ciąg wpisu, w którym wicemarszałek Sejmu przypomina dyżurny przykład zagrożenia, jakie czyha na polityków Prawa i Sprawiedliwości. To oczywiście zabójstwo jakiego na lokalnym działaczu partii dokonał w 2010 roku Ryszard Cyba. Mężczyzna wtargnął do biura PiS i kilkakrotnie strzelił do osób w nim przebywających. Marek Rosiak zginął na miejscu.
"Gazeta Wyborcza" ujawniła, że ochrona prezesa PiS kosztuje w skali roku ponad 1,6 mln zł. Pieniądze pochodzą z subwencji dla partii politycznych, które udzielane są z budżetu państwa, czyli z portfeli podatników.
