Zarabiają nawet 1000 złotych za wieczór. Pracują w branży disco-polo i nie muszą nawet śpiewać

Disco polo bez choreografii na scenie? Niemożliwe.
Disco polo bez choreografii na scenie? Niemożliwe. Fot. Extazy / Facebook
Muzyka, która zawładnęła remizami w latach 90., dziś jest już stałym punktem polskiego mainstreamu. Przyznam, że sam unikam tej "potupajki" jak tylko mogę. Na złość mamie i Zenkowi wyłączam jej "granie na czekanie" - "Przez Twe oczy zielone". Sam fenomen przybrał jednak rozmiary kolosa. Nie da się temu zaprzeczyć. O zarobkach muzyków powiedziano już wiele. A jak wygląda życie innych osób z branży - tancerzy?

Samo skomponowanie, napisanie i wykonanie piosenki disco-polo to jeszcze nic. Każdy, kto przynajmniej raz w życiu był na polskim weselu albo w czasie wakacyjnego wyjazdu na wieś zgubił się na dożynkach, wie, że to muzyka do tańca. Dlatego też nie sposób wyobrazić sobie, żeby muzycy mieli stać na scenie sami. Bez ociekających żelem do włosów muskularnych tancerzy, czy gibkich, rozebranych dziewczyn. Tak było przed choreografią Aleksandra Kwaśniewskiego z koncertu Top One. Tak już pewnie zostanie.
Czy tancerze w branży disco polo robią równie dobre pieniądze? – Zarobki tancerzy to wewnętrzna sprawa każdego zespołu – mówi naTemat Krystian Pudzianowski, lider zespołu Pudzian Band, który nie raz wprowadzał do fighterskiego oktagonu swojego brata Mariusza.

– Koncertów rocznie gra się od kilkudziesięciu do 200. Są jednak zespoły, które dają radę pociągnąć nawet 300. Średnie wynagrodzenie dla tancerzy waha się od 250 do 1000 złotych za występ. Jednak, tak jak mówiłem, są to wewnętrzne ustalenia każdej grupy – dodaje Pudzianowski.

Nieco inne kwoty podaje Magdalena Tyrała, tancerka w zespole Extazy. – Początkujące dziewczyny mogą liczyć na 150-200 złotych za koncert. Maksimum to 600. Za klipy można zgarnąć od 300, 400 do 1000 złotych za główną rolę – zaznacza.
Łatwa kasa - poruszać biodrami, potupać nóżką i można zainkasować kilka stówek. Prawda? Nasza rozmówczyni zdecydowanie zaprzecza. – Życie na walizkach, zarwane noce, setki kilometrów, rozłąka z rodziną, wysiłek i zmęczenie organizmu – wylicza tancerka. – Tak wygląda nasze życie. Zwłaszcza w sezonie, kiedy liczba koncertów w miesiącu sięga 25-30 występów.


Magdzie najbardziej doskwierają długie odległości, które zespół musi często pokonywać w trakcie trasy koncertowej. Nie jest tajemnicą, że grupy z branży disco-polo grają ich na pęczki. Często muszą przy tym jeździć z jednego krańca Polski na drugi. – Kiedy sprawdzam rozpiskę koncertów na najbliższy weekend i widzę jednego dnia Gdańsk, a drugiego Zakopane, ciśnienie podnosi mi się bez kawy – mówi.
Dla Magdaleny praca tancerki nie jest jedynym źródłem utrzymania. Ma także "normalną" pracę. Jednak to branża disco-polo jest tym, co mimo wielu wyrzeczeń daje jej największą radość. – W branży jestem już od 5 lat, tańcząc w grupie Extazy – mówi o swoim doświadczeniu. – Choć bywają w niej trudne chwile, moment, kiedy stoi się na scenie przed setkami, czy często tysiącami ludzi wynagradza wszystko. W dodatku zwiedzam świat i również mi za to płacą. Jedną z cudowniejszych chwil był wyjazd do Chicago i Nowego Jorku, gdzie koncertowaliśmy dla Polonii. Spełnienie marzeń!

Widać, że taniec sprawia Magdzie radość. W swojej wypowiedzi kilkukrotnie podkreśla jak bardzo kocha swoją pracę. Dla mnie jej entuzjazm jest dziwny. W końcu disco-polo kojarzy się z tandetą, plastikiem i wiochą. – Wiadomo, wszystko ma swoje plusy i minusy, ale ja naprawdę kocham to co robię – zapewnia Magda Tyrała. – Scena to miejsce, gdzie odcinam się od wszystkiego, wtedy już zmęczenie, przeziębienie czy zły humor nie mają znaczenia. To taka magia. Żeby to zrozumieć, trzeba to przeżyć – kończy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...