
Ambasadorowie państw członkowskich Unii Europejskiej przyjęli dyrektywę o pracownikach delegowanych. Przeciwne były tylko Polska i Węgry. Wielka Brytania, Litwa, Łotwa i Chorwacja wstrzymały się od głosu. Ostateczne przyjęcie dyrektywy nastąpi po uchwaleniu jej przez Parlament Europejski – podaje Onet.
REKLAMA
Pracownik delegowany jest czasowo wysyłany przez pracodawcę do innego państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Dyrektywa jest niekorzystna dla Polski. Według naszego rządu spowoduje dodatkowe obciążenia dla polskich firm, które działają za granicą.
Dokument zakłada, że wynagrodzenie dla pracownika musi być równe przynajmniej płacy minimalnej w innym państwie członkowskim. Problemem, na który zwracają uwagę organizacje pracodawców, jest też groźba kar za najdrobniejsze przewinienia. Może ich być trudno uniknąć, gdyż pracodawcy będą musieli zaznajomić się z każdym układem zbiorowym i miejscowym kodeksem pracy. Nawet nieświadome popełnienie błędu może spowodować kary. Polska argumentowała, że za dyrektywą o pracownikach delegowanych stoi protekcjonizm gospodarczy krajów Europy Zachodniej.
O tym, że Polska została osamotniona w tej sprawie przez sojuszników, wiadomo było już od października 2017 r. Ostatecznie przeciw były tylko Polska i Węgry. Polska liczyła na więcej sojuszników, ale odwrócili się od niej sprzymierzeńcy z Grupy Wyszehradzkiej Czesi i Słowacy, którzy opowiedzieli się po stronie reszty Europy. Polska chciała, by dyrektywa o pracownikach delegowanych nie odnosiła się bezpośrednio do branży transportowej.
źródło: Onet
