"Moi rodzice nie zrobili nic złego". 15-letnia Ola prosi premiera o pomoc. Jej ojciec opowiada, dlaczego napisała list

15-letnia Ola napisała do premiera Mateusza Morawieckiego list z prośbą o pomoc.
15-letnia Ola napisała do premiera Mateusza Morawieckiego list z prośbą o pomoc. Fot. Łukasz Krajewski/Agencja Gazeta
"Panie premierze, często widzę Pana w telewizji. Jest Pan moją ostatnią nadzieją" - pisze 15-letnia Ola do Mateusza Morawieckiego. Nastolatka opisuje jak przez błąd urzędnika skarbowego ucierpiała jej rodzina. To była głośna sprawa. Jej ojciec zbankrutował, przez 14 lat walczy o sprawiedliwość, ale odbija się od ściany. Wiemy, że list Oli dotarł do szefa rządu. Tuż po naszej rozmowie ojciec dziewczynki otrzymuje telefon z Kancelarii Premiera. I słyszy, że sprawie został nadany numer, a premier został poinformowany o liście. - To był pomysł Oli - mówi nam Robert Janeczek.

"Szanowny Panie Premierze, zwracam się do Pana o pomoc. Mam na imię Ola, i w tym roku kończę 15 lat i III klasę gimnazjum. (...) W moim życiu zobaczyłam moment, jak mój tata płakał, bo nie miał pojęcia, co może zrobić (...). Wieloletnie sprawy w sądzie powodują, że tracę nadzieję, czy jeszcze kiedykolwiek będziemy żyć pełną piersią (...).Jestem na etapie podejmowania decyzji o wyborze szkoły średniej, już teraz zastanawiam się jaka będzie moja przyszłość w tym kraju, skoro teraz nie widzę sprawiedliwości" - pisze córka Roberta Janeczka do Mateusza Morawieckiego.

Wiele pisano o tej sprawie w ostatnich latach. "Zbankrutował przez Urząd Skarbowy w Częstochowie" - tak można ją podsumować. Robert Janeczek, przedsiębiorca z Radostkowa-Kolonii koło Częstochowy, w 2004 roku podpisał kontrakt, wart 300 mln zł, na dostawę biopaliw do Rafinerii Trzebinia. Płacił 7 procent VAT, ale urzędnik stwierdził, że powinien 22 proc. Od tego momentu wszystko potoczyło się lawinowo.

Natychmiast musiał zapłacić 400 tys. zł, szybko stracił płynność finansową, zaczęły się problemy, firma zbankrutowała. Choć przyznano, że to urzędnik się pomylił, nigdy nie doczekał się sprawiedliwości. Domaga się 42 mln zł odszkodowania od Skarbu Państwa - tyle, jak wyliczono, stracił na błędzie urzędnika. Bezskutecznie. Cała rodzina czeka teraz na rozprawę, która odbędzie się 17 kwietnia.
Czyj to był pomysł z listem?
Robert Janeczek: Oli. Sama powiedziała, że chce napisać do premiera. Ona wie, że my nic nie zawiniliśmy, a nas niszczą. Dzieci wszystko widzą. Ja w tygodniu dostawałem 8-10 listów, nie raz miałem dwie rozprawy w tygodniu. Z żoną przechodziliśmy gehennę, że trudno opowiedzieć.


Czytał Pan list przed wysłaniem?

Tak.

"Szanowny Panie Premierze, od wielu lat moi rodzice, a pośrednio ja i mój brat, zmagamy się ze skutkami błędu urzędnika skarbowego. (..) Żyję w ciągłym stresie i napięciu. Moi rodzice nie zrobili nic złego"– pisze Ola. Jak pan to odebrał?

Bardzo poważnie. Jeśli dziecko żyje tą sprawą całe życie...Najgorzej było wcześniej, gdy bez przerwy nachodzili nas komornicy i poborcy skarbowi, w asyście policji. Ola miała wtedy 4 lata, syn był starszy. Przeżywaliśmy gehennę. Żona w wieku 35 lat dostała zawału. Dzieci z tym żyły. Byłem uznany za przestępcę skarbowego, złodzieja. Miałem kilka spraw karno-skarbowych. Prokurator, sądy to była normalność. Cały czas z tym żyjemy. To wszystko miało ogromny wpływ na dzieci. Mieszkamy na wsi. Tu nie ma anonimowości. One widzą i z wiekiem zdają sobie sprawę, co się dzieje. I też chciałyby, żeby to się zakończyło.

Co było impulsem? Coś się wydarzyło, że teraz Ola zdecydowała się na taki krok?

Może ja? Może ja zbyt emocjonalnie podchodzę do sprawy, ale jak mam do tego podchodzić, skoro niszczy się moje życie? Ja już tracę nadzieję. Rozmawiamy o tym w domu od rana do wieczora, te rozmowy są ciągle. Jeżeli ma pani problem, to żyje tym cała rodzina. A dzięki temu, co się wydarzyło, mają dziś inne spojrzenie na świat. Brutalne.
Przypomnijmy. To głośna sprawa. W 2004 roku podpisał Pan kontrakt z Rafinerią Trzebinia na dostawę oleju rzepakowego do produkcji biopaliw. W Urzędzie skarbowym w Częstochowie usłyszał Pan, że ma płacić VAT w wysokości 22 procent, a wcześniej płacił Pan 7 procent.

To był błąd urzędnika. Zresztą ta pani wciąż tam pracuje. Musiałem zapłacić 400 tys. zł, straciłem płynność finansową, zbankrutowałem. Zostałem uznany za oszusta skarbowego. Dopiero w 2016 roku zostałem oczyszczony ze wszystkich zarzutów.

Ola otrzymała już odpowiedź od premiera?

Nie. Ale właśnie otrzymaliśmy telefon z Biura Prezesa Rady Ministrów. Pani Dyrektor Anna Wójcik poinformowała mnie, że sprawie został nadany numer i że Pan Premier wie o liście. Mam nadzieję, że otrzymamy odpowiedź przed 17 kwietnia. Wtedy jest kolejna rozprawa w sądzie.
Skoro został Pan oczyszczony z zarzutów, czego dotyczy rozprawa?

Odszkodowania w wysokości 42 mln zł z tytułu utraconych korzyści z kontraktu, który obsługiwałem. To był kontrakt sześcioletni. Ja nie byłem firmą krzak. To był rządowy kontrakt. O pomoc zwróciłem się do urzędnika publicznego.

Co jest dziś dla Pana najgorsze?

Że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że racja jest po mojej stronie. Tak uważa nawet prokurator krajowy. Ale po drugiej stronie nie ma nikogo, z kim można by rozmawiać. Prokuratoria skarbowa stoi na straży Skarbu Państwa. Dlatego pytam – obywatelem jakiego kraju ja jestem? Gdzie płaciłem podatki?

Prokuratoria Generalna Rzeczypospoliej Polskiej

Powołana do zapewniania ochrony prawnej interesów Rzeczypospolitej Polskiej, w tym Skarbu Państwa. Od 1 stycznia 2017 r. przejęła kompetencje Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa. Do jej zadań należy m.in. wyłączne zastępstwo Skarbu Państwa przed Sądem Najwyższym i zastępstwo Skarbu Państwa przed sądami powszechnymi i polubownymi. Czytaj więcej

Podobno zwrócił się pan o pomoc do ministra Jakiego? "Jestem niezmiernie wdzięczna Pańskiemu Ministrowi Patrykowi Jakiemu" - pisze Ola.

Tak, w ubiegłym roku. Ten człowiek wyciągnął do mnie rękę. Przeanalizował wszystkie dokumenty od początku. Wszystkie analizy zrobione przez ministra Jakiego, pokazują, że prokuratura stanęła po naszej stronie. Oni doszli do takich samych wniosków, jak my. Ich pisma są tożsame z naszymi.

Czy coś się zmieniło od tamtej pory? Sprawa nabrała tempa?

Nie czuję. Bo prokuratoria skarbowa dalej stoi przy swoim, wciąż ma te same argumenty. A my z rodziną myślimy, że żyjemy w jakimś trzecim kraju. Bo skoro prokuratura ma to zdanie co my, to dlaczego Prokuratoria Generalna nic nie robi w tym kierunku?

Robert Janeczek przesyła odpowiedzi prezesa Prokuratorii Generalnej udzielone parlamentarzystom, którzy pytali o jego sprawę. Ostatnia z lutego tego roku skierowana do senatora PiS Artura Warzochy stwierdza: "Wskazuję, że w ocenie pozwanej jednostki Skarbu Państwa, a także Prokuratorii Generalnej, powództwo nie zasługuje na uwzględnienie tak co do zasady, jak i wysokości". Wcześniejsze są takiej samej treści.

Przepraszam, ale nasuwa się wątek polityczny. Niektórzy mogą twierdzić, że to, co Pana spotkało, nie znalazło rozwiązania za PO, a teraz minister Jaki działa...

O nie, ja jestem daleki od polityki. Widziałem już w internecie hejt z tego powodu. Ja zwracałem się do wszystkich, bez względu na opcję polityczną. Prosiłem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, sprawą zajął się Paweł Wypych i pan Stasiak. Ale wszyscy zginęli w katastrofie smoleńskiej. Potem próbowałem interweniować u prezydenta Bronisława Komorowskiego, u premiera Tuska. Ilu parlamentarzystów odwiedziłem, to tylko ja wiem.

Państwo Polskie posiadało wiedzę już w 2010 roku o wyrządzonej mi i mojej rodzinie krzywdzie. Cytuję: "Jak wynika z całokształtu analizowanych okoliczności, trudna sytuacja pana R.J. jest wynikiem utraty przez niego płynności finansowej, która z kolei powstała na skutek działania organów skarbowych". [Robert Janeczek przesyła odpowiedź ówczesnego Sekretarza Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Stanisława Chmielewskiego z upoważnienia ministra na zapytanie 7800 z dn. 05.10.2010 roku].
"Jest Pan moją ostatnią nadzieją na to, aby Pańscy urzędnicy pochylili się w końcu nad sprawą i poszukali ugodowego zakończenia tej wieloletniej gehenny” – pisze Ola. Czego oczekuje Pan po liście córki?

Żeby w Prokuratorii Generalnej jeszcze raz przeanalizowali sprawę. Premier stoi na jej czele. A my ciągle słyszymy od nich: Nie, bo nie. Oczekuję, że sąd rzetelnie przeprowadzi proces. Albo żeby prokuratoria skarbowa podjęła mediację i ugodę, bo ma taką możliwość na każdym etapie sprawy. To nasza ostatnia deska ratunku. Nie chciałbym też, żeby moje dzieci wyjechały z kraju.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...