Niby zwykła okładka tygodnika braci Karnowskich. Ale jeśli przyjrzeć się jej dokładniej...
Niby zwykła okładka tygodnika braci Karnowskich. Ale jeśli przyjrzeć się jej dokładniej... Fot. screen z wsieciprawdy.pl

Okładki tygodników bardzo często wzbudzają kontrowersje. Nawet po jakimś czasie od publikacji. Tak jest w przypadku tygodnika braci Karnowskich "Sieci", który do grafiki z braćmi Kaczyńskimi wykorzystał przerobione zdjęcie Leszka Pękalskiego bez jego zgody.

REKLAMA
Okładka jednego z numerów "wSieci" (obecnie "Sieci"), który próbował udowodnić m.in. to, że Jarosław Kaczyński także miał być internowany przez Służbę Bezpieczeństwa, przedstawia obecnego prezesa Prawa i Sprawiedliwości oraz byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego na tle pochodu "Solidarności". Grafika stylizowana na koloryzowane zdjęcie z epoki, zrobiona całkiem sprawnie. Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku. Okazuje się jednak, że tak nie jest.
logo
Fot. screen z wsieciprawdy.pl
To, że coś jest z nią nie tak, po ponad 2 latach odkrył Leszek Jerzy Pękalski, doświadczony fotograf, który zdjęcia robił także w latach, gdy "S" odnosiła sukcesy. Dopatrzył się on łudzącego podobieństwa braci Kaczyńskich na okładce do jego zdjęć z 1989 roku.
W rozmowie z naTemat Leszek Pękalski opowiada, jak doszło do zrobienia tej fotografii i co potem się z nią stało. – Zostałem poproszony o obsługę fotograficzną kampanii wyborczej "Solidarności" w województwie pomorskim. To wyglądało tak, że to miały być zdjęcia wszystkich kandydatów, ich oficjalne portrety, które poszły potem na plakaty wyborcze oraz zdjęcia w otoczeniu domowym czy w pracy – tłumaczy fotograf.
Historia zdjęcia
– Skontaktowałem się wtedy z Leszkiem Kaczyńskim, który wtedy mieszkał w Sopocie. Akurat wtedy był u niego Jarek i zrobiłem z nimi tę sesję – wspomina Leszek Pękalski i dodaje, że zdjęcie wykorzystane przez tygodnik pierwszy raz zostało użyte w kampanii "S" w pierwszych wolnych wyborach do parlamentu. Jego dalsze losy potoczyły się jednak niezgodnie z intencjami autora.
– To zdjęcie ukradł PiS i wykorzystywał je do swoich celów. Niestety, nie miałem na to wpływu. A znalazło się ono tam zapewne dzięki Leszkowi Kaczyńskiemu, któremu zaraz po pamiętnej sesji zdjęciowej wręczyłem plik odbitek. Próbowałem protestować, ale niewiele to dało. Jest ono również w posiadaniu PAP-u, która ma je w depozycie. I w jakiś sposób trafiło ono w ręce redaktorów tygodnika "wSieci". Nie miałem o tym zielonego pojęcia i to, co stało się z tą fotografią, odkryłem dopiero wczoraj. Wysłałem do nich prośbę o wyjaśnienia, jak na razie nie mam od nich żadnej odpowiedzi – mówi nam Pękalski.
Jak podkreśla fotograf, nie chodzi o wykorzystanie fotografii, ale o jej modyfikację. – Oni mogli je nawet kupić. Nie dostali jednak żadnego prawa do przeróbek. I to jest clue sprawy. Z trudem poznałem swoje zdjęcie – dodaje. Zapowiada też, że jeśli nie otrzyma satysfakcjonujących wyjaśnień od redakcji "Sieci", sprawa trafi do sądu. – Będę im próbował pogonić kota. Uważam, że rzecz jest oburzająca. To jest taka modyfikacja zdjęcia i to z określoną intencją, że nie wolno zostawić tego samemu sobie – podsumowuje Leszek Pękalski.