
Sezon koncertowy w pełni. Wiosenne miesiące obfitują w dużą ilość ciekawych występów zarówno polskich, jak i zagranicznych gwiazd. O ile wydarzenia muzyczne pod chmurką mają to do siebie, że jest wokół nas dużo więcej przestrzeni, w klubie, gdzie wszyscy skupieni są na jednej sali powinny obowiązywać pewne zasady. Są takie typy osób i ich zachowania, które skutecznie potrafią nam zepsuć radość z muzyki, aż mamy ochotę czasem im "pocisnąć". W moim przypadku zazwyczaj trwa to chwilę, bo potem wkręcam się w koncert i nie zwracam uwagi na przeszkadzających. O kim mówię?
REKLAMA
Tłumy ludzi na koncertach potrafią zmęczyć. Czasem mam wrażenie, że ta droga od momentu przyjścia do klubu na koncert, kończąc na zobaczeniu samego występu to jakiś tor przeszkód. Gdy już odstoisz swoje w kolejce do szatni, do łazienki i po coś do picia w barze, musisz zmierzyć się z tabunami ludzi, którzy tak jak ty pragną zobaczyć koncert artysty czy zespołu, na który czekali miesiącami.I tak stoisz w tym skupisku i widzisz takie"przeszkadzajki", które masz ochotę udusić.
Wieczne gaduły
Koleżaneczki. Gadają cały czas. Przed koncertem i w jego trakcie. Nie są to jakieś poważne rozmowy, tylko ploteczki: kto, gdzie, z kim i za ile. Gdy wreszcie się uciszą i myślisz, że możesz skupić się na koncercie, te znów zaczynają swoje rozmowy, jakby nie miały na nie czasu i akurat muszą to robić na koncercie. Sprawa kończy się tak, że albo ja, albo ktoś z tłumu zwraca im uwagę. Jest jeszcze jedno rozwiązanie: przenieść się do innego miejsca na sali. Gorzej, gdy znów trafisz na takie gaduły…
Nadekspresyjni
Jeszcze koncert dobrze się nie zaczął, a taka osoba już zaczyna swoje tańce, wymachiwanie długimi włosami, kiwanie się w lewo i prawo, przód i tył. Co innego, gdy jest to zbiorowe pogo przy punk rocku. Wtedy jak najbardziej takie osoby szanuję. Może niekoniecznie do nich dołączam, ale fajnie się obserwuje z boku takie obijanie się o siebie. Co innego, gdy zespół czy artysta gra muzykę, która idealnie nadaje się tylko słuchania. Jednak spośród tłumu leciutko bujającego się w rytm gitarowej muzyki, wyłania się osoba, która skacze tak mocno, że masz wrażenie, że zaraz rozwali podłogę, wymachuje włosami i kiwa się tak, że zasłania ci artystę. Ok, każdy przeżywa muzykę na swój sposób, ale trzeba też znać pewne granice.

Spacerowicze
Chcą być jak najbliżej sceny, więc przepychają się przez całą salę. Pod sceną postoją raptem dziesięć minut i znów przechodzą przez wszystkich, kierując się do baru po piwo. Potem idą z trunkiem przez całą salę, po raz kolejny pod scenę. A potem trzeba iść do toalety, po raz kolejny przepychając się przez tłum…

Zbyt wylewni w uczuciach
To zazwyczaj para, która stoi przed tobą i wylewnie okazuje sobie uczucia. Zbyt duża ilość przytulanek, całusów i głębokich spojrzeń w oczy sprawdzi się na ławce w parku, ale na koncercie niekoniecznie, bo po prostu rozprasza innych.
Paparazzi
Robią zdjęcia przed występem, w trakcie i po koncercie. Nie mówię o profesjonalnych fotografach, którzy zawsze są obecni na koncertowej sali, tylko o amatorach, chcących mieć zdjęcia dla siebie. Jeżeli robią fotki bez flesza to jest ok. Gorzej, gdy włączą w aparacie lampę błyskową i"dają po oczach" pozostałym.

Upojeni
Zaczynają wędrówki do baru, na długo przed koncertem. Jedno piwo, drugie, trzecie, a czwarte na koncercie, które rozlewa się wszędzie, bo osoba jest w takim stanie, że nie może go normalnie utrzymać. Upojeni chwieją się na wszystkie strony, depczą po piętach innym i próbują śpiewać, co dla uszu pozostałych jest koszmarem.
Janusze koncertów
Spotykani zazwyczaj na festiwalach muzycznych, którzy przyjechali na jeden dzień, żeby zobaczyć ukochaną gwiazdę. Gdy występ owego muzyka się rozpoczyna, koncertowy Janusz musi pokazać światu, jak bardzo się cieszy, że na nim jest. Towarzyszą temu piski, tańce, rozpychanie się łokciami oraz okrzyki w stylu"dajesz","kocham Cię”, "aaaa” i tym podobne.

Mimo, że niemal na każdym koncercie spotykam te typy osób, warto podejść do nich z dystansem. Zwrócenie uwagi jest ok, ale gdy to nie pomoże, jedyne słuszne rozwiązanie to wkręcić się po prostu w muzykę bez względu na wszystko.
