Moda na studiowanie mija. "Gdy ludzie śmiali się, że nie mam studiów, gasiłem ich mówiąc, ile zarabiam"

Coraz mniej osób decyduje się na studia.
Coraz mniej osób decyduje się na studia. Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
W ostatnich latach dysproporcja między zarobkami osób z wyższym wykształceniem a tymi, które nie wybrały się na studia, znacznie spadła. Więc i studia nie są już tak oblegane. Nasi bohaterowie nigdy nie obronili tytułu magistra, a zarabiają więcej niż niejeden magister. Nikt nigdy podczas rozmowy kwalifikacyjnej nie zapytał żadnego z nich o dyplom, proszono za to o portfolio i inne dowody potwierdzające ich umiejętności.

Boom na studiowanie mija z każdym rokiem. Młodzi po liceach czy technikach dalszą wiedzę zdobywają ucząc się od starszych kolegów albo na kursach. Coraz rzadziej podczas rekrutacji jakiekolwiek znacznie ma dyplom. – W znacznej części zawodów nie ma potrzeby, by posiadać tytuł magistra. Jest to w takich sytuacjach tylko dodatkowy dyplom, który w żaden sposób nie musi pomagać w karierze zawodowej – mówi nam Sylwia Sosnowska z Grupy Pracuj.pl.

Tę tendencję widać także w danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Z tych wynika bowiem, że liczba studentów konsekwentnie spada od dziesięciu lat. I dla porównania w 2006 roku na studia przyjęto 1 228 386 osób, a dziesięć lat później – 1 033 801.
Młodzi zamiast na studia, udają się na kursy i szkolenia. Obecnie aż 6 mln Polaków dokształca się w ten sposób – wynika z danych Kodilla.com, które przytacza "Gazeta Prawna".
Sylwia Sosnowska
human hesources manager Grupa Pracuj

Dużo osób studiuje poza Polską i korzysta z faktu, że mamy otwarte granice. W większości znacznej części zawodów nie ma potrzeby, by robić posiadać tytuł magistra. Jest to w takich sytuacjach tylko dodatkowy dyplom, który w żaden sposób nie musi pomagać w karierze zawodowe.

Dowodem na to, że tytuł magistra od dawna nie jest przepustką do lepszego życia i gwarancją kariery zawodowej jest przykład Adama, dziś dyrektora marketingu i PR w dużej firmie. Do studiowania przymierzał się kilka razy. Najpierw wygrał stypendium na Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, gdzie spędził trzy lata. Wprawdzie dziś ocenia, że to był czas, który najbardziej go ukształtował, ale trudno było mu te studia ukończyć. A to dlatego, że nie programował. Zdecydował, że zajmie się PR-em: najpierw w fundacji, potem przeniósł się do agencji.

Wtedy też zdecydował, że raz jeszcze spróbuje wrócić na studia. Wybrał marketing na Szkole Głównej Handlowej. – Studiowałem ze dwa lata, ale to było absolutnie oderwane od rzeczywistości. Nie miało to sensu – przyznaje Adam. Potem przyszedł jeszcze czas na bankowość, także na SGH. – To było dla mnie bardzo odświeżające. Wykładali tam ludzie z KNF, Rady Polityki Pieniężnej albo tacy, którzy pracowali w bankach na etatach. I to było coś naprawdę ciekawego, ale też nie skończyłem – zaznacza. Całą swoją wiedzę i doświadczenie zdobył już w pracy. Na rozmowie kwalifikacyjnej nigdy nie poproszono go o dyplom ukończenia studiów. A to dlatego, że właściwie każdą pracę dostawał tylko dlatego, że ktoś dobrze oceniał to, co robił dotychczas.
Adam
szef marketingu i PR dużej firmy

Gdy sam kogoś zatrudniam, to studia są ostatnią rzeczą, którą biorę pod uwagę. Jeżeli ktoś nie skończył studiów, a w tym czasie był za granicą, to to jest dla mnie dużo lepsza rekomendacja. Z moich obserwacji wynika, że posiadanie studiów nie wpływa na jakoś pracy i przystosowanie się do rynku pracy.


Łukasz: Studia sobie, życie sobie

Łukasz ma 34 lata i jest dyrektorem kreatywnym w agencji interaktywnej. Kiedy zaczynał studiować na jedno miejsce na dziennikarstwie przypadało ponad 30. kandydatów. – Wtedy pierwsze szkoły prywatne we Wrocławiu, gdzie studiowałem, dopiero powstawały. Sam dostałem się na kulturoznawstwo. Wtedy kilkanaście osób przypadało na jedno miejsce – wylicza Łukasz.
Łukasz
dyrektor kreatywny w agencji interkatywnej

Studia były bardzo nierówne. W zależności od przedmiotu - była to czasem fajna szkoła myślenia krytycznego, a czasem festiwal dydaktycznej nieporadności. Jednocześnie uważam, że do dziś wykorzystuję rzeczy, którego te studia mnie nauczyły - umiejętność interpretacji, obserwacji, formułowania wniosków, krytycznej refleksji.

Ale z każdym rokiem ilość interesujących go przedmiotów malała, a on zadawał sobie pytanie: "gdzie znajdę pracę po tym kulturoznawstwie?". Dodatkowo na trzecim roku kulturoznawstwa zaczął studiować filologię niderlandzką. I ten pierwszy kierunek rzucił na czwartym roku. – Skupiłem się wówczas na filologii, którą – dość mozolnie – dociągnąłem do poziomu licencjatu, zacząłem magisterkę, ale również jej nie skończyłem. W międzyczasie zarabiałem ucząc dzieciaki angielskiego, pisywałem artykuły do ogólnopolskiego darmowego magazynu za jakieś niewielkie sumy. Potem "wychodziłem" sobie pracę w jednym z lifestylowych magazynów, który właśnie wchodził do Polski – opowiada Łukasz.


Najpierw był stażystą, szybko zaczął zajmować się całą stroną redakcyjną wydania online. – Potem otrzymałem propozycję przejścia do reklamy, w której działam do dziś. Byłem copywriterem, zajmowałem się działem mediów społecznościowych. Dziś jestem dyrektorem kreatywnym w innej agencji. Nie mam powodu by narzekać na zarobki – przyznaje.
Łukasz
dyrektor kreatywny agencji interaktywnej

Mimo, że nie skończyłem studiów, jestem bardzo daleki od rozpowszechnionego w Polsce podkopywania sensowności studiów wyższych jako takich. Problem nie leży w studiach wyższych, leży w tym, jak one wyglądają w Polsce. Po pierwsze dlatego, że stały się fabryką, bo uznaliśmy, że kolejny absolwent marketingu i zarządzania przyda nam się bardziej niż dobry fryzjer. Nie jest to prawdą. Po drugie dlatego, że wykładowcy są słabo opłacani - by być dydaktykiem, musisz w Polsce być trochę ideowcem, a to szkodliwy układ. Po trzecie dlatego, że program nauczania często jest bardzo oderwany od praktyki. Studia sobie, życie sobie.



Anna: studia dla papierka

Anka pracę zaczęła zaraz po liceum. Imała się różnych zajęć: telemarketing, była przedstawicielem handlowym. Potem zdecydowała się na studia. Wybrała administrację i technologię żywienia. Jednak żadnego z tych kierunków nie skończyła. – Trochę żałuję, ale tylko i wyłącznie dla papierka o wyższym wykształceniu. I tak nie chciałabym pracować w tych zawodach – przyznaje.

Dziś jest specjalistą do spraw marketingu. Zajmuje się też grafiką. Mimo że nie ma dyplomu ukończenia studiów wyższych, to ze znalezieniem pracy nigdy nie miała najmniejszego problemu. – Nawet jeśli pracodawcy wymagają wyższego wykształcenia, to i tak wysyłam CV. I w wielu przypadkach to przechodzi. Na przykład w miejscu, w którym teraz pracuję. Najważniejsza jest rozmowa kwalifikacyjna. Jeśli ktoś jest obrotny, to zdobędzie fajną pracę mimo nieposiadania "papierka" – tego trzyma się Anna.

Michał: Uczyłem się z tutoriali

Michał przez trzy lata studiował informatykę, ale przerwał. – Na zajęciach z animacji na studiach się załamałem. Już po pół roku, które spędziłem w domu, ucząc się animacji, wiedziałem, że te studia nie mają sensu. To byłby tylko papier, który jest mi zbędny – opowiada.
Michał
jest szefem operatorów w telewizji i motion graphics designerem

Na studiach było wiele beznadziejnych przedmiotów, które zajmowały tylko czas. Zostając na studiach nie rozwinąłbym się tak w swojej dziedzinie.

Dlatego zdecydował, że pójdzie do pracy. Zaczynał w dopiero co powstającej telewizji. Potrzebowali specjalistów. – Postanowiłem na samorozwój, uczyłem się z tutoriali w internecie. Nie skończyłem żadnych kursów, wszystkiego uczyłem się sam. Jedyne co, to pomógł mi wolontariat, w którym brałem udział. To był Uniwerek TV, gdzie nauczyłem się bardzo dużo jeśli chodzi o montaż, wideo, animację – przyznaje.

Teraz "gra na kilka frontów". – W telewizji jestem szefem montażystów, jestem też motion graphic designerem. Poza tym, robię animacje komputerowe. Jestem bardzo zadowolony i nie mam też poczucia, że mógłbym zarabiać więcej. To mi w zupełności wystarczy – przyznaje Michał.

Nikt nigdy nie poprosił go o dyplom ukończenia studiów. – Najważniejsze jest portfolio, jak masz doświadczenie, to wystarczy. Nie mam pokusy, by zrobić te studia. Nawet jestem dumny z tego, że ich nie mam. To coś, co mnie wyróżnia. One nic by mi nie dały, zero. Mógłbym je skończyć dla mojego ojca, ale to tylko tyle. Były takie sytuacje, że ludzie śmiali się z tego, że nie mam studiów, ale gasiłem ich, gdy mówiłem ile zarabiam – przyznaje Michał.

* Imiona niektórych bohaterów – na ich prośbę – zostały zmienione.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...