Kontrowersyjna akcja ''Dobrzy ludzie''. Znana psycholog analizuje kampanię

"Dobrzy ludzie powinni mieszkać w dobrym miejscu". Tak brzmi najnowsza kampania firmy deweloperskiej Dom Development, która wywołała kontrowersje. Psycholog Maria Rotkiel poddaje analizie tę kampanię
"Dobrzy ludzie powinni mieszkać w dobrym miejscu". Tak brzmi najnowsza kampania firmy deweloperskiej Dom Development, która wywołała kontrowersje. Psycholog Maria Rotkiel poddaje analizie tę kampanię Zrzut ekranu z Dom Development / YouTube
"Dobrzy ludzie powinni mieszkać w dobrym miejscu". Tak brzmi najnowsza kampania firmy deweloperskiej Dom Development, która wywołała kontrowersje. Na jej temat rozmawiamy z psycholog Marią Rotkiel.

Firma deweloperska ''Dom Development'' wystartowała niedawno z kampanią ''Dobrzy ludzie powinni mieszkać w dobrym miejscu'', która wywołała spore emocje i dyskusję zarówno ze strony mediów, jak i zwykłych odbiorców. Dlaczego?

Kampania porusza bardzo ważny, ale też trudny temat, bo stawia pytanie: co oznacza bycie dobrym człowiekiem i jak to się przekłada na przestrzeń, w której mieszkamy. Idea, którą miała przekazywać, jest w mojej ocenie i pozytywna i prawdziwa, jednak komunikat, bez głębszego zastanowienia się nad sensem przekazu mógł zostać nie do końca zrozumiany.

To co było ideą tej kampanii, bo coś tutaj nie zagrało w odbiorze?

Chodzi o myśl, że codzienne drobne gesty będące wyrazem ludzkiej życzliwości i uprzejmości kreują pozytywnie naszą rzeczywistość, otoczenie, w którym żyjemy. Dzięki temu i my czujemy się lepiej i jesteśmy jeszcze bardziej pozytywnie nastawieni do siebie i świata. To taka istotna w psychologii reguła, która akcentuje fakt, że wpływając na nasze otoczenie, dom, osiedle, wpływamy na naszą rzeczywistość, a ta rzeczywistość wpływa na nas.

Mogłaby to Pani uściślić?

Jeśli jesteśmy pozytywnie nastawieni, gościnni, otwarci na innych i wyrażamy to w swojej codzienności drobnymi gestami, to ten pozytywny mechanizm w naturalny sposób przenosimy na relacje w społeczności, w której żyjemy.

Nie wszyscy jednak tak to odebrali. Jak Pani sądzi, co wywołało taką, a nie inną reakcję?

Jak już wspomniałam, komunikat tej kampanii operuje dużą skrótowością. Wiadomo, że reklama rządzi się swoimi prawami i bazuje na krótkich hasłach. Czasami są one jednak na tyle krótkie i nieprecyzyjne, że mogą utrudnić zrozumienie intencji , które za nimi stoją. Według mnie tak właśnie było w tym przypadku.
Czytając opinię odbiorców akcji, można wyróżnić 3 główne wątki poddawane dyskusji. Pierwszy dotyczy samego hasła. Jak Pani rozumie hasło "dobrzy ludzie powinni mieszkać w dobrym miejscu?". Zacznijmy od tego, co to w ogóle znaczy ''dobrym miejscu?''.


Osobiście dobre miejsce rozumiem jako pozytywną przestrzeń, w której ludzie czują się swojsko, swobodnie, bezpiecznie, przyjaźnie. Czyli miejsce, w którym panuje sąsiedzka życzliwość, a my jesteśmy otwarci na drugiego człowieka i dbamy o swoje najbliższe otoczenie. To miejsce, gdzie uśmiechnę się do sąsiada na jego widok, miejsce, gdzie nie rzucę papierka na chodnik czy posprzątam po swoim psie.

A dobry człowiek?

Uważam, że bycie dobrym człowiekiem przejawia się okazywaniem drobnych, ale dobrych gestów w codziennym życiu, które kreują wokół nas pozytywną przestrzeń. Dlatego zgadzam się z docelową ideą kampanii, która dobrego człowieka portretuje w kontekście codziennych zachowań i życzliwej postawy, jaką każdy z nas może w sobie budować.. W obecnej sytuacji sądzę, że powinno się ją dokończyć i rozbudować o cały łańcuszek pozytywnych skojarzeń.

Dobre miejsce na plakatach reklamujących ofertę dewelopera nasuwa skojarzenie, że dobre znaczy nowe i luksusowe.

Taki mógł być odbiór tego komunikatu, jednak dobre miejsce nie musi oznaczać luksusu, bo jego prawdziwą wartość tworzą atmosfera i związane z nim emocje. Nie ma znaczenia, czy mieszkamy skromniej albo w mniejszym mieszkaniu. Tak jak dobry człowiek to nie jest człowiek majętny, zdrowy i piękny, tylko człowiek, który jest życzliwy, otwarty i pomocny. Mimo wszystko kampania zainicjowała ważną dyskusję, uczulając nas na coś niezwykle istotnego. Mianowicie na to, że o tym, czy jesteśmy dobrym człowiekiem, świadczy nasza postawa, która jest budowana drobnymi rzeczami, więc każdy może być dobry.

Niektórzy odnieśli jednak wrażenie, że ktoś, kto mieszka na nowym osiedlu, jest lepszym człowiekiem.

Uważam, że określenie dobre nie jest synonimem nowego. W łańcuszku skojarzeń nie ma miejsca na drogie, nowe czy luksusowe. Liczą się inne pojęcia. Dobry dom i miejsce to jest przestrzeń bezpieczna, pełna pozytywnych emocji wśród ludzi. Nie chodzi więc o to, gdzie się mieszka, czy dom jest nowszy, czy starszy, mniejszy czy większy, bardziej czy mniej luksusowy. Tak jak dobre życie – czy jest ono definiowane przez luksus?

Nie i nie powinno być.

Ja bym powiedziała, że absolutnie nie. Dobre życie jest związane z naszym wewnętrznym poczuciem spokoju, równowagą, życzliwością względem samego siebie i drugiego człowieka. Cieszę się, że mam okazję zabrać głos o tej idei, która jest fundamentem mojej pracy. Bo ja od ponad 20 lat zajmuję się przekonywaniem ludzi, że dobre życie to życie związane z dobrymi emocjami i życzliwym nastawieniem do otoczenia, do przestrzeni, w której żyjemy, czyli też do drugiego człowieka.

Przejdźmy do drugiego wątku – aktorki Kingi Preis, która jest dobrym człowiekiem, bo ''zabiera mamy ciężko chorych dzieci do kina''.

To jest dokładnie ten sam mechanizm. Idea, która miała być przekazana, jest pozytywna i prawdziwa.

Czy wypada w ogóle chwalić się, że jest się dobrym, bo pomagamy innym?

Warto mówić o tym, że pomagamy innym. W ten sposób podpowiadamy, jak możemy robić dobre rzeczy, i dajemy innym pozytywny przykład. Gdyby ten komunikat brzmiał w ten sposób: pomyśl, co możesz zrobić dobrego dla innych osób i zobacz, jak się z tym będziesz czuł, byłby strzałem w dziesiątkę. Myślę, że pod takim komunikatem każdy by się podpisał.
Może po prostu ten pozytywny przekaz o pomaganiu innym i tworzeniu solidarnej wspólnoty, o którym Pani mówi, cierpi przez to, że stanowi podkładkę pod reklamę dewelopera, czyli kogoś, kto buduje mieszkania i je sprzedaje?

Nie widzę tutaj akurat żadnej sprzeczności. Ta idea jest bardzo dobra, tylko konkretne przykłady, które zostały podane, stanowiące element większej układanki, wywołały różne skojarzenia, bo nie oddawały w pełni tego, co ta kampania miała przekazać. Jednocześnie otworzyły wartościową dyskusję, bo o tym, jaki wpływ mamy na przestrzeń, w której żyjemy. Koniec końców liczy się bowiem nie to, gdzie mieszkasz, ale jak mieszkasz.

A gdyby w kampanii zamiast motywu dobrego człowieka, który brzmi bardzo podniośle, postawić na nieco bardziej przyziemny przekaz w stylu ‘’Jestem dobrym sąsiadem, bo...”

Świetne spostrzeżenie. Tak naprawdę taki byłby przekaz tej kampanii, gdyby kontynuować jej opowieść. Dlatego uważam, że jej historia musi być dokończona. Bądź dobrym sąsiadem, dbaj o swój dom, podwórko i osiedle. Uśmiechaj się. Bądź życzliwy. Pielęgnuj w sobie postawę otwartości. Bo dobry dom to dom pełen drobnych uczynków i dobrych emocji. Jeśli takim będziesz sąsiadem, to sąsiedzi odwzajemnią ci się tym samym.

Ostatni wątek – definicja dobra jako takiego. W kampanii występują też zwykli ludzie, którzy są wymienieni jako dobrzy, bo ''nie parkują na miejscu sąsiada'' czy ''nie zakłócają ciszy nocnej'',. Czy takie przykłady nie spłycają de facto wartości dobra?

Bycie dobrym człowiekiem to nie jest postawa zero-jedynkowa, to nasze codzienne proste decyzje. Jeżeli nie posprzątam po swoim psie, to nie znaczy, że jestem niedobrym człowiekiem, tylko że zrobiłam coś niewłaściwego. Natomiast mogę zbudować w sobie dobrą postawę, gdy się zreflektuję i to naprawię. Moim zdaniem te przykłady są akurat świetne, bo pokazują, że bycie dobrym jest bardzo proste, a zarazem bardzo przyjemne. Nie musimy być idealni, żeby robić drobne rzeczy, które budują w nas dobro. Ono się przejawia w bardzo prostych gestach, niekoniecznie wielkich heroicznych czynach.

Twórcy kampanii chcieli za jej pośrednictwem promować dobre postawy i życzliwość sąsiedzką. Podsumowując, jak Pani zdaniem należałoby zmodyfikować przekaz tej kampanii, aby ten deklarowany przez dewelopera cel został osiągnięty?

Dodałabym do niego rozwinięcie, które uzupełniłoby go o synonimy eksponujące przewodnią myśl kampanii w szerszej perspektywie. Czyli dobry dom to dom otwarty na drugiego człowieka, przyjazny, bezpieczny, a dobry człowiek to osoba, która okazuje drobne gesty, bo wie, że kreują one pozytywną przestrzeń i budują wspólnotę życzliwych sobie ludzi. Ja bym sformułowała ten przekaz tak: drobnymi gestami kreuj pozytywną rzeczywistość, bo i ona będzie czyniła cię jeszcze bardziej pozytywnym i otwartym człowiekiem.

Rozumiem zatem, że daleko Pani od stanowiska: przekaz zasługuje wyłącznie na pozytywne komentarze, ponieważ sam w sobie jest pozytywny?

Społeczeństwo jest bardzo wnikliwe i inteligentne, więc zwróciło uwagę na to, że ten przekaz nie jest dla wszystkich odbiorców jednakowo jasny. Ja myślę wręcz odwrotnie – uważam, że osoby, które zareagowały zbyt emocjonalnie, są bardzo wrażliwe na przestrzeń, w której żyją. Ponadto nie ma nic złego w krytycznej reakcji, bo głos w rodzaju ''ten komunikat budzi mój sprzeciw'' tylko uzmysławia, że temat jest ważny i intrygujący, że warto go podnosić, rozwijać i uzupełniać.

Czyli intencje były dobre?

Intencje były bardzo dobre i idea, która była tu przekazywana, jest prawdziwa i pozytywna. Komunikat był skrótem myślowym i miał prawo zostać odebrany tak, jak został odebrany i pociągnąć za sobą szereg skojarzeń, które mogły być sprzeczne z tą ideą.
Abstrahując już od kampanii, chciałbym szerzej omówić temat życzliwości sąsiedzkiej. Czy z Pani obserwacji wynika, że my, Polacy, mamy z tym duży problem?

Jestem przekonana, że w Polakach jest bardzo dużo życzliwości i otwartości, tylko nie zawsze potrafimy to okazać, bo jesteśmy za bardzo skoncentrowani nie tylko na tym, co nam przeszkadza w sąsiedzie, czyli drugim człowieku, ale i w nas samych. Za mało poświęcamy uwagi temu, co możemy zrobić, żeby tę życzliwość dostrzec i okazać.

Jak to zmienić?

Jest taka prosta zasada – jeśli chcesz mieć dobre relacje z sąsiadem, to zacznij się tak zachowywać, nawet jeśli te relacje wydają się dalekie od ideału. To są bardzo proste mechanizmy psychologiczne. Chcesz, żeby ktoś zaczął ci mówić dzień dobry, zacznij mu mówić dzień dobry. Chcesz, żeby ktoś się do ciebie uśmiechnął, uśmiechnij się do niego. Czyli zacznij od siebie i wtedy zobaczysz, że ten sąsiad to w sumie porządny człowiek. Nie musi być idealny, ale potrafi być dobry, dając temu dowód w postaci drobnych gestów.

A jak Pani myśli, skąd ta blokada, która nas powstrzymuje przed okazywaniem tej życzliwości?

Po pierwsze, mamy takie przekonanie, że to ta druga osoba powinna pierwsza zacząć, wyciągnąć rękę czy przeprosić. Po drugie, jesteśmy skoncentrowani na problemach. Przez to trudno nam dostrzec, jak bardzo dużo pozytywnych rzeczy jest w naszym otoczeniu. Zadajmy sobie pytanie: co czyni mnie szczęśliwym człowiekiem? Może to, że mam zdrowie. Może to, że mam pracę. A może to, że mam dach nad głową. Może to, że gdy wracam do domu, to mnie ktoś wita albo przynajmniej merda ogonem. Tysiąc rzeczy może nas uczynić szczęśliwym. Gdy to zauważymy, będzie nam łatwiej odnaleźć w sobie życzliwość.

Nie da się ukryć, że zgryzoty zabijają życzliwość mimo naszych najlepszych chęci.

Zgoda. Brak życzliwości często wynika z tego, że ludziom zwyczajnie nie jest dobrze w życiu, mają w sobie dużo lęku, martwią się o swoją egzystencję. Naprawdę trudno być życzliwym, kiedy przeżywamy trudne momenty. Jeśli mimo wszystko spróbujemy jednak docenić to, co mamy i nie mówię tu o kwestiach stricte materialnych, będzie nam łatwiej uśmiechać się do siebie samego, a jak zaczniemy uśmiechać się do siebie, będzie nam łatwiej uśmiechać się do drugiego człowieka.

A jak brak umiejętności okazywania życzliwości wpływa na naszą psychikę?

Fundamentalnie. Jeżeli nie okazuję życzliwości innym, to nie buduję w sobie takiej pozytywnej postawy. Skupiam się na tym, co mi przeszkadza i denerwuję się, więc nie jestem życzliwa w stosunku do siebie. Na poziomie psychicznym, ale i fizycznym zaczynam się źle czuć. To jest takie błędne koło – zaczynam się bać, bo myślę o tym, co mnie martwi, zaczynam się denerwować, bo myślę o tym, co mnie denerwuje. Jest mi trudno się do kogoś uśmiechnąć i zrobić coś miłego, więc ludzie zaczynają mnie unikać, a ja ich.

Taka ofiara błędnego koła pewnie myśli, że jednak trudno jest być dobrym człowiekiem. Jak spróbowałby Pani przekonać ją, że mimo wszystko łatwo?

Argumentem, że to jest to nie tylko proste, ale i bardzo przyjemne. Nie musimy oddawać od razu całego majątku na jakąś fundację. Nie musimy zaczynać od jakichś spektakularnych akcji. Zacznijmy od drobnych rzeczy, raz się uda lepiej, raz gorzej, ale ważne, że się staramy. To wpłynie pozytywnie na nas, na naszą przestrzeń i dom, a także na ludzi, którzy żyją z nami w tej przestrzeni.

Chciałabym, żeby każda osoba, która czyta teraz ten tekst, pomyślała, co może zrobić pozytywnego i dobrego. Drobną rzecz. Niech zobaczy, jak się z tym czuję. Niech zobaczy, jak na to odpowie człowiek, który będzie odbiorcą tego dobrego działania albo przynajmniej jego świadkiem. Drobne gesty życzliwości są jak koralik do koralika, jak cegiełka do cegiełki. To one budują nasz dom. Dobry dom.

Artykuł powstał we współpracy z Brain

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...