
Jak podaje "Gazeta Wyborcza", gdański sąd warunkowo umorzył w poniedziałek postępowanie wobec policjantów oskarżonych o przekroczenie uprawnień przy zatrzymaniu i pobiciu 30-letniego mężczyzny, który zmarł następnego dnia w szpitalu. Sędzia Grażyna Kamińska uznała, że "społeczna szkodliwość czynu nie była znaczna". Rodzice zmarłego mężczyzny zapowiedzieli, że będą składać apelację.
REKLAMA
– Oskarżeni, działając wspólnie i w porozumieniu, przekroczyli swoje uprawnienia służbowe, wynikające m.in. z ustawy o policji. Zastosowali przemoc fizyczną poprzez bezprawne użycie pałki wobec leżącego na ulicy i skutego kajdankami człowieka – powiedziała przy ogłoszeniu wyroku sędzia Grażyna Kamińska.
Dodała jednak, że "społeczna szkodliwość tego czynu nie była znaczna" i warunkowo umorzyła postępowanie. Co za tym idzie, oskarżeni nie zostali skazani, ale muszą zapłacić nawiązkę w łącznej wysokości 4 tys. zł dla rodziców pobitego Pawła T. Z racji, że proces był niejawny, stąd nie wiadomo, w jaki sposób sędzia argumentowała swoją decyzję. – Słuchając pani sędzi, miałam wrażenie, że słucham mowy obrończej. Jesteśmy z mężem bardzo zawiedzeni i najprawdopodobniej zostanie wniesiona apelacja – powiedziała " Gazecie Wyborczej" Teresa T.
Pobicie podejrzanego
Funkcjonariusze Bartosz K. i Waldemar Z. w sierpniu 2013 roku brali udział w zatrzymaniu 30-letniego Pawła T., który z nieustalonej przyczyny chciał wedrzeć się przez okno do mieszkania na parterze w Gdańsku-Wrzeszczu. Według właściciela mieszkania, miał być bardzo agresywny, bo rzucał doniczkami z kwiatami oraz groził, że go zabije. Policjanci po przyjechaniu na miejsce obezwładnili go za pomocą pałek oraz miotacza ognia. Po założeniu kajdanków i zaprowadzeniu do radiowozu mężczyzna dalej nie zachowywał się spokojnie. Miał kopnąć jednego z policjantów w brzuch.
Funkcjonariusze Bartosz K. i Waldemar Z. w sierpniu 2013 roku brali udział w zatrzymaniu 30-letniego Pawła T., który z nieustalonej przyczyny chciał wedrzeć się przez okno do mieszkania na parterze w Gdańsku-Wrzeszczu. Według właściciela mieszkania, miał być bardzo agresywny, bo rzucał doniczkami z kwiatami oraz groził, że go zabije. Policjanci po przyjechaniu na miejsce obezwładnili go za pomocą pałek oraz miotacza ognia. Po założeniu kajdanków i zaprowadzeniu do radiowozu mężczyzna dalej nie zachowywał się spokojnie. Miał kopnąć jednego z policjantów w brzuch.
Mężczyzna stracił przytomność zanim przyjechała karetka. Następnie dnia zmarł w szpitalu. Sekcja zwłok wykazała, że główną przyczyną śmierci Pawła T. była etylokokaina, czyli związek powstający w organizmie po spożyciu kokainy i alkoholu. Proces przed Sądem Rejonowym w Gdańsku trwał ponad trzy lata. Prokuratura domagała się dla policjantów kar w postaci 2,5 roku pozbawienia wolności oraz zakazu pełnienia służby przez okres 10 lat.
źródło: "Gazeta Wyborcza"
