
Gdyby nie protesty ekologów w Puszczy Białowieskiej i brutalne interwencje Straży Leśnej, mało kto pomyślałby, że umundurowani na zielono strażnicy mogą w taki sposób pacyfikować demonstrantów. Najnowsze doniesienia są jednak jeszcze gorsze: zwiększy się bowiem możliwość użycia broni palnej przeciwko ludziom.
REKLAMA
Dowodem na to, że Straż Leśna bez większych obaw będzie mogła sięgać po broń w każdej sytuacji, są specjalne ubezpieczenia OC, które leśnikom udało się wynegocjować w ostatnim czasie. To OC dotyczy odpowiedzialności od roszczeń obywateli związanych z wykonywaniem obowiązków służbowych. Co to w praktyce oznacza?
Wszystkie skutki działań, które podejmuje strażnik są objęte ubezpieczeniem. Dotyczy to zarówno skutków użycia przymusu bezpośredniego, użycia psów, jak i oddania strzału z broni palnej. – Ubezpieczyciel zapewnienia Ubezpieczonemu wszelką niezbędną pomoc prawną w przypadku niezasadności roszczeń, a także pomoc związaną z zaspokojeniem roszczeń zasadnych w związku z postępowaniem cywilnym, administracyjnym, karnym i dyscyplinarnym, roszczeń dotyczących czynów popełnionych przez niego w związku z wykonywaniem czynności zawodowych – tak brzmi fragment treści ubezpieczenia dla pracowników Straży Leśnej, które zamieszczono w ofercie przystąpienia do niego przez leśników.
Składka roczna takiego ubezpieczenia waha się od 120 do niecałych 188 złotych rocznie (zależnie od wariantu). Sumy gwarancyjne, które mogą zostać wypłacone wahają się od 25 tysięcy złotych do 150 tysięcy złotych. Jest to dowód na to, że znów po cichu rozszerza się możliwość interwencji kolejnych służb, które za strzelanie z broni palnej do ludzi nie będą nawet odpowiadać finansowo.
