
W Warszawie pozamykane drogi i mosty, utrudnienia w komunikacji miejskiej i korki. Do tego wszędzie wzmożone siły policji. Taki był krajobraz stolicy 2 maja w związku z piłkarskim Finałem Pucharu Polski. Legia Warszawa pokonała Arkę Gdynia 2:1, ale ten mecz przejdzie do historii nie tylko ze względu na wagę sportowego wydarzenia. Wszyscy bowiem mówią tylko o jednym - o skandalicznym zachowaniu kibiców z Pomorza.
To miało być piłkarskie święto na Stadionie Narodowym w Warszawie. I było - ale tylko częściowo. Puchar Polski zdobyła Legia Warszawa, która pokonała Arkę Gdynia.
Dla Arki Gdynia i jej kibiców już sam udział Finale to powinien być powód do satysfakcji. Ale fani drużyny z Trójmiasta (choć nie tylko oni) zrobili wiele, by wszystko popsuć. Mecz był parokrotnie przerywany ponieważ z trybun leciały race i cały stadion był na tyle zadymiony, że nie było nic widać. W pewnym momencie jedna z rac wystrzelona z trybun, gdzie siedzieli kibice Arki, trafiła w konstrukcję, na której zamontowany jest telebim. Konstrukcja ta zaczęła się nawet żarzyć, ale nie doszło na szczęście do pożaru. Inne race trafiły w dach stadionu i go uszkodziły.
Prezes PZPN Zbigniew Boniek był wyraźnie wściekły na zachowanie kibiców. W rozmowie z Polsat Sport przyznał, że skandaliczne zachowanie kibiców mogło się skończyć o wiele gorzej. - Gdyby one doleciały do sektorów z fanami Legii, doszłoby do zagrożenia życia - stwierdził Boniek.
Zbigniew Boniek
prezes PZPN
Prezes PZPN poinformował, że w czwartek do prokuratury trafi zawiadomienie w sprawie popełnienia przestępstwa przez kibiców. Na Twitterze zaś Boniek dodał, że z kibicami nie ma już o czym rozmawiać. "Game over!" - stwierdził ostro.
