
Bartłomiej Misiewicz odpowiedział na tekst, który pojawił się 7 maja na łamach tygodnika "Sieci". Dotyczył on afery korupcyjnej w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, z którą powiązano byłego rzecznika MON. We wtorkowe popołudnie Misiewicz zorganizował spotkanie z przedstawicielami prasy. – CBA nie postawiło mi żadnych zarzutów w tej sprawie – stwierdzi podczas briefingu.
REKLAMA
Bartłomiej Misiewicz artykuł "Sieci" nazwał "paszkwilem". Dodał, że dziennikarze tygodnika "dopuścili się manipulacji", tak by powiązać go ze sprawą. – Polska Grupa Zbrojeniowa była osobną instytucją w stosunku do Ministerstwa Obrony Narodowej, w którym pełniłem funkcję szefa gabinetu politycznego ministra i rzecznika prasowego resortu. Nie miałem wglądu w dokumentację ani przebieg poszczególnych eventów – przekonywał .
Przypomnijmy, że Centralne Biuro Antykorupcyjne wzięło pod lupę Polską Grupę Zbrojeniową. Są zawiadomienia do prokuratury w sprawie szkoleń ze społecznej odpowiedzialności biznesu oraz koncertu "Głos Wolności", który miał miejsce w czerwcu 2016 r. W tym kontekście pojawia się nazwisko Bartłomieja Misiewicza. PGZ zamówiła szkolenia u Stowarzyszenia dla Dobra Rzeczpospolitej – i tak na jego konto trafiło 491 964, 33 zł. Co ważne, samo stowarzyszenie nie miało żadnego doświadczenia w branży.
I teraz dopiero robi się ciekawie. Otóż stowarzyszenie przelało 391 tys. zł firmie PR Ten Team. Wszystko dlatego, że Bartłomiej Misiewicz rzekomo wykazał Ten Team jako organizatora koncertu "Głos Wolności" i wystawy z okazji 40-lecia Komitetu Obrony Robotników. Miał także chcieć, by Polska Grupa Zbrojeniowa przejęła finansowanie obu wydarzeń.
źródło: Gazeta.pl
