Toyota Hilux dostała lekcję ogłady. Ale nadal to auto, którym wjedziesz na szczyt niedostępnej góry

Toyota Hilux jest dokładnie taka, jak wygląda. Mocarna. Fot. naTemat
Flagowy pickup Toyoty stał się autem, którym można się w miarę komfortowo poruszać po normalnych drogach, a jednocześnie nie zatracił swoich terenowych właściwości. Ale choć japońscy inżynierowie zrobili dużo, żeby samochód nadawał się do zwykłych podróży, wciąż daleko mu w tej kwestii do SUV-ów. Z drugiej strony potrafi rzeczy, o których żaden właściciel typowego SUV-a nie myśli.

Widzisz Hiluxa, myślisz: niezawodny. Nie chodzi nawet o to, że Toyota tak reklamuje swoje auta, bo o tej "legendarnej niezawodności" słyszymy przecież co chwilę. Hilux jest przecież od lat kojarzony z tym, że jest autem, które nie zawodzi swojego właściciela. Zresztą jego twardy charakter został w pewnym sensie unieśmiertelniony przez dawną ekipę brytyjskiego Top Geara. Kto zna ten program, na pewno pamięta, co zrobiono z tym autem. Postawiono je nawet na dachu wyburzanego wieżowca i już po fakcie... Hilux odpalił.
Japończykom to może nie być w smak, ale przecież nie bez powodu Hilux to samochód, który najłatwiej zobaczyć w propagandowych filmach organizacji terrorystycznych z Bliskiego Wschodu. To zwyczajnie najlepszy wybór na trudne, pustynne warunki. Tak po prostu. Są też afrykańskie kraje, gdzie Toyota jest z kolei synonimem samochodu. Inne po prostu nie jeżdżą. Tak jest choćby w Kenii.

Na co dzień też pojeździsz
Ten Hilux jest już trochę inny. Mniej spartański, a bardziej cywilizowany. Jest autem, w którym dbałość o właściwości terenowe nie jest już hasłem-wytrychem zezwalającym na zignorowanie wszystkich innych elementów, które składają się na udany samochód.
I rzeczywiście: Hilux, choć nadal wygląda jak typowy, wszechpotężny pickup, pod tym kożuszkiem jest już trochę inny. Samochód od starszych Hiluxów jest lepiej wyciszony, automatyczna sześciobiegowa skrzynia biegów także pracuje dosyć znośnie. Przekonstruowane zostało zawieszenie, zwłaszcza tylnej osi. Dzięki temu Hilux nie jeździ już jak taczka. Choć ciągle nie jest to samochód, którym chcecie jechać w bardzo długą trasę.

Nie tylko z powodu "niedostatków komfortu", ale i z powodu osiągów tego samochodu. Silnik diesla o mocy 2,4 litra nie jest wysilony – generuje jedynie 150 koni mechanicznych i 400 Nm momentu obrotowego. Akurat ta druga wartość jest już okej, ale Hilux ma osiągi godne… woła roboczego, którym koniec końców jest: do setki rozpędza się w niemal 13 sekund. W mieście spokojnie spalicie (i to przy niezbyt dynamicznej jeździe) też ponad 10 litrów oleju napędowego, ale to bardzo ciężki samochód, w którego słowniku nie istnieje słowo "aerodynamika". Nie kupujecie go też po to, żeby liczyć każdy litr paliwa, prawda?
Hilux jest też całkiem przyjemny w odbiorze wewnątrz. Kierowca ma do swojej dyspozycji szereg systemów bezpieczeństwa, które mogą się kojarzyć z każdą inną Toyotą, ale akurat nie Hiluxem. Kierownica jest obszyta przyjemną w dotyku skórą, kierowca ma do swojej dyspozycji ekran centralny do obsługi multimediów. Wszystko utrzymane jest oczywiście w "toyotowskim", plastikowym stylu, ale akurat w pickupie to nie wypada źle.


Nie brakuje też przestrzeni, choć to żadne zaskoczenie. Jest jej pod dostatkiem zarówno z przodu, jak i na tylnej kanapie. Nic tylko jechać nad morze… Żartowałem – to pickup, trzeba albo rzucić bagaże na pakę i modlić się o słońce (i brak złodziei w korkach), ale dokupić opcjonalną zabudowę.
Do wożenia arbuzów w sam raz – ale nie tylko
Prawdziwym sensem istnienia Hiluxa – poza pracą – jest jednak jazda w terenie. I tutaj na szczęście, choć inżynierowie puścili oczko w kierunku tych, którzy oczekiwali komfortu, wszystko jest w najlepszym porządku. Hilux nie boi się ani wody (głębokość brodzenia 70 cm), ani wzniesień (28 centymetrów prześwitu i gigantyczny kąt natarcia: 31 stopni) ani w ogóle niczego. A przecież jeszcze nic nie mówiłem o reduktorze…

Jeśli gdzieś tym autem nie można dojechać, to można w sumie przyjąć, że nie dojedzie tam nic – chyba że zdecydujemy się na modyfikacje, które jeszcze bardziej "uterenowią" nasze auto. Ale to już inna bajka.Tak prawdę mówiąc nie rozumiem, dlaczego pickupy są tak niepopularne w Polsce. Dla porównania w Grecji (tak, tak, pickupy nie jeżdżą tylko w USA) jeżdżą wszędzie – mieszkańcy tego kraju jeżdżą często bardzo starymi pickupami, bo nawet nieistniejącej już japońskiej marki Datsun. Hiluxy też są wszędzie, a widok pickupa przewożącego np. zebrane arbuzy to norma.
Argument odnoszący się do klimatu trochę do mnie nie dociera: to na pace na plony deszcz nie może padać, a na farmie już może? Owszem, załadunek może być dość niewygodny, bo klapa jednak otwiera się wysoko, ale samochód odwdzięcza się możliwością przewiezienia nietypowych gabarytów i to aż do 1,2 tony.

Hilux osobie, która kupi go do pracy zamiast busa, odwdzięczy się świetnymi właściwościami terenowymi. No i wyglądem – kto z was nie marzył kiedyś o przejażdżce mocarnym pickupem?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...