Cracow Fashion Awards jest częścią Cracow Fashion Week. O poziomie imprezy świadczy załączone zdjęcie...
Cracow Fashion Awards jest częścią Cracow Fashion Week. O poziomie imprezy świadczy załączone zdjęcie... Materiały prasowe Cracow Fashion Awards

Ledwo nad polskim morzem opadły emocje po Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach, a w Sopocie już odbyła się kolejna impreza w stylu „rozrywka na plaży”. O, przepraszam, tym razem na molo, bo mowa o Sopot Fashion Days.

REKLAMA
Można odnieść wrażenie, że każde miasto w Polsce ma ambicję zorganizowania własnego Fashion Weeka czy chociaż Fashion Weekendu. Z lepszym lub gorszym skutkiem, bo drugim Dubajem nie jesteśmy i sponsorów jest ograniczona ilość. Zastanawiam się już od dawna, czy nie byłoby lepiej, gdyby, zapominając o wzajemnych antypatiach i zalegających afektach, przeznaczyć pieniądze na to, żeby „prawdziwy” polski Fashion Week rozwijał się i był z roku na rok jeszcze lepszy?

Oczywiście, każda tego typu impreza to szansa na zaistnienie dla wielu młodych projektantów. Bardziej lub mniej zdolnych. Z tym, że niestety, a raczej na szczęście, prawa rynku są takie, że wybijają się ci lepsi. Nie wiem, czy jest sens robić nadzieję osobie, która za największy sukces (i może słusznie, bo każdy pokaz jest dla młodego projektanta sukcesem) poczytuje sobie udział w prowincjonalnej imprezie modowej, gdy wiadomo, że rynek jej ambicje i tak zweryfikuje? Może lepiej zorganizować konkurs, w którym nagrodą byłby udział w modowych warsztatach czy kurs w zagranicznej szkole?

Na Fashion Week Poland w Łodzi nie jest łatwo się dostać, jednak ci, którym się to udaje, często robią później karierę. Inni, patrząc na starszych kolegów wiedzą, że taka impreza ma sens i stwarza perspektywy. Dzięki temu mają motywację do ciężkiej pracy, która może zaowocować udziałem w następnej edycji, a co za tym idzie, byciem docenionym i zauważonym. Takich możliwości nie dają efemerydy w stylu sopockiej imprezy, więc po co się męczyć?

Jasne, pewne osoby mogą uważać, że ich nieobecność na Tygodniu Mody w Łodzi nie jest wynikiem marnych umiejętności, a zwykłej dyskryminacji. Że wszystkiemu winne są układy i łapówkarstwo. Wolny kraj, ich prawo. Jednak obiektywnie, tak jak Polska nie jest drugim Dubajem, nie jest też drugim Mediolanem czy Antwerpią, gdzie w znanych czy chociaż dobrze zapowiadających się projektantach można przebierać jak w ulęgałkach. Projektantów przez duże P jest u nas tylu, że jeden Fashion Week w zupełności im wystarczy. Bo po co komu impreza, na której znamy może 2-3 nazwiska? A reszty lepiej byłoby wcale nie poznać? Nie wiem jak inni, ale ja mogę sobie wyobrazić polska modę bez np. Gavla.

Jaki więc sens mają regionalne imprezy modowe? Może w obliczu ograniczonych nakładów finansowych lepiej skumulować siły i dotacje i zorganizować jeden Fashion Week na światowym poziomie?