"Ludzkie życie kosztuje 16-17 zł brutto". Autor fanpage'a "Z Wnętrza Karetki" mówi o pracy ratownika medycznego

Ratownik medyczny to nadal bardzo niedoceniany zawód w Polsce.
Ratownik medyczny to nadal bardzo niedoceniany zawód w Polsce. Fot. Marta Dudzińska / Agencja Gazeta
Przyjeżdżają na każde wezwanie, które wiąże się z zagrożeniem życia. Także do tych niesprawdzonych i nieuzasadnionych. Harują do ostatków sił, często nie znajdując chwili na załatwienie podstawowych potrzeb. Ratowanie ludzkiego życia to niezwykła misja, a jednocześnie bardzo niewdzięczne zadanie. O swojej pracy opowiedział nam autor fanpage'a - "Z Wnętrza Karetki".


"Trzeba jednocześnie być miłym oraz podejmować decyzje o wdrażaniu procedur ratujących życie. Łączyć profesjonalizm działań medycznych z jednoczesnym uspokajaniem pacjenta oraz osób mu towarzyszących" – czytamy w poście "Umiejętność równowagi" na fanpage'u "Z Wnętrza Karetki". – "Czy wiesz jak to jest, kiedy na twoich oczach umiera człowiek? Kiedy wiesz, że tylko ty możesz mu pomóc? Czy wiesz jak to jest, kiedy twoje działania mu nie pomagają? Gdy podczas podejmowania takich decyzji potrzebujesz policji, aby cię nie pobili?" – pyta jego autor.
Lubimy narzekać na swoją pracę. Na to, że jest ciężka. Że pracujemy za długo. Jesteśmy słabo wynagradzani. Co zatem ma powiedzieć człowiek, który po kilkunastu godzinach wykańczającego dyżuru wciąż musi być gotowy na spotkanie ze śmiercią? Często w warunkach skrajnie niesprzyjających. Kiedy w ciasnym, dusznym pomieszczeniu rodzina poszkodowanego grozi ci pobiciem lub śmiercią w przypadku niepowodzenia akcji ratunkowej.


Na takie ryzyko na co dzień są narażeni pracownicy Państwowego Ratownictwa Medycznego. O tym, jak wygląda praca ratownika medycznego, opowiedział naTemat autor fanpage'a "Z Wnętrza Karetki", który od kilku lat pracuje w zawodzie.
Da się przyzwyczaić do częstych spotkań ze śmiercią?


Da się na to uodpornić psychicznie. Niektórzy osiągają taki stan dopiero po jakimś czasie i muszą to zrobić, jeśli chcą pozostać w zawodzie. Jeśli im się to nie uda, każda śmierć jest dla nich ogromnym przeżyciem. Tacy ludzie po prostu nie nadają się do tego zawodu. Praca to weryfikuje.


Ta praca zmienia w tobie to, że zaczynasz być świadomy śmierci. W naszym społeczeństwie nie myśli się o niej na co dzień. Każdy jest piękny, zdrowy, silny i chciałby być bogaty. Natomiast po takich doświadczeniach chcesz wykorzystywać życie w stu procentach. Każdą chwilę.
Możecie liczyć na wsparcie psychologa?


No tak, a w dodatku w Polsce zespołów ratunkowych jest bardzo mało. Co prawda widzimy ich dużo na co dzień, jednak należy pamiętać, że nie wszystkie zespoły należą do Państwowego Ratownictwa Medycznego. Wiele z nich to jednostki prywatne. Wszystkich zespołów w Polsce jest 1540. 1 zespół na około 35 tysięcy ludzi. Z czego w większych miastach tych zespołów jest więcej, ponieważ przydziela się je na podstawie liczby zameldowanych, a nie przebywających w mieście ludzi. Dlatego w miejscowościach turystycznych latem często pojawia się problem i tych zespołów po prostu brakuje. Duże miasta mają ten problem praktycznie cały rok.

W poście "Umiejętność równowagi" pisałeś o interwencjach policji w obronie atakowanych ratowników. To dla mnie nie do pomyślenia, że ktoś mógłby zaatakować osobę, która przyjechała ratować czyjeś życie.

To zdarzało się wielokrotnie. W większości są to ludzie pod wpływem alkoholu, narkotyków albo dopalaczy. Nie zmienia to jednak faktu, że pojawiają się rany, które potem się nosi. Niedawno kolega przyszedł na dyżur z podbitym okiem. Nie tak dawno inny kolega uciekał przed ostrzem siekiery. Ja sam miałem sytuację, gdzie facet groził nam, że wyjmie broń palną. Początkowo pomyśleliśmy, że kłamie. Jednak, gdy przyjechała policja, okazało się, że facet ma zarówno pistolet jak i pozwolenie na broń.

Przytaczałeś historie ludzi, którzy dobrowolnie odmawiali hospitalizacji, mimo że ich stan był naprawdę poważny. Chciałbyś, by prawo zmieniło się tak, żeby ratownik mógł zabrać pacjenta do szpitala bez jego zgody? Siłą, mówiąc kolokwialnie.

To jest bardzo ciężka sprawa, bo to jednak mocna ingerencja w czyjąś wolność. Możemy ingerować wtedy, kiedy pacjent nie jest świadomy. Majaczy. Ma jakiś bardzo duży uraz głowy, który może zaburzać jego poznawanie rzeczywistości. To samo tyczy się narkotyków, dopalaczy czy alkoholu.

Trudno wprowadzić prawo, które pomagałoby nam ratować ludzi, a jednocześnie nie ograniczałoby ich wolności osobistej.
Jest jeszcze jakaś sytuacja, która cię przeraża? Coś, z czym nie chciałbyś się spotkać na miejscu wezwania?


Chyba już nie. Ta, której najbardziej się bałem zdarzyła się w pierwszych dniach mojej pracy. Była to ciężka i nieudana próba uratowania starszej pacjentki. Z wielokrotnym usiłowaniem poprawnego zaintubowania wymiotującej kobiety. Przywrócenia prawidłowego rytmu serca. Niestety zmarła. Z każdym kolejnym wyjazdem jednak coraz bardziej oswajamy się ze śmiercią.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta
0 0Przekop Mierzei przyciąga turystów. Nie wszyscy się cieszą
0 0Będzie nowy serial w świecie "Star Wars". Jest mroczny zwiastun