Podróż Uberem przez miasto to ostatnio istne piekło. Kierowcy Ubera mają gdzieś włączanie klimatyzacji

Przejazd przez Warszawę w Uberze podczas upału to ostatnio wyzwanie. Kierowcy często oszczędzają i nie włączają klimatyzacji. Niektórzy jej nie mają wcale!
Przejazd przez Warszawę w Uberze podczas upału to ostatnio wyzwanie. Kierowcy często oszczędzają i nie włączają klimatyzacji. Niektórzy jej nie mają wcale! Fot. Mircea Iancu / pexels.com / CC0
Grillowanie zmieniło swoje znaczenie w przypadku przejażdżki Uberem po Warszawie. Ostatnio można się nieźle spocić, bo kierowcy nie mają lub nie chcą włączać klimatyzacji. Odpowiedź "dlaczego" jest prosta – chodzi o oszczędność paliwa. Ale czy naprawdę nie można tego zmienić?


Krzysiek miał dostać się na rozmowę o pracę. Odpuścił komunikację i wezwał Ubera. Nie wiedział, że po przyjeździe na miejsce będzie musiał dzwonić po kumpla, żeby przywiózł mu nową koszulę. Dlaczego? Bo na trasie z Dworca Zachodniego do "Mordoru" spocił się bardziej niż przez wszystkie rozmowy kwalifikacyjne w swoim życiu.


Kierowca, który go wiózł, nie włączył klimatyzacji, a na dworze było ni mniej, ni więcej 30 stopni Celsjusza. Wiecie z czym to się wiąże? Koreczek, żar z nieba, a Ty w "pełnym umundurowaniu" siedzisz w blaszanej puszcze. Okazuje się, że nie jest to odosobniony przypadek, bo takich sytuacji jest więcej. Taki sam kurs miał Stefan, pracownik biurowy z Warszawy.


– Wsiadasz do tego Ubera, stara skoda fabia i 30 stopni w cieniu na dworze. Korek straszny, a kierowca nie włączył klimy. Okna otwarte, ale nawet nie ma przewiewu powietrza. Kierowca sam się smaży, ale nie włączy klimatyzacji, bo tak to nie oszczędzi tego litra paliwa na sto kilometrów. Żenada – opisuje swoją podróż zdenerwowany mężczyzna.


"Nie ma klimatyzacji, nie działa, nie włączę" – to ostatnimi czasy częste słowa, które padają z ust części kierowców Ubera w Warszawie. A klienci smażą się w tych samochodach i potem bulwersują.
Nie mam wyboru!
Udało nam się porozmawiać z jednym z zaprzyjaźnionych kierowców Ubera. Łukasz swoją oszczędność tłumaczy wysokimi kosztami utrzymania rodziny.

– To nie jest tak, że nie dbam o pasażera, ja po prostu staram się oszczędzać. Ludzie myślą, że zarabiamy tutaj kokosy, ale jakby chwilę się zastanowili i pomyśleli, przecież ja mam rodzinę na utrzymaniu, dwójkę dzieci, a to kosztuje. A do tego samochód, który musi być cały czas sprawny, no i paliwo. Tak przynajmniej jak nie włączę klimy, to oszczędzę trochę. Wiem, że to uciążliwe, więc staram się pomagać moim pasażerom i otwieram okna, żeby był przewiew – tłumaczy Łukasz.

To działa tylko w trakcie jazdy, gdy staniemy w korku (generalnie macie 90 proc. szans, że tak się stanie), ten genialny pomysł przestaje działać. I wtedy czeka nas żywe smażenie się w aucie i nie ma zmiłuj.

Co mówią liczby?
Różne źródła motoryzacyjne mówią przeważnie to samo, że zastosowanie jakiegokolwiek systemu klimatyzacji zwiększa obciążenie silnika pojazdu i tym samym zużycie paliwa. Państwowe Laboratorium Energii Odnawialnych (NREL — National Renewable Energy Laboratories) oszacowało, że pojazdy w Europie zużywają na zasilenie klimy około 3 procent paliwa. Oszczędność kierowców Ubera można więc łatwo policzyć.

Jeśli kursując po Warszawie jego samochód spala średnio około 8l na 100 km, to przy obecnej cenie paliwa (średnio 5,1 zł w Warszawie – stan z 4 czerwca 2018) za te 100 przejechanych kilometrów zapłaci 40,8 zł. Z tej sumy 1,2 zł spali klima. Przy przejechaniu 100 km może ta liczba wydaje się śmieszna, ale grosz do grosza...

Brak przepisów
O (nie)klimatyzacji mówiło się już wielokrotnie, zwłaszcza w kontekście autobusów i tramwajów. Komunikacja miejska w Warszawie ma obowiązek włączać klimatyzację jeśli temperatura wewnątrz pojazdów przekracza 25 stopni Celsjusza. W pojazdach, które nie są wyposażone w system chłodzenia, muszą być otwarte okna i szyberdachy.

Inaczej jest już niestety z taksówkami, które poruszają się po stolicy. Tutaj nie ma żadnych przepisów, które odnosiłyby się do obowiązku włączania klimatyzacji przez kierowców, gdy na dworze jest upał. I także tak jak w Uberze można natknąć się na ciekawe kwiatki.

"W tej chwili to jest całkowita loteria. Pamiętam kiedyś zamówiłem samochód z jednej takiej korporacji warszawskiej. W środku lata przyjechało jakieś 15-letnie BMW 5 bez klimatyzacji i z popsutymi tylnymi szybami. To była masakra! – napisał na forum Jacek, kierowca.

Podobnych przepisów nie ma także w przypadku Ubera. Takie przepisy nie istnieją na stronach firmy, ani nie podają ich jej przedstawicie w Polsce, którzy do momentu publikacji tekstu nie odpowiedzieli na przesłane pytania. Spoconym i zirytowanym klientom pozostaje zgłosić to w uwagach po przejeździe. Może pomoże.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WARTO WIEDZIEĆ 0 0Gliński weźmie artystów za twarz, jak w PRL? Prawda może was zaskoczyć
WYBORY 2019 0 0"Wyborcza": opozycja ma szansę odsunąć PiS od władzy. Jest nowy sondaż