Nagrał piosenki na mundial, zachwycił młodych na juwenaliach. Krawczyk opowiedział nam o "drugiej młodości"

Album "Biało-czerwoni przeboje kibica" Krzysztofa Krawczyka miał swoją premierę 8 czerwca.
Album "Biało-czerwoni przeboje kibica" Krzysztofa Krawczyka miał swoją premierę 8 czerwca. Materiały promocyjne
Jego rówieśnicy z Rolling Stones pewnie z niedowierzaniem spojrzeliby po sobie, gdyby dowiedzieli się, ile płyt nagrał Krzysztof Krawczyk. Choć to zupełnie inny muzyczny kierunek, piosenki Krawczyka obsłużyły imprezy równie dużej liczby pokoleń co muzyka brytyjskich legend. Porozmawialiśmy z artystą o jego juwenaliowych spotkaniach z młodzieżą, mundialu i 55-leciu działalności artystycznej.

Nie pamiętam sceny bez niego. Po prostu był na niej, kiedy już się urodziłem. Stały element polskiego muzycznego krajobrazu. Dla mojego pokolenia trochę kiczowaty, przaśny. Trochę jak poczciwina dziadzio, do którego ma się sentyment, bo po prostu jest. Od 55 lat.
Jego piosenki śpiewał mój dziadek, moja mama i jakieś 75 proc. moich znajomych, kiedy Unitra Audio wrzucił na YouTube remix "Chciałem być". Świetna przestrzenna aranżacja nadała piosence zupełnie nowe oblicze. Dekadencki tekst piosenki z nonszalanckim "nie żałuję nic" porwał tłumy młodych ludzi. Co zresztą dało się zauważyć w czasie tegorocznych juwenaliów, gdzie były ich tysiące. W tym autor tego tekstu.
Z okazji premiery płyty "Biało-czerwoni przeboje kibica" i obchodzonym w Opolu jubileuszu 55-lecia działalności artystycznej porozmawialiśmy z Krzysztofem Krawczykiem o jego kolejnej młodości oraz zbliżających się Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w Rosji. Rozmawiamy jeszcze przed koncertem.

Jak czuł się Pan, będąc tak wspaniale przyjętym przez ludzi, dla których w zasadzie mógłby Pan być dziadkiem?

Dawno nie grałem dla tak młodej i licznej publiczności. Przez te wszystkie koncerty przewinęły się tysiące młodych ludzi. I wszyscy śpiewali Krawczyka. Nie wiem, czy to jest wina ich rodziców, którzy katowali was moją muzyką na prywatkach. Może jakaś chęć poszukiwania większej prostoty w muzyce. Nie wiem… Na pewno czas, który młodzież pozwoliła mi przeżyć, okazał się dla mnie wspaniałym.

W tak młodym otoczeniu sam musiał czuć się Pan jak dwudziestoparolatek. Która to już młodość w Pana życiu?

Kiedyś powiedziałem, że chyba miałem już swoje pięć minut, na co usłyszałem - chyba 45 (śmiech). Są na świecie artyści, którzy dzięki swojej ambicji, talentowi, właściwie dobranemu repertuarowi oraz naturalnym hormonom, mimo sędziwego wieku bardzo dobrze się trzymają. Dodatkowo oglądam cały czas swoich aktywnych rówieśników, jak Paul McCartney, czy The Rolling Stones, a nawet ludzi starszych od siebie, jak choćby Tony Bennett, którzy ciągle trzymają klasę na scenie. To jest mobilizujące dla artysty takiego jak ja.
O emeryturze zatem nie ma mowy.


Na razie nie ma o niej mowy. Byłem dobrym znajomym Mieczysława Fogga, legendarnego polskiego piosenkarza. Byłem świadkiem rozmowy wokalisty z jego lekarzem. W jej trakcie Mieciu zaczął narzekać, że jest już po 80-tce i być może to już czas, żeby skończyć karierę. Lekarz odpowiedział mu, że to tylko zaszkodzi jego organizmowi, ponieważ ten przestanie wydzielać endorfiny oraz inne potrzebne człowiekowi hormony. Po tamtej rozmowie Fogg koncertował z powodzeniem jeszcze przez kilka lat.

Skoro czuje się Pan taki młody, to może w końcu spełni Pan marzenie wszystkich tych, którzy jeszcze kilkanaście miesięcy temu łączyli się na Facebooku w akcji "Chcemy Krawczyka na Hip Hop Kempie"?

Ja się generalnie publiczności nie boję, ale też trzeba znać swoje miejsce w szeregu. Nie jestem psychicznie gotów na taki poziom, jak festiwal dla młodych ludzi. Choć z tego co ostatnio widziałem, wydaje mi się, że młodzież nawet lubi takie melodyjne rzeczy.

Myślę, że to też kwestia pewnej nonszalancji i takiego współczesnego yolo (od You Only Live Once) – zgrałem tysiąc talii kart, rozwaliłem kilka bryk, ale tak serio nic się nie stało, życie płynie dalej. No i modnych syntetycznych, przestrzennych aranży. Takich, które odświeżyły "Chciałem być".

Tak, to może być ta droga.
Pytanie przed mundialem – kopał Pan w dzieciństwie piłkę?

Jako dziecko byłem szybki, ale nie miałem zbyt wielu okazji, żeby wykazać się na boisku. Ojciec skutecznie pilnował, żebym siedział przy fortepianie i ćwiczył gamy. Czasem to była męka, kiedy ja nie mogłem wyjść z domu, a koledzy za oknem trzaskali w piłę. W czasie mundialu będę trzymał kciuki za naszych chłopaków. Nawet nagrałem jakieś piosenki (śmiech). Szczególnie za Lewandowskiego. Jestem pełen podziwu dla niego za te 5 bramek strzelone w niecałe 10 minut. Dlatego śpiewam dla niego piosenkę w Opolu.

A czy ta piosenka dotarła już wcześniej do Roberta Lewandowskiego? Dostał Pan jakiś cynk?

Nie miałem okazji rozmawiać z Robertem. No ale cóż on może poradzić. No bo chyba nie zabroni mi o sobie śpiewać (śmiech).
Ma pan jakiś ulubiony utwór z nowej płyty?

Ten dla Kuby Błaszczykowskiego. Ze względu na jego specyficzną kompozycję. I zaskakującego "Turbogrosika". Tak jak Kamil, który na boisku nie raz zaskakiwał swoją szybkością i umiejętnościami. Obawiam się tylko, że ekipa medyczna polskich piłkarzy to żadni mistrzowie. Martwię się o Glika.

A jak Pan ocenia szanse chłopaków na turnieju w Rosji?

Wyjście z grupy na pewno ich zmobilizuje. Nie jestem pewien, czy panowie piłkarze wytrzymają presję, ale jesteśmy za nimi całym sercem.
Obchodzi Pan w Opolu 55-lecie działalności artystycznej. Szykuje się duża feta?

Nie, tym razem będzie bardzo skromnie. Po wręczeniu statuetki przez TVP zaśpiewam na koniec jedną piosenkę. To już któryś z moich scenicznych jubileuszy. Trochę z przestrachem patrzę na te upływające lata. Na szczęście mam w domu mojego anioła – moją żonę, Ewę. Opiekuje się mną i pomaga mi na co dzień. Mam nieco ograniczoną sprawność przez chorobę biodra. Najważniejsze, że nie poddaje się i codziennie dbam o swoją kondycję. Zagranie tej juwenaliowej trasy było dla mnie nie lada wysiłkiem.

Te juwenalia jakoś odbiły się na Pańskim zdrowiu?

Choć nie było czasu na odpoczynek, nie czuję się zmęczony. Juwenalia nie odbiły się na moim zdrowiu. Jestem we wspaniałej kondycji psychicznej. Fizycznie również czuje się dobrze. Mój kolega mówi mi, że codziennie powinienem zasuwać na klęczkach do Częstochowy.

A jakie komentarze studentów na swój słyszał pan przed, w trakcie i po koncertach w juwenalia?

W internecie było pełno pochlebnych komentarzy. Na koncertach kilka razy zaśpiewano mi piękne sto lat. Wspaniała atmosfera. Transparenty. Niektóre z trudnymi pytaniami - "Krzysiu, jak żyć?". Odpowiadam: a tak żyć jak ja!

Jak juwenaliowa frekwencja ma się do Pańskich koncertów z przeszłości?

Ja w przeszłości grałem koncerty nawet przed 20 tys. ludzi. Tak liczebna publiczność nie jest dla mnie niczym nowym. Wyprzedawałem koncerty w Sali Kongresowej, gdzie z wyjątkiem poniedziałków graliśmy przez dwa tygodnie. Zresztą niezależnie od tego ilu jest ludzi, zawsze gram tak samo. Nie odpuszczam. No może czasem przysiadując na moment na stołku z uwagi na chore biodro.
Czy w kontrze do słów "Chciałem być" żałuje Pan czegoś z tych 55 lat działalności na scenie?

Są wzloty i są upadki. Dobre momenty i klęski. Ale ja nie wspominam. Wszystkim ludziom z show-biznesu radzę w ogóle o porażkach nie pamiętać. Jasne, warto wyciągnąć z czegoś wnioski, jeśli jest to budujące. Ale w innych przypadkach lepiej w ogóle nie rozpamiętywać. To jest dołujące. Nie bez potrzeby mówi się o pozytywnym myśleniu. O uśmiechu, byciu dobrym. A śpiewanie dla ludzi jest czymś dobrym.

Czego życzyć Krzysztofowi Krawczykowi na 55 lat działalności artystycznej?

Na pewno zdrowia. Choć szczerze to nie mam co narzekać, bo w moim wieku brak bólu w plecach to już raczej brak życia.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...