Piłkarska historia Kamila Glika to opowieść o pasji i determinacji.
Piłkarska historia Kamila Glika to opowieść o pasji i determinacji. Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Piętnaście lat. Tyle trwała podróż Kamila Glika z biednego, śląskiego osiedla na mundial w Rosji. Od świadka awantur z udziałem pijanego ojca po filar obrony AS Monaco i reprezentacji Polski. W najnowszym wydaniu "Newsweeka" poznajemy historię utalentowanego kadrowicza.

REKLAMA
– Bogactwa, że tak powiem, to tam nie było i nie ma, za to charakter się sam wypracował – powiedział "Newsweekowi" Kamil Glik, obrońca polskiej reprezentacji. W najnowszym wydaniu tygodnika przeczytamy historię pasji i determinacji, które pomogły młodemu Glikowi wyrwać się z biednego, śląskiego osiedla Przyjaźń w Jastrzębiu Zdrój. Dziś nikt nie wątpi w to, że Kamil to prawdziwy walczak i filar polskiej defensywy.
logo
Kamil Glik na okładce najnowszego wydania "Newsweeka". Materiały prasowe
Kiedy 12 czerwca przerwano konferencję Andrzeja Dudy w sprawie referendum konstytucyjnego, by nadać komunikat o stanie barku Glika, wszyscy kibice zamarli. No bo jak by to było, gdybyśmy pojechali na mundial bez Kamila? Całe szczęście, że nie będziemy musieli szukać odpowiedzi na to pytanie. Od kilku dni możemy oglądać jastrzębianina na treningach kadry, gdzie wraca do pełnej sprawności.
"Bala" zaczął "ciepać" w połowie lat 90. w drużynie prowadzonej przez Władysława Śmigielskiego. Śmigielski był lokalnym aktywistą z osiedla Przyjaźń. Tym dobrym, który chce odciągnąć dzieciaki od patologii szarych bloków. Kogo mógł zaganiał na boisko, prowadził amatorską drużynę. Jednym z graczy był niziutki blondyn - Kamil Glik.
Kiedy Glik skończył 12 lat, do nowej Wodzisławskiej Szkółki Piłkarskiej ściągnął go Jacek Pontus. Wówczas przedsiębiorca, kiedyś piłkarz Górnika Zabrze. – Nie wybijał się, ale już wtedy miał charakter – opowiada Michał Zichlarz, dziennikarz sportowy, który jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na Glika. – W piłce takim jak on, z trudnych miejsc, jest ciężko, czasami bardzo. Wielu na jego miejscu mogłoby sobie nie dać rady – dodaje.
Jeszcze zanim trafił do Realu Madryt C, dał się poznać Śląskiemu Związkowi Piłki Nożnej jako twardy, bezpardonowy zawodnik. Również poza boiskiem. W wieku 16 lat miał zeznawać w sprawie niesportowego zachowania swojej drużyny w trakcie meczu z Sośnicą Gliwice. – "Po zwróceniu mu uwagi odezwał się do jednego z nich cyt. 'zamknij się', a wychodząc, powiedział cyt. 'to jest paranoja, co wy tutaj robicie'”– napisano w protokole wydziału dyscypliny. W zamian Glik, który zeznawał w sprawie jako świadek dostaje roczny zakaz gry. To wydarzenie bez precedensu w polskim futbolu.
Po powrocie z Hiszpanii do kraju Glik zaczyna grę w Piaście Gliwice. W tym samym czasie umiera jego ojciec, Jacek. – Ojciec dużo pił, kłócił się z mamą. Mama dzwoniła po policję, mówiła, że tata jest agresywny i pijany. Przyjeżdżali, kończyło się na upomnieniach. Następnego dnia, jakby nigdy nic, wychodziliśmy z ojcem na boisko i graliśmy w piłkę – opowiadał Glik przed dwoma laty.
Droga Kamila Glika nie była usłana różami. Pozwoliła jednak zawodnikowi wykształcić niezwykle twardy charakter. Bez tego trudno byłoby sobie dzisiaj wyobrazić pewnego i silnego Glika w roli obrońcy AS Monaco i reprezentacji Polski.
Cały artykuł znajduje się w najnowszym wydaniu tygodnika "Newsweek" i na platformie Newsweek Plus.