Patryk Jaki nie chciałby widzieć nagrań swoich wystąpień sprzed miesięcy. Tak bronił swojej ustawy o IPN, którą PiS zmieniło pod naciskiem Izraela i USA.
Patryk Jaki nie chciałby widzieć nagrań swoich wystąpień sprzed miesięcy. Tak bronił swojej ustawy o IPN, którą PiS zmieniło pod naciskiem Izraela i USA. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Po środowych błyskawicznych zmianach w znowelizowanej niedawno ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej, niektórzy politycy Zjednoczonej Prawicy powinni połknąć własny język. Ustawa autorstwa Patryka Jakiego tylko zdewastowała stosunki Polski z Izraelem i USA, a ostatecznie nawet zdaniem rządu okazała się bublem. Teraz słowa, które padły podczas wielomiesięcznej obrony nowelizacji, tylko Jakiego ośmieszają.

REKLAMA
Nieszczęśliwie dla wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, przygotowana przez niego nowelizacja ustawy o IPN nie była takim sukcesem, jak było to przedstawianie. A było to robione z rozmachem. Przez kilka tygodni Jaki wszystkimi możliwymi sposobami próbował udowodnić, że przyjęte rozwiązania – pomimo sprzeciwów Izraela, USA czy środowisk naukowych – jest najlepszym z możliwych rozwiązań. Jak nietrudno się domyślić, niektórzy internauci nie omieszkali przypomnieć wiceministrowi, jak walecznie bronił swoich racji.
– Te wszystkie zarzuty są wyssane z palca – tak o krytycznych głosach zza granicy i ław opozycji mówił Patryk Jaki w jednym z programów pod koniec stycznia tego roku. Jak widać po środowych decyzjach i głosowaniach, większość rządząca uznała te "zarzuty wyssane z palca" za zasadne. Jednak Patryk Jaki nie stracił animuszu i przytomnie podzielił winę za zdemolowanie stosunków z zagranicznymi partnerami z... Donaldem Tuskiem i PO.