"Robię wszystko, by nie jeździć tą drogą". Na tej trasie kierowcy zamieniają się w bezmózgów z jednego prostego powodu

Nadmierna prędkość, wyprzedzanie "na trzeciego", jazda pod prąd? To częste sytuacje na krajowej "siódemce".
Nadmierna prędkość, wyprzedzanie "na trzeciego", jazda pod prąd? To częste sytuacje na krajowej "siódemce". Zrzut ekranu z Yotube.com / KWP Olsztyn
– Jeśli mogę, to omijam tą trasę szerokim łukiem, bo jeżdżą tu sami wariaci. Nigdzie indziej nie mam tylu stresów – mówi 29-letni Marek. Mowa o drodze krajowej numer 7, która na odcinku od Płońska do Gdańska jest po prostu skrajnie niebezpieczna. Tylko w ciągu ostatniego roku na "siódemce" w samym woj. warmińsko-mazurskim doszło do 45 wypadków, w których zginęło 5 osób. Kilka dni temu ratownicy musieli amputować nogę jednemu z poszkodowanych jeszcze zanim przetransportowano go do szpitala. Nie ma się co dziwić, bo czego tu nie było? Wyprzedzanie na trzeciego – norma, na czwartego – bywa i tak, jazda pod prąd – to też się zdarza, przekraczanie prędkości – na porządku dziennym.

Kto jest wierzący, a jedzie "siódemką" z Warszawy w kierunku Gdańska, może się przeżegnać, bo wkracza na naprawdę niepewny grunt. Droga krajowa nr 7, która momentami zamienia się w ekspresową S7, nie należy do najbezpieczniejszych tras w Polsce. To, co się tutaj wyprawia, można opisać w książce o zwariowanych kierowcach.

– Kiedyś jechałem tutaj "blablacarem" z przedstawicielem handlowym – opowiada Karol, student. – Ja rozumiem, że wyprzedza się inne pojazdy. Czasami może zdarzyć się sytuacja "na trzeciego", ale kurde, żeby wyprzedzać wyprzedzający samochód?! Przecież to wypadek gotowy, śmierć na miejscu, a on wyprzedzał tak chyba ze trzy razy! – mówi Karol.

Podobne wrażenia z jazdy ma Witek, 34-letni kierowca w firmie transportowej. – Nie wiem od czego zacząć, bo aż tyle tego jest. Jeżdżę tędy praktycznie cztery razy w tygodniu i nigdy nie było tak, żebym nie bał się o swoje życie, widząc jak jeżdżą inni kierowcy. Pal licho prędkość, ale wyprzedzać na tak wąskiej drodze i to na trzeciego? – pyta Witek.


Wąsko, ciasno i wypadkowo
Faktycznie, DK 7 od mazowieckiego przez warmińsko-mazurskie to głównie jednopasmówka, gdzie momentami jest szersze pobocze. I o to pobocze się rozchodzi, bo wtedy niejako kierowcy robią sobie tam jeden dodatkowy pas po środku – na wyprzedzanie. I wiecie co wtedy się dzieje? Gna taki jeden za drugim, trąbi, mruga światłami, żeby mu zjechać. Nie zjeżdżasz? Nic z tego, i tak ciebie wyprzedza i wtedy decyzja należy do ciebie: albo usuniesz się trochę na bok, albo wszyscy w trójkę (łącznie z autem z naprzeciwka) będziecie mieli wypadek.

Dodatkowo od kilkunastu lat prowadzone są na niej prace, które powoli zmieniają ją w drogę ekspresową S7. Tak jest od Napierek do Elbląga. Ale to nie znaczy, że i tam nie ma wypadków. Są i to sporo.
Ostatni z nich wydarzył się w czwartek. Pod Waplewem zderzyły się m.in. dwa tiry i dwa busy. Jedna osoba zginęła na miejscu, druga miała na miejscu amputowaną nogę. Trzy kolejne trafiły do szpitala karetkami. Przyczyna wypadku? Tego jeszcze nie wiadomo.
Ale w większości winna jest nadmierna prędkość. Tak jak dwa tygodnie wcześniej na S7 na wysokości Miłomłyna. Osobówka, chwilę po przelotnym deszczu, pod wpływem nadmiernej prędkości wpadła w poślizg i uderzyła w bariery energochłonne. Jedna z osób podróżująca samochodem została ciężko ranna.

A ludzie lubią sobie na tej trasie depnąć. Miał też tak zrobić Krzysztof Hołowczyc, którego policja zatrzymała pod Mławą. Drogówka chciała go ukarać za przekroczenie prędkości o 114 km/godz., ale rajdowiec nie przyjął mandatu twierdząc, że jechał dużo wolniej. Sprawa się przedawniła, ale niesmak po niej pozostał.

Statystyki nie kłamią
Tragicznie skończyła się natomiast jazda pięciu osób z powiatu przasnyskiego, których samochód zderzył się z busem pod Nidzicą w marcu tego roku. Jechali na pogrzeb, ale cztery z nich nie dojechały. Zginęły na miejscu...
Ale nie tylko nadmierna prędkość jest bolączką "siódemki". Zdarza się, że kierowcy lubią iść na skróty i jeżdżą tutaj pod prąd! Tak było pod koniec czerwca w okolicach Kazimierzowa pod Elblągiem. 58-latka jechała tam swoim fordem niemal pod prąd. Gdy zatrzymała ją policja policja, tłumaczyła, że "to inni kierowcy powinni jej zjeżdżać z drogi, bo tego wymaga kultura jazdy".
Podobna sytuacja wydarzyła się pod Ostródą. Kierowcy samochodów ciężarowych nie chcieli czekać w korku, który powstał po wypadku. Wrzucili wsteczny i zaczęli jechać pod prąd. Całość nagrał internauta. Na filmie widać, jak kierowcy jadą pod prąd na światłach awaryjnych.
A wyniki takich bezmyślnych zachowań na drodze są przewidywalne – wypadek. Tak jak na jesieni 2017 roku pod Napierkami. Osobówka jechała pod prąd i zderzyła się z innym pojazdem.
Statystyki są bezlitosne. Jak ustaliło naTemat, na samej S7 od 2015 roku w 125 wypadkach zginęło 19 osób, a 193 zostały ranne. Doszło tutaj też do 1554 kolizji. Tylko w ciągu ostatniego roku było tu 45 wypadków, w których zginęło 5 osób.

Nie można nic zrobić
W ograniczeniu ilości wypadków miał pomóc system odcinkowych pomiarów prędkości. Aż trzy z nich stanęły między Płońskiem a Glinojeckiem. Niestety zdaniem kierowców nie tędy droga.

– Nie wiem co tak naprawdę musiałoby się zmienić, chyba mentalność kierowców, bo takie odcinkowe pomiary prędkości nie zdają egzaminów – stwierdza 32-letni Krzysztof, mieszkający na co dzień w Gdańsku. – Taką kontrolę trzeba by wprowadzić na całej trasie, może to coś by zmieniło – dodaje.

Podobnego zdania jest Dawid, 50-letni sprzedawca z Olsztyna. Według niego kierowcy już w szkołach nauki jazdy nie są uczeni jazdy na takich trasach. – A potem nie ma co się dziwić, że wyprzedzają "na trzeciego" albo nie zdejmują nogi z gazu jak wjeżdżają w teren zabudowany. Przecież tego wszystkiego można ich nauczyć – przyznaje mężczyzna.

A takie plany już są. Niedawno pojawił się pomysł Stowarzyszenia Właścicieli Ośrodków Szkolenia Kierowców "AUTOS" w Łodzi, którzy chcą zlikwidowania egzaminu "na placu" przez co kursanci mogliby więcej pojeździć po drogach ekspresowych. Stowarzyszenie stworzyło petycję i zbiera podpisy. Dokument ma potem trafić do Ministerstwa Infrastruktury.

Rzeczywistość jednak jest dużo bardziej brutalna, a wyobraźnia ludzi momentami ograniczona. Bo jak inaczej opisać sytuację, gdy naprzeciwko siebie jadą dwa tiry, a pomiędzy nich wpada samochód, licząc, że zjadą na pobocze. Przecież z boku jest jeszcze tyle miejsca...
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. [/b] "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Roman GiertychRoman Giertych

Oj, ciężko doradzić coś dobrego. Oj, ciężko. Ale trudno coś wymyślimy. A gdyby tak powiedzieć, że z Trumpem bawiliście się, kto pierwszy podpisze? Pan mu powiedział, że jest Pan mistrzem szybkiego podpisu, a on nie chciał dać wiary.