
– Jeśli mogę, to omijam tą trasę szerokim łukiem, bo jeżdżą tu sami wariaci. Nigdzie indziej nie mam tylu stresów – mówi 29-letni Marek. Mowa o drodze krajowej numer 7, która na odcinku od Płońska do Gdańska jest po prostu skrajnie niebezpieczna. Tylko w ciągu ostatniego roku na "siódemce" w samym woj. warmińsko-mazurskim doszło do 45 wypadków, w których zginęło 5 osób. Kilka dni temu ratownicy musieli amputować nogę jednemu z poszkodowanych jeszcze zanim przetransportowano go do szpitala. Nie ma się co dziwić, bo czego tu nie było? Wyprzedzanie na trzeciego – norma, na czwartego – bywa i tak, jazda pod prąd – to też się zdarza, przekraczanie prędkości – na porządku dziennym.
Faktycznie, DK 7 od mazowieckiego przez warmińsko-mazurskie to głównie jednopasmówka, gdzie momentami jest szersze pobocze. I o to pobocze się rozchodzi, bo wtedy niejako kierowcy robią sobie tam jeden dodatkowy pas po środku – na wyprzedzanie. I wiecie co wtedy się dzieje? Gna taki jeden za drugim, trąbi, mruga światłami, żeby mu zjechać. Nie zjeżdżasz? Nic z tego, i tak ciebie wyprzedza i wtedy decyzja należy do ciebie: albo usuniesz się trochę na bok, albo wszyscy w trójkę (łącznie z autem z naprzeciwka) będziecie mieli wypadek.
Tragicznie skończyła się natomiast jazda pięciu osób z powiatu przasnyskiego, których samochód zderzył się z busem pod Nidzicą w marcu tego roku. Jechali na pogrzeb, ale cztery z nich nie dojechały. Zginęły na miejscu...
W ograniczeniu ilości wypadków miał pomóc system odcinkowych pomiarów prędkości. Aż trzy z nich stanęły między Płońskiem a Glinojeckiem. Niestety zdaniem kierowców nie tędy droga.
