Widzieli sceny jak z horroru "Obecność". Jeżdżą po Polsce i tropią nawiedzone domy

"Chcemy odwiedzać miejsca owiane tajemnicą i badać, czy to co o nich mówią jest prawdą, czy można wszystko między bajki włożyć" - mówią o sobie członkowie grupy Mystery Hunters.
"Chcemy odwiedzać miejsca owiane tajemnicą i badać, czy to co o nich mówią jest prawdą, czy można wszystko między bajki włożyć" - mówią o sobie członkowie grupy Mystery Hunters. Fot. Screen z Facebooka / Mystery Hunters
– Na Podlasiu mieliśmy do czynienia z typowymi zjawiskami, które możemy zaobserwować włączając sobie "Obecność 2", czyli np.: potrójne stuknięcia wskazujące na obecność demoniczną, dziwne nagrania na dyktafonie. Udało nam się uchwycić odgłos płaczącego dziecka, czy pytanie kobiety: "co?" – opowiada nam Piotr, który jest członkiem amatorskiej grupy Mystery Hunters, która zajmuje się badaniem zjawisk paranormalnych.

Piotrek, Michał i Radek – połączyła ich pasja do zjawisk paranormalnych. Postanowili zająć się tym po pracy, ale bardziej fachowo. Kupili sprzęt i ruszyli w Polskę. Jako Mystery Hunters odwiedzają miejsca owiane legendą, w których podobno straszy. Oni sprawdzają, dokumentują i publikują na YouTube efekty swojej pracy.

Wierzycie w duchy i istnienie innego – poza naszym – świata?


Wierzymy. Gdybyśmy nie wierzyli, to nie zajmowalibyśmy się badaniem zjawisk paranormalnych. Pewne wydarzenia sprawiły, że ta wiara jest jeszcze silniejsza.

To znaczy?

W 2014 roku realizowaliśmy projekt związany z pewnym domem na Podlasiu. Tam działy się dziwne rzeczy, które do dziś nas niepokoją, frapują. Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie ich wytłumaczyć.

Co więc zastaliście w domu na Podlasiu?

Mieliśmy tam do czynienia z typowymi zjawiskami, które możemy zaobserwować włączając sobie "Obecność 2", czyli np.: potrójne stuknięcia wskazujące na aktywność demoniczną, dziwne nagrania na EVP. Udało nam się uchwycić odgłos płaczącego dziecka, czy pytanie kobiety: "co?". Detektor pola elektromagnetycznego również rejestrował wahania. Zaniepokoiło nas także zdjęcie, które otrzymaliśmy od obecnego właściciela domu. Przedstawia ono byłego właściciela, który stoi obok czarnej poświaty. Ta formuje się w postać. Mężczyzna zapewniał, że fotografia nie została poddana żadnym przeróbkom, zresztą w tamtych czasach byłoby to trudne.

Zapoznaliście się z historią tego domu?

Tak. Na początku rozmawialiśmy z właścicielem, a później z sąsiadką, która kiedyś często bywała w tym domu. Dowiedzieliśmy się np., że ówczesny właściciel tego budynku po śmierci przechowywany był w trumnie w jednym z pomieszczeń. I w pokoju, w którym postawiono trumnę, realizowaliśmy swoje badania. Ta kobieta opowiadała nam np., że obecny właściciel wracał do budynku i za każdym razem zastawał w nim otwarte okno, a zarzekał się, że je zamykał. Jest też historia o rzekomo wysypujących się ziarnach, które nazajutrz zapełniały worek.


Na nagraniach często pytacie: "jesteś z nami?" albo stwierdzacie "mamy dobre zamiary". Czy kiedyś ktoś wam odpowiedział?

Właśnie takim najsilniejszym znakiem, który został nam przekazany na dyktafon, był ten dźwięk w domu na Podlasiu. Mówię o płaczu dziecka i odgłosie kobiety.

Czy któryś z was na własnej skórze doświadczył obecności ducha?

Nie chciałbym się powtarzać z tym domem na Podlasiu. Ale właśnie tam doświadczyłem czegoś takiego. Problem miał też Michał, który mówił, że w pewnym momencie czuł się nieswojo, powtarzał, że spadała mu energia, witalność życiowa. Wszystko ustąpiło po mszy egzorcystycznej.
Kiedy pisałam tekst o nawiedzonym domu na Śląsku, gdzie właściciel chciał zarabiać, od jednego z panów badających zjawiska paranormalne, usłyszałam, że lepiej nie odwiedzać takich miejsc, bo później po kilku latach może się okazać, że "coś z tego domu razem z nami wyszło". Nie obawiacie się?

Każdy z nas odwiedzając takie miejsce, powinien liczyć się z ryzykiem, że coś się może wydarzyć, że ktoś może za nami pójść. To indywidualna decyzja. Niekoniecznie to się musi wydarzyć. Wszystko zależy od naszej psychiki. Posługujemy się pewnymi technikami, które dają nam ochronę.

To znaczy?

Trzymam się zasady, żeby mieć świadomość, że coś może się stać, ale nie dopuszczać tego do siebie, czyli nie dajemy psychicznego przystępu do siebie.

Upewnię się, że dobrze rozumiem. Czyli jak jesteście państwo w rzekomo nawiedzonym domu i faktycznie słyszycie dziwne odgłosy, to nie dopuszczacie do siebie myśli, że dzieją się jakieś nadzwyczajne rzeczy?

Odwrotnie: dopuszczamy do siebie myśl, że coś się dzieje, ale nie dajemy temu czemuś psychicznego dostępu do siebie. Jeżeli np. mówimy o demonie, który będzie chciał nami zawładnąć, to musimy powiedzieć sobie stanowczo, że tworzymy sobie wewnętrzną ochronę i nie dajemy tej sile dostępu do siebie.

Jakich narzędzi używacie?

Dyktafon, a poza tym kamery full spectrum i nightshot, które działają w nocy. Do nich potrzebne są także lampy IR, które emitują światło niewidoczne dla ludzkiego oka. A więc ten system sprawia, że jeśli jest ciemno, to te kamery w zestawieniu z lampami, widzą za nas wszystko, co ma miejsce w tym pomieszczeniu. Do tego dochodzi detektor pola elektromagnetycznego. Mówi się, że byty kumulują, zbierają energię i oddziałują na tego typu urządzenia. Dysponujemy również lampą UV, która pokazuje nietypowe ślady, które również niedostrzegalne są dla ludzkiego oka. A poza tym, mamy siatki laserowe, które emitują silne wiązki promieni, które rzucone na jakąś płaszczyznę pozwalają dostrzec cień postaci.

Skąd wy, amatorzy, czerpiecie widzę na temat badania zjawisk paranormalnych?

Od początku źródłem naszej wiedzy teoretycznej były książki, nie tylko "Demonolodzy", ale i "Księga duchów". Wiedzę praktyczną czerpiemy głównie z zagranicy, a także z filmów, które pokazują najnowszy sprzęt do badania zjawisk paranormalnych. Zasięgamy też rad, czerpiemy inspiracje. Nie ograniczamy się nigdy do jednego źródła.

Zdarza się, że wasze filmy kończą się sformułowaniem, że "nie jesteście w stanie jednoznacznie powiedzieć, czy w konkretnym miejscu, które właśnie opuszczacie, straszy".

To jest takie odsunięcie się trochę od radykalizmu, zostawienie sobie i widzom furtki. To że wchodzimy do jakiegoś obiektu, nie oznacza, że musi się w nim coś dziać. Chcemy obalać pewne legendy. Jeżeli w danym obiekcie nic się nie dzieje, to również w taki sposób to przedstawiamy na naszych materiałach.

Skąd w ogóle pomysł, by badać zjawiska paranormalne?

To wynik pasji i chęci odkrycia czegoś więcej. To zrodziło się już w dzieciństwie. Na przykład z oglądania różnych filmów, które nas fascynowały. To były początki, które pociągnęły nas do poszukania niszy na YouTube. I z taką treścią byliśmy pierwsi w Polsce.


Wchodzicie nocą do rzekomo nawiedzonych miejsc, bo jesteście odważni czy chcecie klików, sławy i macie parcie na szkło?

Tej odwagi nigdy za wiele. Jeżeli ktoś twierdzi, że wchodzi do tych obiektów, bo jest odważny, to – moim zdaniem – wyolbrzymia. My nie ukrywamy, że strach, niepokój w pewnych momentach się pojawia. Czy mamy parcie na szkło? Samo pojawianie się na YouTube jest swego rodzaju koniecznością, by dotrzeć do szerszej publiczności.

Już zarabiacie na YouTube?

Zarabiany, mamy coraz więcej wyświetleń, ale nie są to oczywiście sumy, które zawracają nam w głowie. Na razie to niewielkie kwoty, ale zawsze wystarczą na dodatkowy sprzęt, by jeszcze ulepszać naszą działalność.

Na razie to hobby się nie zwraca?

Nie zwraca, ale mamy nadzieję, że dojdziemy do momentu, kiedy to nastąpi. Na razie stawiamy na pasję i inwestujemy w nasze działania.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...