Kim była Jean Marie Gill, transseksualna bizneswoman, która wodziła za nos wymiar sprawiedliwości?
Kim była Jean Marie Gill, transseksualna bizneswoman, która wodziła za nos wymiar sprawiedliwości? Fot. screen z youtube The Late Show with Stephen Colbert oraz twitter.com

Wiadomość o tym, że Scarlett Johansson wcieli się w postać transseksualnej bizneswoman igrającej z prawem zelektryzowała wielu i wywołała dyskusję. Kim jest postać, która ponad 40 lat temu spędzała sen z powiek przedstawicielom amerykańskich organów ścigania?

REKLAMA
Informacja o najnowszej produkcji z udziałem Scarlett Johansson wywołała w sieci sporo emocji. Aktorka w filmie ”Rug & Tug” zagra Jean Marie Gill, transseksualną kobietę, która w latach 70. trzęsła światkiem przestępczym Pittsburgha. Część fanów odpowiedziała krytyką na taki wybór aktorki.
Według nich w postać powinna wcielić się osoba cisseksualna (czyli taka, której płeć biologiczna pokrywa się z osobistymi doświadczeniami związanymi z płcią). Zapytana o całe zamieszanie aktorka odpowiedziała krótko: ”Powiedz im, żeby zgłosili się do Jeffreya Tambora, Jareda Leto i Felicity Huffman po komentarz w tej sprawie".
Wszyscy troje mają w swoim dorobku role transseksualistów, będąc jednocześnie osobami cisseksualnymi. Abstrahując jednak od kontrowersji, jakie nowy film wywołuje: kim jest charyzmatyczna Jean Marie Gill? Rupert Sanders, reżyser ”Rug & Tug” miał nosa - ta historia aż się prosi o ekranizację.
Gill zatrzęsła nie tylko pittsburskim półświatkiem, ale też wciągnęła wymiar sprawiedliwości do gry w kotka i myszkę, z tym oczywistym założeniem, że to ona zawsze odgrywała rolę zwinnej myszki. Gazety pisały o niej "kobieta, która wolała uchodzić za mężczyznę", bo wyglądała i nosiła się jak mężczyzna.
Była niska i przysadzista, miała szorstki, niski głos, całości dopełniały męskie stroje. Gill twierdziła, ze jest mężczyzną i życzyła sobie, by tak się do niej zwracać. Tylko na moment wróciła do imienia Lois - w latach 50., gdy pracowała jako kowal, ale nawet wtedy nie zrezygnowała z męskiego wizerunku i charakterystycznego sposobu bycia.
Mówiło się o niej, że jest gburowata, ale inteligentna. Mieszanka błyskotliwości i sprytu sprawiły, że Gill zapisała się w pamięci wielu osób, a może nawet znacząco przyspieszyła proces siwienia niektórych przedstawicieli wymiaru ścigania. W latach 70. otworzyła pierwsze salony masażu.
Potrzebowała pieniędzy na leczenie chorej matki, a dotychczasowe interesy (prowadziła m.in. sklep z meblami) nie były dochodowe. Biznes z salonami szybko zamienił się w sieć (najbardziej znane salony to: Spartakus, Japońska Świątynia Medytacji i Taurean), a ona w bizneswoman.
Władze stanowe nie miały wątpliwości co do tego, że pod przykrywką uroczych salonów kryją się najzwyklejsze domy publiczne, jednak latami nie byli w stanie jej tego udowodnić.
"Śmiała się rzeczywistości w twarz, a władze tego nie lubią. Była świetną bizneswoman, ale nie wiodła życia typowego dla nich"- wspominał po latach Carl Max Janavitz, prawnik, który czasem reprezentował Jean Marie Gill. Była bezczelna i odważna. Podczas nalotu na Spartakusa w 1978 roku rzuciła tortem urodzinowym w jednego z policjantów.
Wyścig z prawem trwał, nigdy nie udało się udowodnić, że prowadziła domy publiczne. Nawet gdy aresztowano ją w 1984 roku, powodem były... przestępstwa podatkowe, za które została skazana na 13 lat więzienia. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie udało jej się uniknąć pełnego wymiaru kary.
Po 3 latach została wypuszczona w zamian za to, że zgodziła się zamknąć 3 salony masażu. "Była anomalią w swoich czasach" – powiedział po latach Barry Paris, krytyk filmowy Post-Gazette i kuzyn Gill, zwracając uwagę na fakt, że transseksualne środowisko było wówczas jeszcze ukryte w podziemiu.
Nie powstrzymało jej to jednak przed tym, żeby zrealizować marzenie o rodzinie, dlatego poślubiła na Hawajach kobietę, z którą potem mieszkała w Pittsburghu. Jean Marie Gill otrzymała od The Pittsburgh Press tytuły "Wątpliwego mężczyzny roku" i "Wątpliwej kobiety roku" z argumentacją, że "uosabia spryt biznesowy, seksualne dezorientację i oko do mody, jak nikt inny od czasów Michaela Jacksona".