"Jest aż 10 typów nekrofilii". Doktor prawa prowadzi mocne wykłady przy piwie

Nekrofilia to bardzo mocne tabu.
Nekrofilia to bardzo mocne tabu. Prawo autorskie: bialasiewicz / 123RF Zdjęcie Seryjne
Jego salą wykładową stała się warszawska klubokawiarnia. Dr Andrzej Gawliński z Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego przy piwie i przekąskach porusza tematy, których raczej nie przegadacie na rodzinnym obiedzie. W rozmowie z naTemat dr Gawliński mówi m.in. o tym, czym różni się nekrofil romantyczny od nekrofila ekskluzywnego.

Mroczna strona ludzkiej psychiki bywa pociągająca - świadczą o tym sukcesy rozmaitych horrorów, thrillerów i innych krwistych historii, które przyciągają do kin tysiące widzów. Od niedawna ściągają ich również do jednej z warszawskich miejscówek. Bez rozklekotanych krzeseł i wiejącego nudą klimatu sal wykładowych można posłuchać rzeczowych wykładów na przyprawiające o ciarki tematy.

O nekrofilii, samobójstwach i wykładach w "Worku Kości" porozmawialiśmy z dr Andrzejem Gawlińskim z Polskiego Towarzystwa Kryminologicznego i Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.
Czym różnią się nekrofile ekskluzywni od nekrofilów romantycznych? Z czego wynika ich podział?

Nekrofilia to prawdopodobnie jedno z najrzadziej występujących zaburzeń preferencji seksualnych. Mówię prawdopodobnie, bo tak naprawdę nie znamy nawet skali tego zaburzenia. Pojedyncze przypadki są co jakiś czas notowane w praktyce kryminalistycznej, seksuologicznej czy psychiatrycznej. I na podstawie ogólnoświatowych badań powstała dość obszerna klasyfikacja, bo obejmująca aż 10 typów nekrofilów, w której są wspomniani przez Pana nekrofile romantyczni i ekskluzywni. Jej autorem jest profesor medycyny sądowej z Indii.


Mówiąc najprościej - podział ten wynika m.in. z różnic w podejmowanych czynnościach ze zwłokami. Nekrofile romantyczni zostawiają w domu ciało zmarłego, z którym są blisko związani emocjonalnie. Nie mogą się pogodzić z jego śmiercią i rozstać. Pielęgnują, dbają o ciało, starają się zatrzymać rozkład gnilny, czasem prowizorycznie mumifikują zwłoki. W tym typie nekrofilii nie ma tak naprawdę tła stricte seksualnego, lecz właśnie głównie emocjonalne. Nekrofile ekskluzywni są to ludzie, którzy fizjologicznie i psychicznie nie są zdolni do uprawiania seksu z osobą żywą. Aby osiągnąć orgazm i satysfakcję seksualną, potrzebują zwłok.

Co w Polsce grozi za popełnienie nekrofilii?

W Kodeksie karnym nie ma przepisu, który penalizowałby wprost nekrofilię. Problemem jest różnorodność tego typu czynów, co potwierdza wspomniana przeze mnie klasyfikacja. W rozdziale "Przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu" mamy art. 262, czyli znieważenie zwłok, prochów ludzkich i miejsca spoczynku. Czyny te zagrożone są sankcją grzywny, karą ograniczenia wolności lub karą pozbawienia wolności do lat dwóch. Nie do końca jednak zapis ten można odnieść do nekrofilii.

Nekrosadyzm, skrajna postać sadyzmu polegająca na odbyciu stosunku seksualnego z osobą umierającą bądź pozbawieniu ofiary życia w trakcie lub po odbyciu z nią stosunku, może stanowić zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem (art. 197§4 k.k.) bądź zabójstwo w związku ze zgwałceniem (art. 148§4 k.k.).

Jest jeszcze np. czyste zabójstwo nekrofilne, czyli zabójstwo w celu pozyskania zwłok. Wiele zależy od tego, jakiego rodzaju czynności ze zwłokami podejmie się sprawca, jaka będzie jego motywacja i okoliczności samego zdarzenia. Zdania wśród prawników są w tym temacie podzielone i niektórzy nawet mówią, że nekrofilia w Polsce w ogóle nie jest penalizowana.
Samobójstwa, wspomniana nekrofilia, "sprzątanie" zwłok - to naprawdę ciężkie klimaty. Skąd u Pana zainteresowanie takimi kwestiami?

Ciężkie klimaty? Szczerze mówiąc nigdy o tym tak nie myślałem, ale rozumiem, że dla kogoś, kto w żaden sposób nie jest związany z kryminalistyką, faktycznie te tematy mogą się wydawać ciężkie. Wybierając kryminalistykę, wiedziałem, że to będzie praca, do której trzeba podchodzić z dużym dystansem i bez emocji. I tak właśnie robię. Analizę konkretnej sprawy traktuję po prostu jako zadanie do wykonania.

Z wykształcenia jestem doktorem nauk prawnych, specjalizuję się w kryminalistyce. Moje zainteresowanie zaczęło się od zajęć z medycyny sądowej na drugim roku prawa. Mieliśmy świetnego wykładowcę, który umiał przekazać wiedzę i zmusić do myślenia np. przy rekonstrukcji głośnych spraw zabójstw. Do tego prowadził te zajęcia z pasją. Poza tym, w pewnym momencie poczułem też, że jednak nie chcę iść na żadną aplikację. Z wielu różnych powodów. Szukałem jakiejś niszy dla siebie. I znalazłem w kryminalistyce.

Jest Pan autorem książki "Namowa lub pomoc w samobójstwie - aspekty kryminalistyczne i kryminologiczne". Czy często zdarza się, że ktoś wspiera samobójcę w tym drastycznym kroku?

O wiele częściej niż wyczytamy z oficjalnych statystyk. Prawda jest niestety taka, że jest to przestępstwo, które bardzo trudno wykryć i udowodnić. Występuje przeważnie pomiędzy członkami rodziny, konkubentami, znajomymi – tam, gdzie mamy mniej lub bardziej ścisły związek emocjonalny. W przypadku skutecznego samobójstwa, zmarły zabiera "tajemnicę" ze sobą. Gdy natomiast mamy nieudaną próbę samobójczą, rzadko zdarza się, żeby ktoś zeznawał przeciwko bliskiej osobie.

W mojej książce opisuję m.in. przypadek mężczyzny, który szeptał swojej konkubinie dzień w dzień przez trzy miesiące słowa "kiedy ty w końcu zdechniesz?". Kobieta po jakimś czasie targnęła się na swoje życie. Jak Pan myśli? Czy możemy uznać to za namowę do samobójstwa? Czasem trudno ustalić sam związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy zachowaniem X a samobójstwem Y.
Samobójstwa w Polsce to nadal temat tabu. Jak zauważył Pan na swojej stronie, " z roku na rok liczba ofiar na drogach maleje, za to samobójców przybywa". Z czego to wynika?

Wiele osób uważa, że o samobójstwach nie powinniśmy w ogóle mówić, bo może się to przyczynić do zwiększenia ich liczby. Do takiego sposobu myślenia przyczynia się opisywany w literaturze tzw. efekt Wertera, czyli naśladownictwo samobójstw. Mimo że tak naprawdę nie ma jednoznacznych badań na ten temat.

Samo naśladownictwo jest oczywiście zagrożeniem, ale głównie w przypadkach samobójstw osób znanych, które są medialne. Ludzie z problemami, którzy utożsamiają się z samobójcą, faktycznie mogą niekiedy postanowić odebrać sobie życie. Bo zobaczyli, że ich idol znalazł "wyjście z sytuacji" – i oni postąpią teraz podobnie. Pod względem liczby samobójstw należymy do czołówki państw na świecie. Zajmujemy obecnie 15. miejsce. W mojej ocenie powinniśmy rozmawiać o samobójstwach, aby pokazać, że ten problem istnieje i że należy szukać pomocy.

Dużą bolączką jest kulejąca opieka psychiatryczna, bo w wielu przypadkach do targnięcia się na własne życie przyczyniają się różne choroby psychiczne. Wstydzimy się leczyć, szukać pomocy, korzystać z porad specjalisty, szczególnie my faceci. Dochodzą do tego problemy dnia codziennego – trudności w spłacie zobowiązań finansowych, utrata pracy, samotność, nieszczęśliwa miłość, nieumiejętność odnalezienia się w życiu, nadmierne oczekiwania ze strony innych osób.
Co Pan myśli o formie wykładu przeprowadzanego w klubokawiarni?

Domyślam się, że chodzi Panu o warszawski "Worek Kości", organizujący między innymi wykłady z zakresu kryminalistyki? Uważam, że to interesująca inicjatywa, ponieważ przychodzą tam ludzie, którzy nie chcą fikcji, lecz naukowego podejścia do określonego tematu. Bez sensacji i niepotrzebnych emocji. Wielu to studenci, którzy chcą pracować w kryminalistyce.

Rozmawiamy o człowieku, często o tym, co popycha go do zbrodni. Sukces tego miejsca polega między innymi na tym, że ludzie widzą, iż nauka nie jest zarezerwowana tylko dla uczelni i typowych sal wykładowych. To pokazuje, że może być dostępna dla każdego, że można ją przedstawić w sposób przystępny, interesujący, bez zbędnego nadęcia. Cieszy mnie to, ponieważ popularyzacja nauki powinna być jednym z priorytetów dla każdego naukowca.

Nie obawia się Pan, że ktoś może potraktować Pana wykłady jako podręcznik do skutecznego popełniania zbrodni?

Najczęstszym narzędziem zabójstwa w Polsce jest nóż kuchenny. Czy w związku z tym należałoby zakazać ich używania? Jak Pan widzi teoretycznie można by obawiać się wszystkiego, ale nie powinniśmy popadać w paranoję. To wykłady naukowe, podczas których omawiam wyniki badań, przybliżam słuchaczom określone zagadnienia, czy opisuje konkretne przypadki z praktyki. Kryminalistyki nie można hermetycznie zamknąć. Strach, że ktoś może wykorzystać jakąś wiedzę do przestępczych celów, nie jest dobry, bo musielibyśmy zakazać prawie wszystkiego. Dyscyplina musi się rozwijać, co dzieje się również dzięki wykładom i różnego rodzaju publikacjom dostępnym dla każdego.

Nie oszukujmy się, potencjalni sprawcy przestępstw mają w sieci informacji aż nadto. Trzeba by było ograniczyć sprzedaż podręczników do kryminalistyki, ocenzurować serialne i powieści kryminalne, zakazać prowadzenia szkoleń i studiów z tego zakresu. Super inteligentny, a przy tym brutalny seryjny zabójca, który szkoli się i łaknie wiedzy z kryminalistyki, by pozostać nieuchwytnym, to obraz dość mocno naciągany, stworzony przez media.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...