
Jerzy Pilch w rozmowie z Kazimierą Szczuką w "Gali" opowiada o chorobie Parkinsona, którą częściowo opisał w swojej książce "Dziennik".
Choroba Parkinsona to w naszej kulturze choroba kojarząca się ze wstydem. To jedno. Drugim problem jest po prostu brak wiedzy na jej temat. Zamiast niej w społeczeństwie funkcjonuje wiele mitów. No i jeszcze wspomnienie przefiltrowanych przez telewizję i Watykan migawek uśmiechniętego papieża Jana Pawła II.
Choroba zaczyna się od lekkiego drżenia rąk, a potem powoli zabiera człowiekowi kontrolę nad jego własnym ciałem i umysłem.
Przeczytaj także: Kazik, Kora, Jolanta Fraszyńska - gwiazdy publicznie o swojej depresji. Tabu pada?
Coming out znanego parkinsonika może więc pomóc chorym. Bo autor takich książek jak "Spis cudzołożnic. Proza Podróżna", "Tezy o głupocie, piciu i umieraniu", czy "Pod Mocnym Aniołem" opowiada o swojej chorobie bez ogródek.
W wywiadzie czytamy, że Jerzy Pilch diagnozę poznał, po tym jak wyleczył się z alkoholizmu.
Pisarz zauważa także, że nie ma u nas tradycji pisania o tak trudnych i osobistych sprawach jak choroba. I ta dyskrecja jest jeszcze dodatkowo uznawane za cnotę. Ale sam Pilch nie chce tego ukrywać:
Jerzy Pilch traktuje też swoją chorobę jako… pisarską szansę. Mówi nawet o niej jako o darze:
