Dorośnijcie, latanie nago po festiwalu nie jest fajne. Rzeczywistość może was kiedyś brutalnie zaskoczyć

Pol'and'rock Festival już się skończył. Zostały wspomnienia dobrej zabawy i zdjęcia z niej. Nie wszystkimi jednak można się swobodnie pochwalić.
Pol'and'rock Festival już się skończył. Zostały wspomnienia dobrej zabawy i zdjęcia z niej. Nie wszystkimi jednak można się swobodnie pochwalić. Fot. Grzegorz Skowronek/Agencja Gazeta
Pol'and'rock dobiegł już końca. Większość uczestników wróciła już do domów, a po festiwalu zostały wspomnienia i zdjęcia. Właśnie, niektóre z fotografii już krążące w sieci mogą być kłopotliwe. I to bardziej niż mogłoby się wydawać. Nie tylko z tego roku, ale i poprzednich. Bo gdy zabawa się kończy, zdjęcia zostają. Na zawsze.

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Tak samo jest z kostrzyńskim festiwalem, który w niedzielny wieczór dobiegł końca. Organizatorom pozostało posprzątać teren, a uczestnikom wspominać i wrócić do mniej imprezowej rzeczywistości.

Jednak nie wszystkie wspomnienia nadają się do rozpowszechniania i chwalenia się nimi na prawo i lewo. Z niewinnej i "wyzwolonej" zabawy mogą bowiem wyniknąć zupełnie poważne konsekwencje.

Gdy przeglądaliśmy w naszej bazie zdjęć fotografie z tegorocznej i poprzednich edycji festiwalu w oczy rzuciło się to, że naprawdę sporo z nich to... totalna golizna. Nie w majtkach, nie w kąpielówkach, ale nago nagusieńko jak pan Bóg stworzył.

Tam wolno więcej
Zarówno Woodstock, jak i Pol'and'rock to nie tylko dobra muzyka i świetne rozmowy w Akademii Sztuk Przepięknych, ale także bardzo swobodna atmosfera, namiotowe imprezy do białego rana (albo niekończące się w ogóle) i szaleństwa, na które na co dzień nie można sobie pozwolić.

I nie chodzi tu o mityczne już morze alkoholu, przemycane narkotyki i seks, które według przeciwników Jurka Owsiaka są tam powszechne i "deprawują młodzież", co nie jest do końca prawdą. Przekonują się o tym wszyscy ci, którzy choć raz na festiwalu byli.

Nie chodzi też o błotne kąpiele, które nieodłącznie kojarzą się z pobytem w Kostrzynie. W tym roku, oprócz festiwalowej tradycji, był to też sposób na ochłodę. Pogoda bowiem dopisała, chwilami nawet za bardzo.

Problemem mogą być zdjęcia, na których uczestnicy festiwalu zachowują się bardzo "swobodnie". A mówiąc wprost, można ich oglądać nago.

Nagość
Nie, nie są to zdjęcia wydobyte z czeluści dobrze pilnowanych, prywatnych archiwów. Zdjęcia spacerowiczów w "stroju Adama" dostępne są w agencjach zdjęciowych, z których korzystają nie tylko media, ale również o wiele mniej transparentni klienci. To tylko kwestia czasu, gdy w nie do końca legalny sposób trafią do sieci. I to z nierozpikselizowanymi szczegółami. Rozwiewamy wątpliwości: nie chodzi tu o strój plażowy, a o całkowite pozbycie się ubrań.
Są to oczywiście spontaniczne oznaki radości i niczym nieskrępowanej wolności. Ale nie tylko. Podczas Woodstoku, a teraz Pol'and'rocku organizowane są nawet biegi "naturystyczno-rozrywkowe". Wszystko jest zaplanowane, a ogłoszenie i zachęta do przyłączenia się pojawia się na Facebooku kilka dni przed rozpoczęciem imprezy.
Według organizatorów, w biegu może wziąć udział każdy (to raczej przebieżka niż wyścig), panie warunkowo mogą pobiec topless. Można też zakryć twarz i tatuaże, a wszystkie zachowania o charakterze erotycznym nie są tolerowane.


Ale o co chodzi?
Można byłoby powiedzieć, że nic wielkiego się nie dzieje – przecież to tylko zabawa. Nikt nikogo do biegania nago po festiwalowym polu nie zmusza, impreza tego typu to nie wizyta w kościele, a i sprawa nagości nie powinna wreszcie wzbudzać w Polsce powszechnego oburzenia.

Niestety rzeczywistość, szczególnie ta dotycząca zawodowej sfery życia, może szybko brutalnie ściągnąć na ziemię każdego festiwalowicza. Bo czy 20-latek biegający i szczęśliwy (a na zdjęciu nie zawsze trzeźwy) w ogóle myśli, że ze kilka lat może być menadżerem czy szefem w dużej firmie?
Najpierw wolność, potem problemy
Czasy, w których rekrutacja do jakiejkolwiek pracy ograniczała się wyłącznie do rozmowy kwalifikacyjnej i przyniesienia na nią niepogniecionego CV, to już przeszłość. Teraz standardem jest sprawdzanie przez rekrutera tego, jak kandydat lub kandydatka do pracy pokazują się w mediach społecznościowych.

Jak w rozmowie z naTemat mówi Mateusz Żydek, specjalista z agencji rekrutacyjnej Randstad, praktyka ta jest stosowana bardzo często. Wynika to z faktu, że duża część działań rekrutacyjnych przeniosła się do portali społecznościowych i to nie tylko tych poświęconych budowaniu kariery.

Jak przyznaje ekspert, rekruterzy korzystają głównie z LinkedIna i GoldenLine'a, bo tam najszybciej i najbardziej profesjonalnie można ocenić kandydata pod względem zawodowym. Jeśli jednak nie mamy tam konta, swoją uwagę przeniosą na Facebooka.

– Zawsze zalecamy też, by wyraźnie oddzielać w internecie treści zawodowe i prywatne. Wystarczy skorzystać z ustawień prywatności w mediach społecznościowych takich jak Facebook czy Instagram. Wtedy będziemy mieli dużą dozę pewności, że żadna nasza prywatna aktywność nie będzie miała wpływu na wyniki rekrutacji – mówi Mateusz Żydek.

Zdaniem eksperta, trzeba uważać też na posty dostępne dla wszystkich. – Jeśli rekruter będzie chciał zweryfikować kandydata w mediach społecznościowych, to niemal wyłącznie pod kątem jego doświadczenia zawodowego, raczej nie zajrzy więc do naszego profilu na Facebooku  – mówi.

– Dla pewności warto jednak unikać publikowania postów ogólnodostępnych, które mogłyby nas stawiać w niezbyt korzystnym świetle. Negatywnym sygnałem będą przede wszystkim wszelkie treści zabronione prawem – podsumowuje Żydek.

Pewnie, nawet jeśli komuś zapali się w głowie lampka ostrzegawcza, by takiego zdjęcia nie publikować, nie znaczy to, że one nigdy nie ujrzą światła dziennego.
Jednak opinii na ten temat jest tyle, ilu rekruterów. W rozmowie z portalem InnPoland.pl, Justyna Pytko, specjalistka od rekrutacji z agencji HR Contact przekonuje, że warto unikać kontrowersji (chyba, że branża do której się dobijamy akurat się w nich lubuje). Zdjęcia z elementami nagości i używkami raczej nie wchodzą więc w grę. Chyba że akceptuje to branża, w której chcemy pracować.

Nic już nie można
Czy to oznacza, że nie ma już miejsca na spontaniczność i trochę szaleństwa w wieku, w którym nie trzeba być jeszcze statecznym pracownikiem korporacji czy finansistką w eleganckim kostiumie?

Jest, ale zostawiając wszystkie ubrania w namiocie trzeba liczyć się z tym, że ktoś może zrobić nam zdjęcie. A ono w błyskawicznym tempie może trafić do sieci, czego w praktyce nie można zatrzymać.

Trzeba też założyć, że do pracy rekrutował nas będzie bardzo wymagający HR-owiec, który dokładnie nas wygoogluje. Wtedy jedno zdjęcie z festiwalu może przekreślić szansę na stanowisko. Warto też pójść za radą specjalistów i założyć konto na jednym z portali odpowiadających za zawodowy wizerunek. I sprawdzić ustawienia postów na Facebooku.

A na festiwalu bawić się zawsze tak samo, ale po prostu ze spodenkami na miejscu.

Obserwuj nas na Instagramie. Codziennie nowe Instastory! Czytaj więcej

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...