
Wszyscy fani NBA żyją tylko jednym - Weekendem Gwiazd – przeczytaliśmy na jednym z forów internetowych. Ale czy aby na pewno? W środowisku kibiców NBA, ale i ekspertów spotkaliśmy się z trochę inną reakcją. Ale zacznijmy od początku… Zdecydowanie najważniejszym punktem całego weekendu jest Mecz Gwiazd. A jeśli nie najważniejszym, to na pewno najbardziej prestiżowym i wyczekiwanym. Pierwsze piątki obu konferencji wybierali widzowie, rezerwowych wybrali trenerzy. Mimo naszych nadziei,niestety na próżno szukać tam Marcina Gortata. Ale czy sam Weekend Gwiazd jest czymś więcej niż tylko spektakularnym show? Rozmawiamy z naszymi blogerami, Mateuszem i Markiem Jaworskimi.
Dwight Howard (najwięcej, bo aż 1,6 mln głosów w głosowaniu kibiców) – to jest najlepszy center w całej lidze. Bez dwóch zdań. Absolutnie poza konkurencją. Jego problemem jest za to niepewna przyszłość klubowa. Transfery przeprowadzamy do końca lutego, a to na pewno jeden z najbardziej łakomych kąsków na rynku. Mówi się nawet, że zawodnik nie zmienił klubu jeszcze przed Meczem Gwiazd, bo kibice zgotowaliby mu w Orlando piekło.
Derrick Rose – do niedawna kandydat na MVP rozgrywek. O nim można powiedzieć, że jego gra ulega ciągłej ewolucji. Jest absolutnym liderem Chicago Bulls. Niestety nie ma wystarczającego wsparcia w drużynie, reszta trochę do niego nie dorasta. Charakteryzują go niesamowite wjazdy pod kosz, do tego dużo asyst. Ostatnio zmagał się z kontuzją pleców i to może być jego problem.
LeBron James - powiem nieco kolokwialnie, że mimo tego, że ma wielu „hejterów” to dla mnie jest najlepszy w całej lidze. Na boisku ma wszystko – punkty, zbiórki, asysty. Często też naprawdę fajnie rozgrywa. Doskonały zawodnik. W duecie z Wadem mogą sprawić sporo problemów Zachodowi.
Dwyane Wade – świetny obrońca, doskonałe warunki fizyczne. Ma przede wszystkim dosknoałe długie podania. Największym atutem Wadea są chyba jednak obrony. Robi to doskonale. Mogą w tym meczu stworzyć fajny duet właśnie z Jamesem.
Anthony Carmelo "Melo" – szczerze mówiąc, to akurat za nim nie przepadam. Knicks gra na zasadzie: dajemy piłkę Carmelo i zobaczymy co zrobi. Przynajmniej dopóki Lin nie wypłynął, to tak grali. Zresztą w ogóle jak dla mnie to średni sezon w jego wykonaniu. Skromne zdobycze punktowe.
Chris Paul – to chyba najgłośniejszy zawodnik. Bohater wielu plotek transferowych przed sezonem. Ostatecznie dobrze, że gra w Clippers. Myślę, że mogą powalczyć w tym roku o tytuł, a jeśli nie to przynajmniej finał.
Blake Griffin – kolega z drużyny Paula. W tym meczu mogą stworzyć naprawdę fajny duet. Autor tego słynnego, niesamowitego wsadu.
Andrew Bynum – ostoja Koby’ego Bryanta w klubie. Kiedyś był porównywany nawet do Shaqa O’Neilla, ale kontuzje trochę pokrzyżowały mu plany. Ale on w duecie właśnie z Kobe Bryantem to może być silny atut dla Zachodu.
Kobe Bryant – jego nikomu chyba nie muszę przedstawiać? Odniosę się tylko do tego, że niektórzy zarzucają mu, że głosy zdobywał za nazwisko. Dla mnie to absoultnie nieprawda. Notuje jeden z najlepszych sezonów od lat. Niesie na barkach razem z Bynumem prawie całą drużynę.
Kevin Durant – sprawia wrażenie najlepszego gracza na Zachodzie. Kandydat na MVP całej ligi. Będzie się scigał o króla strzelców. To właśnie głównie dzięki niemu Thunders grają tak dobrze.
A Waszym zdaniem, która konferencja będzie górą? Bardziej imponująco prezentują się chyba nazwiska w Konferencji Wschodniej...
Może jednak na coś podczas tego weekendu jednak warto było zwrócić uwagę? Poza Meczem Gwiazd? Może konkurs wsadów i trójek. Pierwszy jest bardzo efektowny, w drugim trzeba się wykazać prawdziwymi umiejętnościami. Ale mamy też takie rarytasy jak między innymi, produkcję w stylu naszego superspotkania gwiazd TVN-u z politykami. Mecz tzw. „celebrities”. Ale to już za nami. Zagrali w nim m.in. aktorzy i muzycy, czyli trochę takie… gwiazdy na lodzie.
Mecz Wschodzących Gwiazd (interia.pl)
W tym roku zmieniono formułę spotkania debiutantów z drugoroczniakami. Składy zostały wymieszane, a drużyny poprowadziły legendy NBA Shaquille O'Neal (Team Shaq) i Charles Barkley (Team Chuck). Irving brylował w tym drugim zespole, a zaimponował zwłaszcza w rzutach za trzy punkty - na osiem prób wszystkie były udane. W meczu nazwanym Rising Stars Challenge podopieczni Barkleya zwyciężyli 146:133.
Bez wątpienia, Weekend Gwiazd wzbudza spore emocje. Ale jak się okazuje nie tylko te pozytywne. Są tacy, dla których jest to tylko show, niewiele warte z punktu widzenia sportowego. A właściwie nie, są tacy dla których jest inaczej...