Weekend Gwiazd 2010
Weekend Gwiazd 2010 Fot. Rondo Estrello / http://www.flickr.com/photos/rondostar/4358132683/ / CC BY-SA http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/

Wszyscy fani NBA żyją tylko jednym - Weekendem Gwiazd – przeczytaliśmy na jednym z forów internetowych. Ale czy aby na pewno? W środowisku kibiców NBA, ale i ekspertów spotkaliśmy się z trochę inną reakcją. Ale zacznijmy od początku… Zdecydowanie najważniejszym punktem całego weekendu jest Mecz Gwiazd. A jeśli nie najważniejszym, to na pewno najbardziej prestiżowym i wyczekiwanym. Pierwsze piątki obu konferencji wybierali widzowie, rezerwowych wybrali trenerzy. Mimo naszych nadziei,niestety na próżno szukać tam Marcina Gortata. Ale czy sam Weekend Gwiazd jest czymś więcej niż tylko spektakularnym show? Rozmawiamy z naszymi blogerami, Mateuszem i Markiem Jaworskimi.

REKLAMA
Główne atrakcje ubiegłorocznego Weekendu Gwiazd można zobaczyć tutaj…
-Szczerze mówiąc to nie przepadam za całym Weekendem Gwiazd – słyszymy w słuchawce od Mateusza. – To taki show. Niewiele znajdziemy tam prawdziwej taktyki, dobrej gry. Ale fakt, że zawodnicy grają na luzie, popisują się. Dlatego kibicom to się podoba. – wyjaśnia. Na co jednak warto zwrócić uwagę? Tutaj obaj są zgodni. Najciekawszy poza samym meczem będzie konkurs trójek. – Konkurs wsadów najbardziej podoba się kibicom, bo jest najbardziej efekciarski. Ale to w konkursie trójek trzeba się wykazać największymi umiejętnościami. W dodatku skład jest dość ciekawy, mimo wszystko i tak nie do końca trafiony – wyjaśnia Mateusz. – Nie wiem czy wybór personalny na konkurs trójek jest celny, ale i tak to chyba tylko to będzie ciekawe z punktu widzenia kibica koszykówki, jako sportu –wtóruje mu Marek.
Ale skoro największym zainteresowaniem cieszy się Mecz Gwiazd, to poprosiliśmy naszych blogerów o krótką charakterystykę pierwszych piątek, które wybiegną na halę w Orlando.
Zaczyna Mateusz. Konferencja Wschodnia. Zanim zabierzemy się za charakterystykę dodaje jeszcze – Powiem trochę po piłkarsku, że w tym meczu remis ze wskazaniem właśnie na Wschód. Mają lepsze nazwiska w pierwszej piątce. Chociaż jeśli chodzi o ławkę to bardziej wyrównaną wydają się mieć gracze z Konferencji Zachodniej.
No to jedziemy. O tym co na Wschodzie opowie Mateusz:

Dwight Howard (najwięcej, bo aż 1,6 mln głosów w głosowaniu kibiców) – to jest najlepszy center w całej lidze. Bez dwóch zdań. Absolutnie poza konkurencją. Jego problemem jest za to niepewna przyszłość klubowa. Transfery przeprowadzamy do końca lutego, a to na pewno jeden z najbardziej łakomych kąsków na rynku. Mówi się nawet, że zawodnik nie zmienił klubu jeszcze przed Meczem Gwiazd, bo kibice zgotowaliby mu w Orlando piekło.

Derrick Rose – do niedawna kandydat na MVP rozgrywek. O nim można powiedzieć, że jego gra ulega ciągłej ewolucji. Jest absolutnym liderem Chicago Bulls. Niestety nie ma wystarczającego wsparcia w drużynie, reszta trochę do niego nie dorasta. Charakteryzują go niesamowite wjazdy pod kosz, do tego dużo asyst. Ostatnio zmagał się z kontuzją pleców i to może być jego problem.

LeBron James - powiem nieco kolokwialnie, że mimo tego, że ma wielu „hejterów” to dla mnie jest najlepszy w całej lidze. Na boisku ma wszystko – punkty, zbiórki, asysty. Często też naprawdę fajnie rozgrywa. Doskonały zawodnik. W duecie z Wadem mogą sprawić sporo problemów Zachodowi.

Dwyane Wade – świetny obrońca, doskonałe warunki fizyczne. Ma przede wszystkim dosknoałe długie podania. Największym atutem Wadea są chyba jednak obrony. Robi to doskonale. Mogą w tym meczu stworzyć fajny duet właśnie z Jamesem.

Anthony Carmelo "Melo" – szczerze mówiąc, to akurat za nim nie przepadam. Knicks gra na zasadzie: dajemy piłkę Carmelo i zobaczymy co zrobi. Przynajmniej dopóki Lin nie wypłynął, to tak grali. Zresztą w ogóle jak dla mnie to średni sezon w jego wykonaniu. Skromne zdobycze punktowe.
Teraz kolej na Zachód i Marka. Najpierw zadzwoniliśmy do Mateusza i powiedział nam, że Marek pewnie wolałby scharakteryzować piątkę Wschodu, ale gdy odebrał, usłyszeliśmy: - Nie ma problemu, jedziemy.
No to jedziemy:

Chris Paul – to chyba najgłośniejszy zawodnik. Bohater wielu plotek transferowych przed sezonem. Ostatecznie dobrze, że gra w Clippers. Myślę, że mogą powalczyć w tym roku o tytuł, a jeśli nie to przynajmniej finał.

Blake Griffin – kolega z drużyny Paula. W tym meczu mogą stworzyć naprawdę fajny duet. Autor tego słynnego, niesamowitego wsadu.

Andrew Bynum – ostoja Koby’ego Bryanta w klubie. Kiedyś był porównywany nawet do Shaqa O’Neilla, ale kontuzje trochę pokrzyżowały mu plany. Ale on w duecie właśnie z Kobe Bryantem to może być silny atut dla Zachodu.

Kobe Bryant – jego nikomu chyba nie muszę przedstawiać? Odniosę się tylko do tego, że niektórzy zarzucają mu, że głosy zdobywał za nazwisko. Dla mnie to absoultnie nieprawda. Notuje jeden z najlepszych sezonów od lat. Niesie na barkach razem z Bynumem prawie całą drużynę.

Kevin Durant – sprawia wrażenie najlepszego gracza na Zachodzie. Kandydat na MVP całej ligi. Będzie się scigał o króla strzelców. To właśnie głównie dzięki niemu Thunders grają tak dobrze.
Na końcu warto też wspomnieć, że Marek, podobnie jak jego brat, uważa, że to Wschód ma lepszą pierwszą piątkę i to oni są minimalnym faworytem rywalizacji. Bardzo ciekawy, rzeczowy komentarz pod artykułem o Jeremy Linie napisał jeden z naszych czytelników. Co robimy? O komentarz w sprawie Meczu Gwiazd prosimy właśnie naszego czytelnika, Piotra Komorowskiego. I właśnie do niego postanowiliśmy w tej sprawie napisać. Jak zaraz się dowiecie, z braćmi Jaworskimi chyba nie do końca by się zgodził…
- Ja myślę jednak, że na Zachodzie jest więcej "głodnych" graczy. W pierwszej piątce Zachodu startuje DWÓCH graczy z LA Clippers, po raz pierwszy Blake Griffin i Chris Paul, który już dwukrotnie "otarł" się o zdobycie tytułu MVP meczu gwiazd. Dodatkowo pierwszy raz w MG zagra LaMarcus Aldridge, który do tej pory nie został wybrany do meczu chociaż na to zasłużył. – Tabele też wskazują że Konferencja Zachodnia jest bardziej wyrównana i silniejsza. Na Zachodzie 10 drużyn ma bilans powyżej 50%, na Wschodzie 6 – napisał.

A Waszym zdaniem, która konferencja będzie górą? Bardziej imponująco prezentują się chyba nazwiska w Konferencji Wschodniej...
Ale wróćmy do kwestii samej idei Meczu Gwiazd i jego strony sportowej. Nasz czytelnik zdanie naszych blogerów zdaje się podzielać. - All-Star Game rządzi się jednak innymi niż statystyczne prawami. W zeszłym roku słyszałem takie powiedzenie: ASG jest dla czarnych tym czym Thanksgiving i Superbowl dla białych. To weekend zabawy, imprez, sponsorowanych prezentów, odpoczynku dla pozostałych graczy ligi. Sportowa rywalizacja jest tylko dodatkiem. Wygra ta drużyna, w której znajdą się wyspani, chętni do gry i do udowodnienia swojej wartości gracze. Dlatego wskazanie zwycięzcy jest jak rzut monetą. Największa gwiazda całego meczu? W zeszłym roku MVP został Kobe Bryant, szansa ze to powtórzy jest mała, w historii NBA nigdy się to nie zdarzyło. Stawiam na któregoś z młodych graczy Zachodu: Kevin Durant, CP3 (Chris Paul - red.), Blake Griffin – zakończył nasz czytelnik.

Może jednak na coś podczas tego weekendu jednak warto było zwrócić uwagę? Poza Meczem Gwiazd? Może konkurs wsadów i trójek. Pierwszy jest bardzo efektowny, w drugim trzeba się wykazać prawdziwymi umiejętnościami. Ale mamy też takie rarytasy jak między innymi, produkcję w stylu naszego superspotkania gwiazd TVN-u z politykami. Mecz tzw. „celebrities”. Ale to już za nami. Zagrali w nim m.in. aktorzy i muzycy, czyli trochę takie… gwiazdy na lodzie.
Trochę ciekawszy z punktu widzenia kibica sportowego, na pewno musiał być Mecz Wschodzących Gwiazd, w którym wystąpił bohater panującej od niedawana w Stanach „Linomanii”, Jeremy Lin. Tym razem nikogo już nie zachwycił. W tym meczu zmierzyli się ze sobą młodzi, najbardziej utalentowani zawodnicy NBA. - Ten mecz i gwiazd jeszcze można obejrzeć, ale reszta to szopka - można przeczytać na forum internetowym pod artykułem informującym o wyniku.

Mecz Wschodzących Gwiazd (interia.pl)

W tym roku zmieniono formułę spotkania debiutantów z drugoroczniakami. Składy zostały wymieszane, a drużyny poprowadziły legendy NBA Shaquille O'Neal (Team Shaq) i Charles Barkley (Team Chuck). Irving brylował w tym drugim zespole, a zaimponował zwłaszcza w rzutach za trzy punkty - na osiem prób wszystkie były udane. W meczu nazwanym Rising Stars Challenge podopieczni Barkleya zwyciężyli 146:133.


Bez wątpienia, Weekend Gwiazd wzbudza spore emocje. Ale jak się okazuje nie tylko te pozytywne. Są tacy, dla których jest to tylko show, niewiele warte z punktu widzenia sportowego. A właściwie nie, są tacy dla których jest inaczej...