Volkswagen za pół miliona brzmi jak totalna abstrakcja. Nowy Touareg to jednak auto warte tych pieniędzy

Nowy Touareg jest bardzo muskularny - i tak samo jeździ. Fot. naTemat
Volkswageny są w Polsce wiadomo jakie - bardzo popularne. Dla wielu Polaków to pewien synonim prestiżu, a i cena mimo wszystko jest konkurencyjna w porównaniu z innymi niemieckimi markami. A mimo to na rynek właśnie trafia trzecia generacja Touarega, o której sam producent mówi, że to ich jedyny w gamie model premium. Pytanie jest proste: czy warto?

Cóż, jeśli ktoś czytał moją relację z jazd testowych tym samochodem po Austrii (i nie zwrócił uwagi na tytuł tego tekstu), to moje zdanie już zna. Nowy Touareg to auto bardzo dopracowane i basta.
Już w Polsce miałem jednak okazję pojeździć nim nieco dłużej. I okazuje się, że pierwsze zauroczenie w przypadku tego auta może się łatwo przerodzić w miłość.

Jest potężny
Jak najłatwiej opisać Touarega? Jest po prostu wielki. Wystarczy spojrzeć na obręcze kół (można się zdecydować nawet na 21-calowe) wielkości dorodnej pizzy, żeby wiedzieć, że rozmawiamy już o poważnej motoryzacji.
Jeśli dla kogoś takie porównania nie są jednak wystarczająco sugestywne, to do wyobraźni powinny przemówić wymiary tego kolosa. 4878 mm długości (prawie 8 cm więcej niż przy drugiej generacji!), 1984 mm szerokości i 1717 mm wysokości.

Touareg to kawał auta. Aż trudno sobie wyobrazić, jak wielki musi być Volkswagen Atlas, który jest oferowany na niektórych rynkach i jest jeszcze większy...
Ale nie o nim mowa, wróćmy do wyglądu Touarega. Dzieła zniszczenia w przypadku tego auta dopełnia gigantyczny, masywny grill oraz długa, wysoko poprowadzona maska. W ogóle wszystko w Touaregu jest duże. Duże wrażenie robią też agresywne reflektory. Mogą być LED-owe, matrycowe - ogranicza nas tutaj tylko kieszeń.


W środku z kolei w środku onieśmielające robi nowy ekran. Tzn dwa ekrany. Tzn w ogóle to auto wewnatrz to jedna wielka dyskoteka. Odpowiada za to tzw. Innovision Cockpit. Za kierownicą wirtualny kokpit ma 12 cali i łączy się z piętnastocalowym tabletem w konsoli środkowej.
Całość jest oczywiście konfigurowalna i inteligentna. Zawartość kafli możemy dowolnie modyfikować według własnych potrzeb. Tutaj spalanie, a tutaj pogoda, a tutaj informacje drogowe? Prościzna.

Do tego wykończenie w skórze, drewnie i aluminium. Touareg jest premium i wykończony też jest premium. Do całości nie przystaje tylko... kierownica. Zauważyłem to ja, zauważył to od razu mój redakcyjny kolega. Wygląda trochę "jak z Golfa".
No dobra, i do tego jednak trochę twardego plastiku się znajdzie, choć jest on poukrywany. Ale można go odczuć. Po kilkugodzinnej jeździe w trasie podpierając prawe kolano nieco na tunelu środkowym zrobiłem sobie... siniaka.

A na koniec najlepszy bajer: kiedy podniesiecie osłonę przeciwsłoneczną, okaże się, że jest pod nią druga. I w ten sposób jedną można mieć na wprost, a drugą na bocznej szybie. Dlaczego ja tego nigdy wcześniej nie widziałem?
Jedzie jak złoto
Przy pierwszym zetknięciu z tym autem postawiłem tezę, że Touareg w kwestii właściwości jezdnych równa nie do Audi Q7, a do Porsche Cayenne.

Porównanie nie jest przypadkowe. Już nawet nie chodzi o to, że dzięki zaawansowanemu, adaptacyjnemu zawieszeniu Touareg w zakrętach zachowuje się jak wyścigówka z niskim środkiem ciężkości, bo to auto właściwie się nie ugina w wirażach (według VW mogłoby się w ogóle nie uginać, ale sprawia to nienaturalne wrażenie).
Ten samochód po prostu dzieli podzespoły z takimi autami jak wspomniane Porsche Cayenne. Albo... Bentley Bentayga. Albo... Lamborghini Urus. Nie regulujcie odbiorników, to nie ściema. Geny tych marek naprawdę czuć za kierownicą.

Efekt jest więc zjawiskowy. Touareg w zakrętach jest niezwykle stabilny i nie boi się wysokich prędkości. Największym ograniczeniem w zakrętach tego samochodu są jego... fotele. Niby trzymanie boczne nie jest najgorsze, ale siedziska są jednak bardziej "suvowe" niż sportowe. Innymi słowy we wnętrzu można trochę polatać na boki.
Zamontowany trzylitrowy diesel to "klasyka" w tym modelu. Tzn jest to konstrukcja nowoczesna, ale 3.0 TDI zawsze było popularną opcją wśród właścicieli Touaregów. Silnik V6 o tej pojemności może mieć albo 231 KM albo 286.

W testowanej wersji był ten mocniejszy i był w zupełności wystarczający w połączeniu z 8-biegowym automatem Tiptronic. Sprint do setki to nieco ponad 6 sekund, co mówi samo za siebie.
Jakby komuś mocy było mało, to w przyszłości na rynek ma trafić trzylitrowa benzya (340 KM) oraz wszechmocny diesel V8. 4 litry, 421 koni mechanicznych, a razem z nimi olbrzymi moment obrotowy i metry sześcienne zerwanego asfaltu.

Przyjemne dla portfela jest też spalanie. Na drogach krajowych można zejść grubo poniżej ośmiu litrów, na drogach szybkiego ruchu spalimy 9-10 litrów oleju napędowego w zależności od ciężkości nogi.
W sumie na mieszanej trasie o długości 900 km wykręciłem dokładne 9 litrów na sto kilometrów - a trochę "szarpałem". W połączeniu z dużym bakiem o pojemności 90 litrów łatwo policzyć, że Touaregiem za jednym zamachem można łyknąć całą Polskę.

Bezpieczniej się nie da
Także w tej kwestii Touareg jest bardzo premium. O takich kwestiach jak adaptacyjny tempomat, Front Assist czy monitor martwego pola nie ma w ogóle co mówic - wszystko jest na pokładzie.
Warto zwrócić jednak uwagę na dwie kwestie: kamerę termowizyjną oraz reflektory IQ.Light. Nowy Touareg to pierwszy Volkswagen, który może być wyposażony we wspomnianą wyżej kamerę. To element pożyczony z droższych marek takich jak Porsche czy Audi. Kamera działa bardzo dobrze i stanowi znaczące ułatwienie w podróży.

Gdyby ktoś jednak nie dostrzegł człowieka na drodze, kierowcy pomogą jeszcze reflektory. Nazwa z "IQ" nie wzięła się z przypadku - one są naprawdę inteligentne.
Matrycowe reflektory składają się ze 128 diod każdy. To one odpowiadają za bardzo mocny snop światła i to one potrafią zrobić kilka magicznych sztuczek. To nawet nie chodzi o to, że można jechać ciągle "na długich", bo Touareg sam wyłączy część oświetlenia, żeby nie oślepić drugiego kierowcy.

Reflektory IQ.Light potrafią ostrzec kierowcę mignięciem świateł w kierunku przechodnia w ciemności. Ale nie mignięciem "na oślep" - tylko prosto w niego. Tak, żeby go zauważyć, ale jednocześnie go nie oślepić.
Pół miliona za Volkswagena
I tutaj dochodzimy do drażliwej kwestii. Touareg to Volkswagen, który cennikowo zaczyna się od mniej więcej... ćwierć miliona złotych. Dla porównania drugi cenowo w ofercie Arteon (pomijam e-Golfa) kosztuje bazowo dwa razy mniej.

Innymi słowy Touareg w cenniku Volkswagena to zupełnie inna liga. Zwłaszcza jeśli zdecydujemy się na bogato wyposażoną wersję. Jeśli włączycie konfigurator na witrynie producenta z Wolfsburga i zaczniecie dodawać kolejne opcje, szybko zakręcicie się w okolicy pół miliona.
To pieniądze, za które można już kupić Porsche Cayenne. I to nie takie "gołe". Touareg jest jednak autem na tyle dobrym i wszechstronnym, że zapewne sporo osób zdecyduje się właśnie na niego. A z drugiej strony jeśli odpuścimy sobie najdroższe dodatki (zawieszenie adaptacyjne w "najlepszej wersji" to ok. 30 tys. zł), to Touareg może okazać się całkiem sensownie wyposażonym i wycenionym autem do... normalnej jazdy.

Volkswagen Touareg na plus i minus:

+ Mnóstwo miejsca w środku i w bagażniku
+ Oszczędny i wydajny silnik
+ "Poczucie premium"
+ To auto wygląda naprawdę dobrze
- Poukrywane plastiki
- Kierownica nie przystaje do auta
- Mimo wszystko wysoka cena

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...